Zadanie 3 - prezentacja prac

Awatar użytkownika
alpaka terapeutyczna
Archiwista
Archiwista
Posty: 451
Rejestracja: 14 gru 2013, 23:34

Zadanie 3 - prezentacja prac

Postautor: alpaka terapeutyczna » 30 gru 2016, 20:16

Obrazek

PRACA NUMER 1

[spoiler="1"]Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przesyłamy podziękowania dla Plamuli za wspaniałe obrazy![/spoiler]

PRACA NUMER 2

[spoiler="2"][spoiler]Powoli zaczynało już świtać, delikatne promienie słońca zaczęły się wyłaniać znad horyzontu oświetlając swym blaskiem okoliczne domy, ogródki i drzewa ogołocone z liści. Był już grudzień, nadeszła zima. Sypało przez całą noc, okoliczne ulice, dachy domów i drzewa, pokryte były białym delikatnym śniegiem, który iskrzył się w pierwszych promieniach słońca. Nawet teraz, płatki śniegu sypały się jeszcze z nieba nadając okolicy spokojny i piękny wygląd. Mimo iż było zimno i padało, niewielkie ptaki takie jak sikorki, czy zięby nie przejęły się tym i jak co dzień rozpoczęły swoje codzienne śpiewy ogłaszając mieszkańcom uśpionego miasteczka nadejście kolejnego dnia. Było jednak jeszcze bardzo wcześnie i oprócz samej przyrody, nikt nie oglądał ich niewielkich koncertów, które urządzały w swoim gronie na okolicznych drzewach. Całą aurę spokoju i ciszę zakłócał jednak pewien dźwięk… dźwięk śnieżki uderzającej o szybę. Wysoki chłopak w granatowej kurtce i o włosach barwy ognia, stał na tyłach niewielkiego dwupiętrowego domu i lepił śnieżki. Nie mógł mieć więcej niż czternaście lat. Ręce miał tak zmarznięte, że zrobiły się prawie tak czerwone jak jego włosy i chłopak ledwie mógł utrzymać ulepioną przez siebie śnieżkę. Zęby szczękały mu z zimna. W pewnej chwili pomyślał nawet, że jeśli dalej tak będzie to mu się połamią. Jego nos natomiast przywodził na myśl Rudolfa, ulubionego renifera Świętego Mikołaja. Mimo to, chłopak nie przejmował się tym i dalej oddawał się swojej czynności. Rozejrzał się jakby niepewny, czy ktoś go przypadkiem nie obserwuje i nie ukarze, po czym zamachnął się, aby rzucić kolejną śnieżką.
Tym razem jednak nie zdążył się nawet poruszyć, gdy usłyszał za plecami wołanie.
- Stop! Przestań! Co ty tu robisz?! – chłopak niewiele myśląc, upuścił śnieżkę i rzucił się do ucieczki, ale kobieta była szybsza. Złapała go za kołnierz kurtki i przyciągnęła bliżej siebie. Spojrzała na niego surowo i czekała. Chłopiec jednak nie miał zamiaru odpowiadać, więc odwrócił wzrok, nagle bardzo zainteresowany swoimi butami. Gdy wciąż uparcie milczał, kobieta ponowiła pytanie.
- Pytałam, co tu robisz, Tom?! – chłopiec wiedząc, że nie uda mu się wywinąć, zerknął niepewnie na kobietę i westchnął zrezygnowany.
- Przepraszam, mamo… - wydukał. Kobieta nieco usatysfakcjonowana jego odpowiedzią, kiwnęła głową i puściła go. Chłopiec, nazwany Tomem, wygładził kurtkę i czekał na wyrok rodzicielki. Gdy jednak zerknął na nią spod przymrużonych powiek, ze zdziwieniem stwierdził, że matka nie patrzy na niego lecz na dom. Po chwili pokręciła głową i westchnęła.
- Nienawidzisz tego miejsca, prawda? – Tom milczał, lecz matka nie oczekiwała od niego innej odpowiedzi. Sama doskonale to wiedziała. Po jej policzku spłynęła łza, gdy patrzyła na stary i zniszczony przez lata budynek. Wierzchem dłoni otarła ją i obróciła się próbując to przed synem ukryć.
- Wracajmy do domu Tom, już późno. – chłopiec jednak nie ruszył się z miejsca. Stał twardo tam, gdzie go postawiła. Kobieta widząc to zerknęła na niego zdziwiona.
- Tom? – rzekła patrząc na syna. Chłopiec nagle gwałtownie uniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy.
- Dlaczego? – kobieta nie rozumiejąc o co mu chodzi patrzyła na niego z pytaniem malującym się w jej orzechowych oczach.
- Dlaczego co? – spytała i zbliżyła się do syna. Chłopiec wskazał na budynek.
- Dlaczego jest dla ciebie taki ważny? – spytał i zacisnął pięści - To ruina! Nie ma tu zupełnie nic! Dlaczego tak bardzo chcesz uratować to miejsce?! – wykrzyczał patrząc na matkę ze złością w oczach. Kobieta pomyślała, że w tym momencie bardzo przypomina swojego ojca. W przypływie czułości pogłaskała go po głowie. Chłopiec zaskoczony jej gestem zdezorientowany dotknął dłonią głowy, chciał o coś zapytać, ale zauważył, że matka na niego nie patrzy, patrzyła na stojący przed nią budynek.
- No tak… nigdy ci nie mówiłam, prawda? – wzięła głębszy wdech i wsparła się pod boki. Na jej ustach pojawił się uśmiech. Chłopiec zauważył, że myślami matka jest już daleko stąd…
- Wiesz… to nie zawsze tak wyglądało. – zaczęła i powolnym krokiem ruszyła w stronę domu. Wspięła się po stopniach i chwyciła klamkę, chłopiec jednak powstrzymał ją.
- Mamo? Jesteś pewna, że możemy tam wejść? – kobieta zaśmiała się.
- A kto nas powstrzyma? – rzekła i mrugnęła, po czym otworzyła drzwi. W środku, dom wyglądał nawet gorzej niż na zewnątrz. Chłopiec zauważył, że wszystko pokryte jest kurzem, jakby nikt nie sprzątał tu od co najmniej dziesięciu lat. W rogach pokojów, wisiały pajęczyny, które zapewne służyły wielu pokoleniom pająków w łapaniu obiadu. Szyby w oknach były wybite, przez co w domu panował nieznośny chłód. Chłopiec rozcierał zmarznięte ręce rozglądając się po pomieszczeniu. Nie rozumiał po co matka go tu przyprowadziła, jeśli chciała mu udowodnić, że ten dom jest coś wart, to zdecydowanie jej się to nie udało. Właśnie chciał to powiedzieć, gdy zauważył, że kobieta z rozmarzonym spojrzeniem wchodzi do jednego z pokoi. Chłopiec stanął w progu i obserwował ją. Przechadzała się po pomieszczeniu z szerokim uśmiechem. Po chwili zerknęła na syna.
- Pewnie mi nie uwierzysz, ale tu kiedyś była jadalnia. – Tom spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Tutaj? – spytał i wzdrygnął się. Kobieta zaśmiała się widząc jego reakcję, chwyciła go za rękę i wciągnęła do środka. Ustawiła go na środku pokoju i zastanowiła się.
- Jak by ci to… O! Już wiem! – rzekła i uniosła palec do góry. Podeszła do jednej ściany i dotknęła jej. – O tutaj. – powiedziała i spojrzała na niego. – W tym miejscu znajdował się kominek. W ciepłe miesiące zwykle stał nieużywany… ale w chłodne dni, takie jak ten, można było przy nim usiąść i ogrzać ręce. To uczucie, kiedy wchodziło się z zimnego pola, a w środku witało cię przyjemne ciepło buchające ze środka… - rzekła z rozmarzeniem wpatrując się w puste miejsce. – Na święta, razem z mamą przyozdabiałyśmy go czerwonymi kokardami i gałązkami jodełki. Pachniało w całym domu! – mówiła z czułością w głosie – przy kolacji wigilijnej natomiast, zapalaliśmy na nim dodatkowo świece… Nigdy nie zapomnę tej atmosfery… Tato, mama, babcia i moja siostra… Siedzieliśmy razem do późnej nocy słuchając opowieści. – tu ponownie zerknęła na syna i przeszła do innej części pokoju. – A tutaj, stał nasz stół. – widząc, że syn nie do końca jej wierzy zbliżyła się do niego i stanęła mu za plecami. Wskazała na miejsce gdzie przed chwilą stała. – Zamknij oczy… - szepnęła, chłopiec zaskoczony spojrzał na nią.
- Po co? – spytał marszcząc brwi, matka machnęła ręką ponaglając go.
- Po prostu to zrób! – Tom nie zamierzał się z nią sprzeczać i posłusznie zamknął oczy. – A teraz.. – przemówiła i chwytając jego dłoń ruszyła do przodu. Chłopiec, chwiejnie stawiając kroki, ruszył przed siebie, po paru krokach zatrzymali się, w jak mniemał, tym samym miejscu co wcześniej mama. Kobieta wciąż trzymając jego dłoń, wyciągnęła ją przed siebie. – Wyobraź sobie, że dotykasz drewnianego, hebanowego stołu… - rzekła, a w wyobraźni chłopaka natychmiast pojawił się obraz. – Stół nakryty jest czerwonym obrusem, a na nim, znajdują się świece, rozpraszające mrok nocy. Wszystkie dwanaście wigilijnych potraw stoi rzędem, roztaczając dookoła aromat przypraw. Karp w galarecie, czerwony barszcz, koniecznie z uszkami, makiełki… - kontynuowała wymienianie kolejnych dań. Tymczasem chłopak odniósł wręcz wrażenie, że czuje ich smak i zapach. - Spójrz… na ścianach widać zawieszone świąteczne ozdoby. Śnieżynki, gwiazdki i świąteczny wieniec… - nagle poczuł, że kobieta odsunęła się. Otworzył oczy i spojrzał na nią zaskoczony. Patrzyła na niego z uśmiechem. – I jak? Podobało ci się? – chłopiec kiwnął głową.
- Co było dalej? – wciąż się uśmiechając, matka przeszła do kolejnego pomieszczenia. Gdy znaleźli się w środku, Tom znów chciał zamknąć oczy, ale mama powstrzymała go gestem. – Nie. – powiedziała i kiwnęła palcem. – Spójrz i zobacz. – rzekła obracając się i wskazując ręką wnętrze pokoju, lecz chłopiec nie zrozumiał. Zdezorientowany pokręcił głową.
- Nie potrafię. – kobieta z niegasnącym uśmiechem zbliżyła się do niego.
- Nie patrz oczami… - rzekła i przykucnęła przed nim. – Patrz sercem. – następnie wstała i stanęła na środku pokoju. – Co widzisz? – w pierwszej chwili chciał odpowiedzieć zgodnie z prawdą. Nie widział nic. Tylko pusty, rozpadający się pokój. Wtedy jednak spojrzał w oczy matki. Przypomniał sobie jej wcześniejsze słowa, gdy opisywała mu jadalnię. Rozejrzał się.
- Widzę… Salon – rzekł rozglądając się. – Tutaj stał niewielki stoliczek… prawdopodobnie biały – powiedział nieco niepewnie i spojrzał na matkę, która zachęcająco kiwnęła głową.
- Co jeszcze? – Tom spojrzał przed siebie. Nagle jakby opadła magiczna kotara, która przesłaniała mu widok… Widział pomieszczenie, ludzi, śmiejących się i rozmawiających… Widział to… Naprawdę to widział! Podekscytowany ruszył przed siebie, a po paru krokach przystanął i wyciągnął ręce jakby czegoś dotykał.
- Tu stała kanapa, kremowa… - obrócił się. – Tuż obok widzę fotele, obite czerwoną skórą, zupełnie jak miękki dywan… Dorośli siedzą na nich, rozmawiają. Już rozpakowali swoje prezenty, choć wcale nie one były dla nich najważniejsze tego dnia… - chłopiec zapatrzył się w przeciwną stronę i wskazał miejsce obok, którego stała mama. – Tutaj… tutaj stała choinka. Zawsze żywa, by można było poczuć jej zapach… Na niej zawieszone jest dziesiątki kolorowych bombek, czerwone, złote… na samym szczycie, gwiazda, taka jasna… - rzekł i wyciągnął rękę jakby chciał jej dotknąć, lecz nie dosięgnął. – A pod nią… - rzekł kucając i uśmiechnął się. – Prezenty, mnóstwo prezentów. Dorośli już je znają, sami je przecież kupili, ale dzieci… One mają prawdziwą frajdę z rozpakowywania ich. – Chłopiec wstał i ruszył do ostatniego z pokoi. Stanął w progu, mama stała tuz za nim.
- No a tutaj? – spytała zerkając na niego z zaciekawieniem. Chłopiec nie musiał myśleć dwa razy.
- Serce każdego domu… kuchnia. To tu najczęściej gromadzą się ludzie. – niespodziewanie parsknął śmiechem. – Choć to tu też najczęściej dochodzi do kłótni, gdy w grę wchodzi świąteczne gotowanie. – rzekł i zerknął na mamę.
- O ty mały! – rzekła, chwyciła go w uścisku i poczochrała po głowie. Ten ostatni raz w domu zagościła rodzinna atmosfera i śmiech.


Niedługo później Tom i jego mama opuścili dom. Matka ruszyła przodem, lecz on zatrzymał się jeszcze na chwilę i zerknął na rozpadający się budynek. Jutro zostanie zburzony, nigdy więcej go nie zobaczy, nigdy więcej nie zapali się w nim światło. Patrząc tak na niego, przez jedną, krótką chwilę wydawało mu się, że dom jest taki jak dawniej, ciepły i radosny, a potem wszystko zniknęło i znów poczuł chłód zbliżającej się nocy…
Obrócił się w stronę mamy, a po jego policzku spłynęła samotna łza. Otarł ją jednak szybko i z uśmiechem podbiegł do niej.
- Mamo? Myślę, że w tym roku powinniśmy powiesić ozdoby świąteczne. – matka spojrzała na niego zaskoczona.
- Jesteś pewien? – spytała z troską w oczach. – Nie musisz się do tego zmuszać. Jeśli nie chcesz… - chłopiec pokręcił głową.
- Nie zmuszam się, załóżmy te stare lampki, które tato tak lubił. Ucieszy się. – Spojrzał w stronę już ledwie widocznego domu. – A potem, usiądźmy wszyscy razem, tak jak kiedyś… - Idąc ramię w ramię, nie czuli już ani chłodu nocy, ani zimnych płatków śniegu spadających z nieba.
Trzymając się za ręce, czuli wyłącznie ciepło.[/spoiler]

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek[/spoiler]

PRACA NUMER 3

[spoiler="3"]Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek[/spoiler]

PRACA NUMER 4

[spoiler="4"]Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek[/spoiler]
Obrazek
fade into you/i think it's strange you never knew

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości