Zadanie 4 - prezentacja prac

Awatar użytkownika
alpaka terapeutyczna
Archiwista
Archiwista
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2013, 23:34

Zadanie 4 - prezentacja prac

Postautor: alpaka terapeutyczna » 02 lut 2017, 22:45

Obrazek

PRACA NUMER 1

[spoiler]Nie tak to sobie wyobrażałam. To miała być krótka podróż, potem wszystko by się skończyło… Los zadecydował inaczej. Zacznijmy od początku. To historia o mojej śmierci.

Leżąc trzy dni na jednym łóżku i widząc wiele różnych maszyn próbujących tchnąć we mnie życie, poukładałam sobie wszystko. Zrozumiałam, że nawet jeśli się uda, nie będzie to efekt długotrwały. Na początku było mi ciężko, podsumowałam sobie jednak swoje życie i uznałam, że jestem gotowa. Po pewnym czasie zza szklanej bariery okalającej moje łóżko dostrzegłam lekarza. Z jego zachowania wywnioskowałam, że nikt nie wykrył mojej świadomości w trakcie leczenia. Ba! Nikt nawet nie sprawdzał czy takową posiadam… Tak przynajmniej mi się wydawało, kiedy nagle nacisnął jakiś przycisk, a ja odzyskałam czucie. Niespodziewanie zaczął ze mną konwersować:
-Pani… Ateno? Dobrze widzę? Nie ważne… Wszystkie odczyty wskazują na jedno - albo do końca życia zostanie pani w tym łóżku, gdzie specjalne… Ech, nie znam się na tym, dla mnie to jest po prostu aparatura podtrzymująca życie, w każdym razie możemy panią wypuścić, wtedy pani umrze, nie od razu, ale jednak. Jeśli wolno mi zapytać, jak uciekła pani w dzieciństwie od szczepień? Nikomu się to jeszcze nie udało, poza tym wychodzenie na pustkowia bez nich… No sama pani teraz widzi jak to się kończy.
-To jest… Wole o tym nie mówić… W każdym razie nie widzę sensu w swoim życiu, jeśli ma ono wyglądać o tak, proszę… Proszę mnie wypuścić.
-W takim wypadku proszę podpisać papiery.
Kiedy opuścił szklaną barierę poczułam dziwne uczucie na skroniach, jakby nagle naczynia krwionośne się rozszerzyły. Nie chciałam jednak myśleć o tym podczas ostatnich chwil swego życia. Wybrałam się odwiedzić swojego jedynego przyjaciela w tym mieście.

Obrazek

...

-CO CI STRZELIŁO DO GŁOWY? Po pierwsze ostrzegałem cię przed tą piaszczystą doliną śmierci, po drugie jak mogłaś wybrać…
-Lupe, spokojnie… Pogodziłam się ze swoim losem. W moich czasach moje życie straciło sens kiedy rodzice odeszli, tutaj zwyczajnie nie pasuje, wy wszyscy jesteście mądrzy, macie różne… Prace? Nie wiem jak to u was działa, chodzi mi o to, że nie widzę sensu w kontynuacji tej spirali do zatracenia jaką jest moje życie.
-Ale, ale… Ugh, czy jest przynajmniej coś, co mógłbym dla ciebie zrobić?
-Tęsknię za zimą. Za śniegiem, no wiesz, mówiłeś mi o tym czymś takim… No to coś co wywołuje śnieg!
-Jakby to ode mnie zależało, użyłbym Miniaturowego Działa Pogodowego (!) i sprowadził dla ciebie zimę, ale nie wolno mi tego tak po prostu przetestować, zwłaszcza, że Oasis Landing to ostatnia ludzka cywilizacja na tej planecie.
-Oj no proszę, nie możesz wziąć przepustki na podróż dla siebie i dla mnie? Proszę, mówiłeś, że nie wykorzystałeś swojej.
-Wolałbym ją użyć na jakiś własny projekt, przecież wie…
-Proszę!
-Ok, tylko z uwagi na to, że umierasz…
Wiedziałam, że coś do mnie czuł. Trochę powstrzymywało mnie to przed zakończeniem swojego życia, jednak nie na tyle żebym zrezygnowała z postanowienia. W oczekiwaniu na jego powrót wybrałam się na wzgórza. Z jakiegoś powodu chciałam ujrzeć Oasis Landing w pełnej panoramie po raz ostatni. Miasto miało swój urok, ale brakowało mu duszy miasteczek z moich czasów. W zasadzie ten śnieg nie był mi aż tak bardzo potrzebny. Chciałam zrobić coś dla Lupe’a, pocałować go ten jeden raz... Miałam nadzieję, że to go pocieszy...

Obrazek
Nagle mój telefon zaczął dzwonić
-I jak?
-Dosta…
-TAK, LEĆMY, JUŻ!
-Ale mam tylko na jedną osobę… Próbowałem ich przekonać i nie wyszło, przepraszam…
-Nie ma jakiegoś sposobu żeby to zmienić? Czegokolwiek?
-W zasadzie… Spotkajmy się w ośrodku naukowym.
Powinnam była go powstrzymać. W głębi duszy wiedziałam, że kroi się coś złego, nie sądziłam jednak, że on posunie się tak daleko. Gdyby tylko mój upór nie był tak silny…



Ośrodek naukowy zawsze mnie przerażał. Wydawał się taki pusty, nie tylko przez brak ludzi. Nie rozumiałam dlaczego te korytarze były tak ogromne. Nagle usłyszałam głos Lupe’a, dochodził zza drzwi obok. Za nimi znajdował się znajomy widok - portal, który jakieś 2 lata temu omyłkowo wyrwał mnie z moich czasów i spanikowany mężczyzna, który nie wiedział jak to naprawić.

W tej chwili nie do końca pamiętam co się stało. Lupe kazał mi podejść do siebie, a potem wepchnął mnie do środka dziwnej maszyny, która stała za nim. Po tym był jedynie widok jego z jakąś dziwną bronią i dyskiem w ręku… I nastała ciemność.

Obrazek

Przez chwile myślałam, że tak wygląda śmierć, kiedy ujrzałam kobietę nieco podobną do mnie, widywałam ją czasem we śnie. Pamiętasz początek historii? Lekarz zdziwił się jak zobaczył moje imię. Otóż takie samo nosił ogólny system, który sterował praktycznie wszystkim w tym mieście - Atena EX. Prawda jest taka, że moje imię to Antoinette, ale wszyscy w przyszłości, ech ciężko mi to opisać, po prostu imiona kojarzyły mi się z mitologią grecką, dla przykładu: Lupe, czy Dike… Nie chciałam się wyróżniać, bo Lupe powiedział, że nie wie co się ze mną stanie, gdy dowiedzą się o całym zajściu. Wracając do kobiety ze snów, uczyła mnie obsługiwać różne sprzęty, w moich snach oczywiście. Czasem odzywała się do mnie z replikatora żywności… Cóż według Lupe’a tylko mi się wydawało, gdyż nie było nigdy wcześniej takich sytuacji i miał prawo tak twierdzić. W końcu, czemu superinteligentny system operacyjny miałby pomagać przypadkowo sprowadzonej z przeszłości osobie? W chwili obecnej również mi pomogła. Wyjaśniła, że zawartość mojego mózgu została przesłana na dysk, a ciało poddane pewnego rodzaju hibernacji. Potem zniknęła. A ja czekałam. W międzyczasie odkryłam, że teraz jestem komputerem i moje procesy myślowe przebiegają sprawniej. Miałam również dostęp do bazy danych z Oasis Landing. Wydało mi się to dosyć niepokojące i dziwne, że trzymali ich kopię na dysku, na który zwykło się zgrywać ludzi...



Nagle zobaczyłam światło. Nie byłam pewna czy to wciąż symulacja, czy widzę świat? Znałam to miejsce ze zdjęć, jednak nigdy w nim nie byłam. Przede mną rozciągała się piękna plaża Starlight Shores i uśmiechnięty Lupe:
-Już zaraz dostaniesz to czego chciałaś.

-Nie powiesz mi nic?
Nie wiedziałam co mam robić, kiedy podszedł zakrył palcem coś, co pozwalało mi patrzeć, a następnie widziałam świat z perspektywy mrówki.
-Sterujesz wszystkim myślami. Możesz stworzyć nawet hologram o dowolnym wyglądzie, który wydaje, em, dźwięki? Możesz mówić.
Będąc na dysku wszystko wydawało się być proste. Zrobiłam tak jak powiedział i wypróbowałam mowę:
-Raz, dwa, trzy… Co ty sobie myślałeś?!
-Ale, ja chciałem tylko, cię…
-Tak naprawdę nie chciałam tego! Robiłam to wszystko dla cie…
Wtedy wydarzyło się coś magicznego. Śnieg w słonecznej Kaliforni… Kto by pomyślał! Ruszyłam moim holograficznym ciałem i pocałowałam go, tak szczerze. Obydwoje nic nie poczuliśmy, ale sprawiło nam to ogromną radość. Chciałam się go zapytać co teraz zamierza zrobić, kiedy nagle upadł. Zaczęłam głośno krzyczeć, a gdy zobaczyłam biegnącą postać usunęłam swój hologram, nie chciałam w końcu przestraszyć potencjalnego ratownika. Przez kamerę w dysku zobaczyłam jak jakiś facet wkłada mnie do kieszeni.

Obrazek

Obrazek

Resztę wydarzeń pamiętam tylko ze słuchu. W sercu Lupe’a wykryto jakiś chip, który zatrzymał bicie i cóż… Teraz wiem, że to była kara za mieszanie w linii czasu… Pod względem prawa Oasis Landing było dosyć konkretne. Koleje losu potoczyły się dość dziwnie… Dysk ze mną został podłączony do komputera, a jako że nie mogła się skasować… Zgrałam się na internet i… Znów nastała ciemność. Ponownie ujrzałam kobietę i wszystko stało się jasne. Atena EX to ja, a w każdym razie zawiera cząstkę mnie. Wyjaśniła mi, że skopiowała część danych i obecnie wgrywa je do mojego mózgu, pomijając zatajoną przez siebie część. Oznaczało to, że straciłam kilka wieków życia jako program. Dodała również, że przez cały czas gromadziła dane o Ziemi, które, jak się wszystkim zdawało, przepadły równocześnie z momentem, gdy Oasis Landing zyskało miano ostoi ludzkości. Próbowała również zmienić przebieg wydarzeń, zniszczyć bombę ekologiczną, jednak jak odkryła, czas jest stały. Nie da się nim manipulować, pewne sytuacje zawsze nastąpią, każda śmierć jest nieodwracalna.

Obrazek
Zapytałam się, co ze mną? Dowiedziałam się, że moje dane od zawsze były w rejestrze i głupotą było nie przyznawanie się do pochodzenia z przeszłości, a gdyby nie ona pewnie zostałabym poddana karze. Wgrała mi również do mózgu tak dużo cennej nauki jak tylko się dało i wyjaśniła, że wyleczyła mnie z choroby, a nawet genetycznie zmodyfikowała moje ciało. Kazała także przyjść na tamę o północy, gdzie dostanę dysk z danymi o Ziemi, który podam władzom miasta. Jakby “nagle odkryła je w swojej bazie danych”, najprawdopodobniej uznaliby ją za wadliwą, cóż nie dziwię się…
A wracając do mnie… Nie chciałam już umierać. Miałam depresję, ale do samobójstwa było mi daleko. Cała wiedza jaką posiadałam zmieniła moje patrzenie na świat. Za dysk z danymi władze przydzieliły mi dom w bogatszej części miasta i posadę w ośrodku naukowym. Kiedy już do niego dotarłam, zaczął padać śnieg… Nie wiem czy to sprawka… Mnie, czy, tej drugiej mnie… Zaczęłam płakać… To nie ja powinnam żyć, nie potrafiłam się z tym pogodzić.

Teraz o tym nie myślę. Atena EX przestała się ze mną kontaktować, choć zdaje mi się, że ciągle ogląda moją pracę. Nie wiem co mi zrobiła mówiąc o modyfikacji genetycznej, ale wydaje mi się, że przestałam się starzeć.
Pewnego dnia… Uznałam… Że czas to zakończyć. Udałam się do ośrodka naukowego i…
Nacisnęłam przycisk.

Obrazek

I znów zrobiło się ciemno.[/spoiler]

PRACA NUMER 2

[spoiler="2"]Było mroźne, wtorkowe popołudnie. Małgosia, jak co tydzień o tej porze, wyszła z domu i skierowała się w stronę uczelni. Znała drogę na pamięć, dlatego często umilała sobie podróż lekturą. Tego dnia zaczytała się w nowym romansie i właśnie dotarła do kulminacyjnego punktu fabuły, kiedy wpadła na coś miękkiego, odbiła się od tego i wylądowała na ziemi.
- Patrz, jak leziesz! - warknęła, podniósłszy się z chodnika, otrzepała z godnością spodnie i spojrzała na przyczynę swojej wywrotki. Okazał się być nią... niedźwiedź, a raczej przebrany za niedźwiedzia polarnego człowiek.

Obrazek

Obrazek

Miś milczał, wpatrując się w nią bez ruchu. Dziewczyna mruknęła pod nosem coś o "tych wszędobylskich przebierańcach" i "upadku lokalnej turystyki" i ruszyła dalej, omijając po drodze otwartą studzienkę kanalizacyjną. "Mogliby to chociaż jakoś oznakować - pomyślała - jeszcze ktoś tu wpadnie i złamie nogę. Zero pomyślunku!"
Wykłady z teorii literatury nie należały do najbardziej porywających zajęć, wobec czego po opuszczeniu murów uczelni Małgosia stwierdziła, że przyda jej się małe pokrzepienie w postaci gorącej kawy i czekoladowego ciasteczka. O tej porze w jej ulubionej kawiarni jak zwykle panował spory ruch, lecz udało jej się wypatrzyć ostatni wolny stolik. Unoszący się w powietrzu zapach cynamonu mile drażnił nozdrza, a rozkoszne uczucie ciepła, rozlewające się po ciele po wypiciu pierwszego łyku kawy, kontrastowało z roztaczającym się za oknem widokiem zaśnieżonego miasta. Gosia współczuła tym wszystkim biedakom, którzy musieli brnąć teraz przez pokryte białym puchem ulice, zajęci ważnymi, dorosłymi sprawami. O ile przyjemniej było siedzieć tutaj, zajadając się słodyczami, bez zmartwień poważniejszych niż napisanie eseju na przyszłotygodniowe zajęcia.

Obrazek

Siedziała tak dłuższy czas, rozmyślając o błahostkach i wsłuchując się w gwar rozmów, gdy nagle przy stoliku po drugiej stronie sali zauważyła niedźwiedzia, tego samego, który wpadł na nią, gdy spieszyła się na wykład. Serce podeszło jej do gardła - mogłaby przysiąc, że jeszcze przed chwilą go tam nie było! Tymczasem biały miś wpatrywał się w nią bez najmniejszych oznak skrępowania.

Obrazek

Gosia poczuła, jak krew uderza jej do głowy. Czy ten człowiek ją śledzi? Szybko wstała, trzęsącymi się rękami włożyła kurtkę, czapkę oraz rękawiczki i wybiegła z kawiarni, zostawiając niedojedzone ciastko i wypitą do połowy kawę. Gdy przechodziła obok okna, przez które wcześniej podziwiała zimowy krajobraz, usłyszała głośny brzęk. Nie zatrzymując się odwróciła głowę i zobaczyła, że na stolik, przy którym jeszcze chwilę temu siedziała, spadł zawieszony nad nim żyrandol. Dziewczyna wciągnęła gwałtownie powietrze. "To mogła być moja głowa!" pomyślała, patrząc na roztrzaskany blat. Trzęsąc się z przejęcia, ruszyła w stronę przejścia dla pieszych, co chwilę nerwowo oglądając się za siebie.

Obrazek

Minęła czekających na przejściu ludzi i jedną nogą była już na ulicy, kiedy ktoś mocno szarpnął ją za ramię, po raz drugi tego dnia powalając ją na chodnik. Małgosia błyskawicznie podniosła się na nogi i odwróciła w stronę napastnika. W tym samym momencie tuż za jej plecami przejechał rozpędzony samochód, trąbiąc ostrzegawczo. Dziewczyna nie była zaskoczona, gdy ujrzała przed sobą niedźwiedzia, o nie! Była wściekła i gotowa na konfrontację.
- Tyyyy, arrgh! Czemu za mną łazisz, porąbańcu?! Myślisz, że jak włożysz kretyńskie przebranie i zasłonisz twarz to wszystko ci wolno?! Że możesz sobie ot, tak wpadać na ludzi i przewracać ich na ulicy?! Powiem ci coś, śmierdząca kupo futra, nie ze mną te numery! Jeszcze raz zobaczę, że mnie śledzisz i wzywam policję, zrozumiano?!
Miś milczał, patrząc na nią z nieodgadnionym wyrazem pyska.

Obrazek

- Może byś chociaż przeprosił?! - krzyknęła Gosia, wspierając się pod boki. - Pff, dobra, czego ja się spodziewam po kimś, kto paraduje po mieście w stroju niedźwiadka. Dorośnij!
Niedźwiedź przeniósł wzrok z jej twarzy na postać stojącą za jej plecami. Dziewczyna odwróciła się w tę stronę i zauważyła, że stojący nieopodal ludzie dziwnie jej się przyglądają. Jedna kobieta, gdy tylko napotkała jej wzrok, pospiesznie przeszła na drugą stronę ulicy. Elegancko ubrany mężczyzna w średnim wieku podszedł ostrożnie do Małgosi i zapytał niepewnym tonem:
- Przepraszam, dobrze się pani czuje?
- Co? Tak, dziękuję, nic mi nie jest. To wszystko przez tego niedźwiedzia polarnego...
- Yyy, niedźwiedzia?
- Taak, łazi za mną cały dzień. Mam wrażenie, że mnie śledzi. - dodała szeptem.

Obrazek

Mężczyzna wytrzeszczył oczy i oddalił się czym prędzej, mamrocząc pod wąsem coś o wariatach. Małgosia była nieco zbita z tropu. Rozejrzała się wokół siebie - gapie, którzy wcześniej obserwowali ją z zainteresowaniem, teraz zaczęli odsuwać się od niej z przestrachem. Dziewczyna odwróciła się z powrotem w stronę miśka.
- Widzisz, to wszystko twoja... - urwała nagle, bowiem niedźwiedzia już tam nie było.
Gosia stała przez chwilę samotnie na środku pokrytego świeżym śniegiem chodnika i patrzyła zamyślona w przestrzeń. "Jak to możliwe? - myślała. - Przecież jeszcze przed chwilą tutaj był! Ale dlaczego na śniegu nie ma żadnych śladów? Chyba zaczyna mi odbijać..."
- Spokojnie, wszystko z tobą w porządku.
Małgosia spojrzała w dół. Stała przed nią mała dziewczynka z wystającymi przednimi zębami. W Gosi odżyła nadzieja.
- Więc jednak nie zwariowałam, ty też go widziałaś? Wielkiego niedźwiedzia polarnego, który chwycił mnie za ramię, gdy chciałam przejść przez ulicę?
Dziewczynka pokiwała głową z uśmiechem.
- Ale dlaczego pozostali ludzie zachowywali się, jakby nie istniał? Nic już nie rozumiem...
- Hihi, widziałam go, bo ja też mam takiego anioła stróża.
- Anioła...? Ale to był niedźwiedź! Anioły mają jasne włosy, skrzydła i białe, lśniące szaty, a nie futro!
- Nie wszystko jest tym, czym wydaje się być na pierwszy rzut oka. - powiedziała dziewczynka, a wtedy Małgosia zobaczyła za jej plecami małą pandę, która zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

Obrazek[/spoiler]

PRACA NUMER 3

[spoiler="3"]Śnieżna Drama

Ten dzień nie różnił się zbytnio od innych przeżytych przez Sławomirę. Obracając się w swoim ulubionym krześle rozmyślała nad raportem dla Burmistrz Ray. Dramiska Wielkie, nad którymi sprawowała pieczę, z zewnątrz były piękną i radosną mieściną, ale po spędzeniu tutaj choć kilku dni można było dostrzec, że jest to małe piekiełko stworzone przez jego lekko ekscentrycznych mieszkańców. Jednak mimo licznych burd, teczki na komisariacie świeciły pustkami. Interwencje były ostatnio czymś rzadko spotykanym.

- Witaj, kochaniutka! - nagle z rozmyślań wyrwał ją głos pani prezydent - Dawaj mi szybciutko raporcik, bo muszę lecieć z moim pulpecikiem do lekarza. Oj, chyba zaraz orła tutaj wywinę… - westchnęła głęboko, próbując uspokoić dziecko.
- Już już, tak tak - odparła niemrawie pani kapitan wertując kartki na biurku. - Ale zaraz… Ostatni miesiąc był bardzo udany! Zero spraw, zero kłopotów!
- Sławciu, powiedz mi kochana, ile ja ci płacę? - mówiąc to Ray spojrzała z przekąsem.
- Nic mi nie płacisz - skwitowała bez ogródek Sławomira.
- Widzisz moja kochana, kolejna wspaniała decyzja! Dramiska Wielkie są miastem sukcesów! Szczególnie mamusi, prawda kochaniutka - zaśmiała się łaskocząc córkę po brzuchu, jednak małej się to nie spodobało i ponownie na komisariacie słychać było przeraźliwy płacz.

Po chwili, ku uciesze kobiet, w gabinecie pojawił się dawno niewidziany policjant uciszając tym samym małego potworka Ray.
- Czołem, kobitki! Przepraszam szefowo, ale serial kręciłem. Wie szefowa, w plenerze, to się czasu nie czuje...
- Gareth, przecież my lato mamy, ciesz się słońcem - rzuciła radośnie pani komisarz, witając się z podwładnym. - Ja i tak na patrole nie chodzę, bo mi złamaśka doskwiera. W delikatesach dorabiam, bo tutaj z policji jeszcze nigdy nikt nie wyżył.
- Ale przynieść kiełbachy, to nie przyniesiesz...
- Nie mam na to czasu! Jestem katastrofalnie zarobiona!

Obrazek

Po krótkiej rozmowie cała trójka wyszła z komisariatu. Gdy już mieli się rozchodzić, złapała ich Jessica, jedna z mieszkanek Dramisk.
- Czemu nic nie robicie?! - wygarnęła im na wejściu. - Czy w ogóle wiecie co tutaj się dzieje?!
- Nie - odparła nonszalancko policja.
- To spójrzcie tam! - wskazała ręką na niebo, wściekle patrząc na całą trójkę i nie obniżając swojego tonu.

Wszyscy jak na zawołanie wykonali jej polecenie, dostrzegając przed sobą wielką szarą chmurę niosącą z sobą burzę śnieżną, jakiej żadne z nich jeszcze nie widziało. Okna w ułamek sekundy zaszły szronem, temperatura spadła poniżej zera. Chwilę potem zgasła większość świateł w mieście.
- Oto nasz koniec proszę państwa - skwitował Gareth - To by było na tyle, dziękujemy z uwagę.
- Chyba sobie jaja robisz! - rozwścieczona Jessica złapała go za mundur i zaczęła nim mocno szarpać. - Rusz zad i zrób coś z tym! Na co idą moje podatki?! Za to wam płacimy!
- Skarbie, oni nam nie płacą - dopowiedziała Sławomira.

W ciągu tej krótkiej wymiany zdań burza zdążyła przykryć miasto metrową warstwą śniegu. Temperatura wciąż spadała. Jednak temu towarzyszyły znacznie bardziej nietypowe zdarzenia, jak magicznie pojawiające się na choinkach bombki, czy renifery skaczące po ulicach, a wszystko to działo się przy akompaniamencie pisku chomików.
- Ten najbardziej dramatyczny to mój - dodała Sławomira.

Nie były to jednak piski chomików, gdyż po chwili dźwięk stał się nieznośnie głośny i dołączyły do niego krzyki. Bębenki w uszach ledwo wytrzymywały, gdy gęste chmury nagle rozeszły się. Na niebie ukazała się wielka, biała postać. Oślepiła ona swoim blaskiem bohaterów, którzy prędko postanowili z tego skorzystać. Sławomira postanowiła upiec kiełbaski, a Gareth słuchał, jak popcorn strzelał w jego dłoniach. Jessica rozstawiła szybko leżak chcąc złapać kolor na lato, zaś Ray wyciągnęła swoje dziecko w stronę blasku, by wchłonęło jak najwięcej witaminy D:

Obrazek

Chwila ta nie trwała jednak zbyt długo. Dziwna postać w białej sukni nagle spadła, po czym niezgrabnie podniosła się i zaczęła chrząkać.
- Wejście smoka, baby - zauważyła Jessica.
- MILCZEĆ - zagrzmił głos kobiety. - Przed wami stoję ja, Wszechmogąca Królowa Lodów! Naczelna Władczyni Mroźnych Powiewów, Jenny Mroźna Pierwsza - kontynuowała - Przybywam do tej zapadłej dziury, by wszystko pokryć lodem i zamrozić wasze serca!

Obrazek


- Dobra, dobra - wtrąciła Sławka. - A jak ja to w raporcie napiszę?
- W jakim raporcie? Nie rozśmieszaj mnie! Wszystko co rzeczę melodią jest ptasią, tlenem dla wszystkich, co tego słuchają! Po prostu cytuj!

Wymiana zdań nie trwała długo. Po raz kolejny chmury rozeszły się. Obok Królowej Wszechlodów spadła jeszcze jedna, dziwna postać.

Obrazek

- Niczym wypluty przez te chmury ciemniste, przed wami staje mój przydupas, Justin! - uroczyście przedstawiła swego upierzonego giermka Królowa - Justinie, przedstaw się!
- Ależ pani moja najchłodniejsza…
- Do rzeczy! - ostry sopel poleciał w jego stronę.
- Już, już, ma pani! Jestem oto ja, Justin, pół-człowiek, pół-kaczka, pomocnik oto tej czcigodnej damy - powiedziawszy to zwrócił się do Jenny. - Może być, o, Najchłodniejsza? Jak nie, to postaram się bardziej, tylko już nie strzelaj, bo wszystkie pióra mi odlecą!
- Mam pytanie - nagle odezwała się Sławomira. - Jak te przerośnięte ptaszysko wbiło się w spodnie?
- Zamilczeć miałaś, a słyszę gadanie! - krzyk Jenny rozniósł się po okolicy - Z resztą, dość tego! Co wam tłumaczyć! Rzeź pasożytów dzisiaj się zacznie!

Jenny rozłożyła ręce i zaczęła krzyczeć coś, co brzmiało jak połączenie zaklęć Harrego Pottera z simlishem. Gdy skończyła, z nieba spadło tyle śniegu, że jego gruba warstwa przykryła już każdy zakamarek miasta. Na posterunek wleciała chmara mieszkańców.
- Panie władzo - krzyczał Dżalapeoga w stronę Garetha. - Moje plony! One nie wytrzymają tego mrozu! A krowy właśnie zamarzają mi w oborze! Zamiast mleka dały lody!
- Nic się nie martw, Dżalapeogo - pocieszała go Lenny - moja mama lubi lody!
Z oddali rozniosły się kobiece wołania za córką:
- Lenny? Co ty bredzisz?! Marsz do domu! Taki mróz, a ty co?! Gdzie masz czapkę?! Gdzie masz kurtkę?!?!

Królowej Wszechlodów głowa zaczęła pękać od jazgotu. Prędko rzuciła zaklęcie i w sekundę dom Leninów przykryła pięciometrowa warstwa śniegu.
- Robiło się gorąco, to schłodziłam atmosferę - spuentowała, by później zwrócić się do ludzi - Nie przyzwyczajajcie się! Niedługo zrobi się tak zimno, że zamieszkacie w igloo! Wszystko przykryje śnieg, a ja, Lodowa Wszechmogąca, będę rządziła tą krainą już na wieczność! HAHAHA!
Patrząc na przerażonych mieszkańców Królowa zaśmiała się tak donośnie, że jej rechot było słychać aż w Dotsimiach. Zahiperwentylowana wskoczyła na swojego pomagiera-kaczkę i odleciała na jego grzbiecie. Na pożegnanie zrzuciła deszcz gradu na pobliskie gospodarstwo.
- Moje pole! - krzyknął zrozpaczony Dżalapeoga.
- Moja herbata! - krzyknęła właścicielka najprostszej grzywki w mieście - Całkowicie zamarzła! Mój termos nie trzyma już ciepła, to koniec.
- Za nią, szybko, zanim ucieknie! - krzyknął Sztabowy Łódkowicz-Jachtowicz - Uważajcie na zamarznięte krowy! Ciężko je przeskoczyć!
- A ty od kiedy tutaj jesteś? - zagrzywkowiona trafnie skomentowała nagłe pojawienie się sztabowego w tłumie mieszkańców.
- To nieważne! Uciekajcie! Mam taki pomysł, że ta zlodowaciała lampucera poodmraża wszystko, co tu zmroziła!

Mieszkańcy pobiegli pod komisariat. Kapitan Sławomira urządziła tam szpital polowy. Wśród poszkodowanych: Obywatel Pierd i jego mrożone frytki, których nie dało się rozmrozić, czy pewien mieszkaniec, któremu na głowie utknęła dynia.
- A temu co? - zapytała Prezydent Ray.
- Pomylił etapy konkursu - odpowiedział Gareth.
- Gugu gagi las fejspalm - dodała córeczka prezydentowej.

Obrazek


Tymczasem Starszy Sztabowy Oficer Nadzwyczajny, najlepszy z najlepszych, najprzystojniejszy z najprzystojniejszych, wielbiony przez mieszkańców Łódkowicz Jachtowicz odłączył się od poszkodowanych i biegł za śladami na niebie. Sztabowy musiał szybko coś wymyślić. W wyniku najszybszej w historii Dramisk Wielkich jednoosobowej burzy mózgów ściągnął mundur i nagle pokazał się w samej bieliźnie.

Obrazek

Królowa ostatni raz spojrzała w kierunku miasteczka. Nie minęła sekunda, aby jej zmrożone serce momentalnie zaczęło topnieć. Na widok najprzystojniejszego policjanta na świecie mrozy ustąpiły, lodowce przestały zanikać, a Dramiska Wielkie ze zlodowaciałej dziury z powrotem stały się tylko dziurą.
Kuper przydupasa również odmówił posłuszeństwa.

- Lądujemy awaryjnie! Pomagierze! Lody topnieją! Leje się ze mnie! - krzyczała Królowa - Uważaj na brzozy, tylko nie brzozy!
Na takie uwagi było już za późno. Na oczach wszystkich mieszkańców Dramisk Wielkich Królowa Wszechlodów spadała coraz szybciej.

Obrazek

Królowa rozbiła się, zahaczając o korony drzew. Cały śnieg zdążył już stopnieć, więc Jenny miała twarde lądowanie. Z lasu słychać było donośny jęk, jakby zarzynano świnię. Dżalapeoga stanowczo zaprzeczył sugestiom, jakoby odgłos ten dochodził z jego obory, co tylko potwierdziło, że Wszechlodząca przegrała bitwę o Dramiska Wielkie. Chmury rozeszły się, na niebie ponownie pojawiło się słońce.
- Pilne połączenie z Prezydent Ray proszę - westchnął skromnie sztabowy, stojąc w majtkach.
- Już łączę! - prędko odpowiedziała Sławomira, wyjmując służbową cegłę z kieszeni.

*Tutaj automatyczna sekretarka Prezydent Ray! Jeśli chcesz zgłosić dramę, kliknij 1. Jeśli chcesz zgłosić błąd skryptu, naciśnij 2. Jeżeli przed oczami widzisz tylko paletę kolorów, wciśnij 3. Podpisanie petycji o banicję jakiegoś mieszkańca, wybierz 4. Informuję, że kliknięcie jakiegokolwiek przycisku nie połączy Cię ze mną, gdyż właśnie podgrzewam mleko lub zmieniam pieluchy. I spokojnie mi tam.*

- Cholercia, znowu ten błąd - westchnęła Kapitan Sławomira, po czym poklepała sztabowego Łódkowicza po ramieniu - Ale dobrze wiesz, że wszyscy jesteśmy ci dozgonnie wdzięczni! Dzięki Tobie nasze miasteczko kolejny raz przetrwało dramę! Chodźmy wszyscy na herbatę, ogrzejemy się. Pewnie przez jakiś czas będzie jeszcze wiało chłodem - dodała policjantka.

Obrazek


- Mogliśmy być jak Centrum Mimów, albo Krzyżówkowicze True Life. Na co nam to wszystko? - głośno stwierdziła Lenny.
- Dopóki nasze oddziały antyterrorystyczne spełniają swoją rolę, żaden kataklizm nam nie grozi - dumnie odpowiedziała Sławomira, mierząc wzrokiem po mieszkańcach.
- Ja jestem niebezpieczny tylko z nazwy - prędko krzyknął ktoś w pokoju.
- Atak zimy? Też mi wyzwanie - spuentował Łódkowicz - nie takie dramy się przeżywało. Ale coś czuję, że to jeszcze nie koniec. Trzeba mieć się na baczności.
- Pamiętacie atak pasożytów? Ledwo zabrakło nam spreju na robaki - spytał mieszkaniec z dynią na głowie.
- Tego lepiej nie wspominać - zagrzywkowiona odpowiedziała, po chwili dodając - do dzisiaj spotykam się z mrówkami w mieszkaniu. A tak w ogóle, to się zastanawiam, jakim cudem się tutaj wszyscy pomieścili. Na moje posiedzenia przy herbacie zazwyczaj przychodzi trochę mniej osób.

Mieszkańcy siedzieli w mieszkaniu zagrzywkowionej do późnej nocy, po czym rozeszli się do swoich domów. Zima prędko nie powróci w ich rejony. Ale na wszelki wypadek niektórzy będą chodzić w czapkach.[/spoiler]

PRACA NUMER 4

[spoiler="4"]Tchnienie wiosny

Nocne mgły rozproszyły się, a za odległymi wzgórzami zaczęło wschodzić słońce. Blask bijący od niego ukazał krajobraz sennego miasteczka, otulonego śnieżnobiałą, puchową pierzyną. Z nieba wciąż jeszcze sypały się pojedyncze płatki śniegu, które wirując, wyglądały jak pogrążone w jakimś odwiecznym tańcu. Promienie leniwie i powoli przetaczały się po okolicy, muskając czubki okolicznych drzew i budynków. Zupełnie tak, jakby nie chciały przypadkiem zbudzić kogoś i wyrwać z ciepłych objęć Morfeusza.
Ogólnie panujący spokój, przerwało pojawienie się niespodziewanego gościa.
Niewielka sikorka przycupnęła na gałęzi drzewa, ogołoconego z liści. Zwierzątko skacząc radośnie z gałązki na gałązkę, ani trochę nie przejmując się mrozem, strzepywało zalegający na gałęziach śnieg, jak gdyby robiło domowe porządki. Po chwili, najwyraźniej zadowolone z efektu, poprawiło dumnie pióra i zaśpiewało swoją melodię, ogłaszając sąsiadom nadejście kolejnego dnia. Zapewne jeszcze długo trwałby jego prywatny koncert, gdyby nie nagły trzask. W jednej chwili ptak zamarł i przerwał swój śpiew rozglądając się z niepokojem.

Obrazek

Sikorka przeleciała na wyższą gałąź i wpatrzyła się w sunącą przez zaspy postać.
Sylwetka wysokiego chłopaka o kruczoczarnych włosach i ciemnych jak bazalt oczach, wyraźnie wyróżniała się na tle śnieżnobiałej scenerii. To skrzypienie śniegu pod jego butami wywołało niepokój ptaka. Chłopiec, widząc wpatrujące się weń zaciekawione zwierzątko, rzucił mu przelotne spojrzenie i ruszył dalej, pozostawiając je samemu sobie.
Było jeszcze wcześnie. Co więc dziś robił samotny chłopak spacerujący po parku?
Tego nie wiedział nikt… Nawet on sam.
Z samego rana, niesiony jakimś nagłym impulsem, postanowił wybrać się na spacer do położonego nieopodal parku. Przeszedł przez okutą żelazem bramę i znalazł się w środku. Czuł się poniekąd tak, jakby po wkroczeniu na jego teren, znalazł się w zupełnie innym świecie. Spacerując dalej wąskimi alejkami, chłopak zauważył, że po zamarzniętym jeziorze, spacerowały małe stadka kaczek i parę łabędzi. Pomyślał, że przypominają nieco początkujących łyżwiarzy, gdy przemierzając zamarzniętą taflę co rusz, jeden z nich ślizgał się i lądował na lodzie. Przyglądał im się chwilę z uśmiechem, wdychając mroźne, zimowe powietrze, po czym ruszył dalej.

Obrazek

Idąc wzdłuż brzegu ujrzał, siedzącą na jednej z ławek młodą, jasnowłosą dziewczynę. Nie byłoby to nic szczególnie specjalnego, gdyby nie fakt, że mimo temperatury panującej na zewnątrz, ubrana była jedynie w cienki podkoszulek z krótkim rękawem i spodnie, przypominające piżamę. Był tym faktem tak zaskoczony, że nie mógł oderwać od niej wzroku.
Gdy znalazł się metr od niej, nagle spojrzała na niego para jasnoszarych, przenikliwych oczu. Spojrzenie to, z jakiegoś powodu zaparło mu dech w piersi. Poczuł się tak, jakby wniknęła do głębi jego duszy. Wiedziony nagłym impulsem, odezwał się.
- Jest dziś straszny mróz, powinnaś wrócić do domu i lepiej się ubrać. – Początkowo dziewczyna wyglądała tak, jakby go nie usłyszała. Wzruszył ramionami i ruszył dalej. Nim jednak zdążył się oddalić, usłyszał jej cichy głos.
- To i tak nie ma znaczenia. – Zaintrygowany jej słowami przysiadł się do niej. Siedzieli chwilę w milczeniu, aż w końcu chłopak podjął temat.
- Dlaczego? – dziewczyna najwyraźniej zaskoczona jego pytaniem, obróciła się w jego stronę.
- Słucham? – spytała, nie wiedząc o co mu chodzi. Chłopak cierpliwie powtórzył.
- Dlaczego to nie ma znaczenia? – dziewczyna zarumieniła się lekko i odwróciła wzrok.
- Ach, słyszałeś to? – pokręciła głową i uśmiechnęła się przepraszająco. – Nie przejmuj się tym. Tak mi się powiedziało. – rzekła, z pewnością w głosie, jednak nie dał się zwieść.
- Co tu robisz o tej porze? W dodatku tak lekko ubrana! Chcesz się przeziębić? – wyglądało na to, że dziewczyna nie ma ochoty odpowiadać na jego pytania. Po chwili, westchnął zrezygnowany i nałożył jej na ramiona swoją kurtkę. Spojrzała na niego pytająco.
- Weź ją. Nie chcę mieć cię na sumieniu, jeśli zachorujesz i trafisz do szpitala… - niespodziewanie parsknęła śmiechem. Chłopak spojrzał na nią zaskoczony. Dziewczyna opanowała się i odwróciła wzrok zmieszana. Ponieważ ani on, ani ona nie wiedzieli co jeszcze mogliby powiedzieć, dlatego trwali tak w niczym niezmąconej ciszy, obserwując budzącą się do życia przyrodę, gdy odezwała się niespodziewanie.
– Uciekłam dziś ze szpitala, to dlatego przedtem się zaśmiałam. – chłopak patrzył na nią zszokowany.
- Dlaczego to zrobiłaś? – spytał. Spojrzała na okolicę i uśmiechnęła się smutno.
- Ty nie wiesz jak to jest być cały dzień zamkniętym w czterech ścianach. Przykuty do kroplówki, możesz jedynie bezradnie patrzyć na rozpościerający się za oknem widok, ale nie możesz go poczuć. - Na twarzy dziewczyny pojawił się wyraz rozmarzenia. – Wiatr muskający ci twarz, śnieg skrzypiący pod twoimi stopami. Biec co sił prosto przed siebie i nie myśleć o niczym. Tak bardzo chciałam tego doświadczyć! – spojrzała na niego, a w jej oczach ujrzał bezbrzeżny zachwyt. Widząc jej radość, sam bezwiednie się uśmiechnął. Następnie wstał i wyciągnął w jej kierunku dłoń.
- To co? Idziemy? – Uśmiechnęła się ponownie i ujęła jego dłoń.
- Amanda. – chłopak pomógł jej wstać.
- Daniel. Gotowa na dzień pełen przygód? – zamiast odpowiedzieć, Amanda uśmiechnęła się jeszcze szerzej i ruszyli w nieznane.

Obrazek

Pierwszym punktem, była oczywiście wizyta w sklepie. Co prawda Amanda wcale na nią nie nalegała, jednak Daniel uznał, że nie może jej pozwolić chodzić w tych ubraniach. Paręnaście minut później, wróciła ubrana dość zwyczajne.
- To gdzie teraz idziemy? - spytał.
Amanda zawsze chciała odwiedzić tutejsze zoo i zobaczyć bawiące się na wybiegach zwierzęta. Nie było nad czym się dłużej zastanawiać. Po paru godzinach i zobaczeniu wszystkiego co tylko się dało, opuścili zoo, zwłaszcza, kiedy Daniel zauważył, że dziewczyna jest bardziej zmęczona, niż powinna być. Taki wysiłek to najwyraźniej dla niej za dużo.
Pomyślał, że powinni gdzieś odpocząć. Nieopodal zoo zauważył niewielką knajpkę i postanowili się tam zatrzymać na obiad. Podczas posiłku Daniel głównie pytał czym dziewczyna się interesuje, czy też do jakiej szkoły chodziła. Co prawda ciekawiło go, dlaczego trafiła do szpitala, jednak widział, że jest to dla niej drażliwy temat, więc wolał go nie poruszać.
Nagły huk fajerwerków sprawił, że spojrzeli po sobie. Zaciekawieni, ruszyli za grupką roześmianych ludzi.
Niedługo później, dotarli do Rynku Głównego. Mnóstwo straganów, woń jedzenia i głośna muzyka.
To oznaczało jedno. Zaczął się festyn zimowy. Daniel spojrzał na Amandę i ujrzał na jej twarzy zachwyt.
- Wspaniałe… - wyszeptała. Chłopak pokręcił głową, chwycił ją za rękę i pociągnął.
- Chodźmy się bawić! – Amanda, rozpromieniła się.
- Tak!
Reszta dnia upłynęła im na zwiedzaniu kramów, jedzeniu pyszności, tańczeniu i śpiewaniu do upadłego. Na koniec dnia, Daniel zauważył, że Amanda nieco posmutniała.
- Amando, chyba powinniśmy wracać? – wiedziała o co mu chodzi, lecz przyjęła tę wiadomość ze spokojem.
- Wiem. – wziąwszy głębszy wdech, zaproponowała – Możemy po drodze przejść przez park, w którym byliśmy rano?

Obrazek

Szli dobre dwadzieścia minut, gdy dziewczyna poczuła się słabo. Usiedli na ławce i razem podziwiali zachód słońca. Spojrzał na nią. W blasku ostatnich promieni jej włosy otoczyła złota poświata, niczym aureola. Wyglądała jak przepiękny anioł. Niespodziewanie chwyciła go za rękę i spojrzała w oczy.
- To był wspaniały dzień. Bardzo ci dziękuję. – spojrzała na słońce. - Tak bardzo się cieszę, że mogłam chociaż jeszcze raz tego doświadczyć… - jej ostatnie słowa mocno zaniepokoiły Daniela.
- Co to znaczy? - zerknęła na niego niepewnie, wahając się jeszcze chwilę, po czym westchnęła zrezygnowana. Wzięła głębszy wdech nim przemówiła.
– Wkrótce umrę. – przez chwilę, tylko na nią patrzył.
- Co? – rzekł niedowierzając.
- Czeka mnie ryzykowna operacja, której mogę nie przeżyć. – dodała.
- To znaczy, że chcesz się poddać bez walki? – spytał. Zrezygnowana pokręciła głową.
Daniel gwałtownym ruchem zerwał się z ławki i spojrzał na nią.
- Amando, czy w zimie mogą rosnąć kwiaty? – spytał niespodziewanie.
- Oczywiście, że nie. Na zimę wszystko obumiera.

Obrazek

Daniel obrócił się i pociągnął ją za sobą. Dziewczyna przedarła się z chłopakiem przez gęste krzaki, a gdy tylko to zrobiła, jej oczom ukazał się widok tak wspaniały, że aż dech zaparło jej w piersi. Dopiero po chwili, zorientowała się, że z zachwytu wstrzymuje powietrze i wypuściła je gwałtownie. Ujrzała bowiem skąpaną w ostatnich promieni słońca, śnieżnobiałą polanę. Jednakże nie był to spadły zeszłego wieczora śnieg, okolica usiana była całą masą kwiatów. Pięknych, delikatnych i mieniących się w blasku przebiśniegów. Widząc jej reakcję, Daniel uśmiechnął się delikatnie.
- Piękne, prawda? – dziewczyna, była tak wzruszona, że nie mogła wydobyć z siebie głosu, dlatego kiwnęła tylko głową. Chłopak ponownie wpatrzył się w rozpościerający się przed nimi widok i rzekł, nieco zamyślony. - Te małe i mogłoby się wydawać delikatne kwiaty, pozornie nie miały szans, by przetrwać w tych warunkach. Wszystko było przeciwko nim. Mrozy, śnieg blokujący drogę, lecz one się nie poddały i dzielnie walcząc utorowały sobie drogę, by móc co dzień, cieszyć się blaskiem porannego słońca.
Stali tak i patrzyli na kołyszące się na wietrze kwiaty przez dłuższą chwilę. W końcu dziewczyna otarła samotną łzę, która spłynęła po jej policzku.

Obrazek

- Są takie piękne – szepnęła, wpatrując się w kwiaty. Daniel zauważył jednak, że jej spojrzenie stało się jakieś smutne. – Jednak… jaki sens miała ich walka? I tak niedługo obumrą, a na ich miejsce wyrosną inne kwiaty… Dużo piękniejsze. Wkrótce, nikt nie będzie o nich pamiętać… -pod wpływem impulsu, chłopak chwycił dłoń dziewczyny. Amanda zaskoczona spojrzała na niego, a w oczach błyszczały jej diamentowe łzy.
- Ja będę o nich pamiętać. – rzekł stanowczo, patrząc jej prosto w oczy. Amanda powstrzymując płacz, zagryzła wargi, po czym szepnęła.
- Co jeśli jednak zapomnisz? Ludzka pamięć czasem zawodzi.
Chłopak ścisnął jej rękę mocniej.
- Jeśli zapomnę, one i tak wyrosną za rok i za następny, a ja będę tu, by je powitać. – powiedział i pozwolił słowom wybrzmieć. – Czy zechcesz mi towarzyszyć? – spytał, całkowicie zaskakując tym dziewczynę, która z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w niego. – Czy za rok przyjdziesz ze mną oglądać kwitnące przebiśniegi, Amando? – nie mogąc powstrzymać łez, rozpłakała się i wpadła w jego otwarte ramiona.
Słońce już prawie schowało się za odległymi górami, a oni wciąż tulili się do siebie, obserwując cienie, kładące się na polanę pełną przebiśniegów. Daniel pomyślał, że gdyby mógł spełnić jedno swoje życzenie, poprosiłby Boga, aby w tym momencie zatrzymał czas. Tak, by już zawsze mógł czuć ciepło jej ciała wtulone w niego, jej gładką skórę przy swoim policzku, móc trzymać jej drobną dłoń.
W tej jednej chwili, tu razem z nim - żyła.
Chciał już zawsze czuć to wciąż tlące się w niej życie.

Obrazek

Daniel całą noc nie mógł spać, zdenerwowany, lecz pełen nadziei. Nagły trzask drzwi sprawił, że serce podskoczyło mu do gardła. Cicho przemkną do przedpokoju, powitać wracającą do domu postać. Wysoka kobieta, bardzo do niego podoba, ze zmęczonym wyrazem twarzy zdjęła buty i płaszcz. Na jej widok Daniel uśmiechnął się.
- Ciężka noc, mamo? – spytał i odebrał od niej płaszcz. Kobieta potarła zmęczone oczy.
- Tak, operowałam ciężko chorą dziewczynę.
- Udało się? – chłopak z całych sił zacisnął palce na kołnierzu trzymanego płaszcza.
- Tak.
Daniel wypuścił wstrzymywane dotąd powietrze, odwiesił płaszcz i ponownie popatrzył w okno. Kobieta zaskoczona jego zachowaniem, podążyła za nim.
- A tak właściwie, stało się coś? – nie odwracając się, pokręcił głową.
- Po prostu właśnie zrozumiałem, że zachody słońca są piękniejsze, gdy wiemy, że po nich nastanie nowy dzień. – uśmiechnął się tajemniczo i nie mówiąc nic więcej, obserwował budzące się miasto.

Obrazek


KONIEC[/spoiler]
Obrazek
fade into you/i think it's strange you never knew

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości