Pamiętniki Łabędzi

Awatar użytkownika
Simwood
Posty: 750
Rejestracja: 06 sty 2016, 14:32

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Simwood » 06 kwie 2017, 19:13

Po dwóch godzinach w końcu wszystkie zdjęcia się załadowały :D
MalaMi95 pisze:No wiesz, u mnie to może być nieco inna linia czasowa, więc nic dziwnego, że żyje
Zmiażdżę Cię jednym argumentem - Emma xD
MalaMi95 pisze:Czy ja wiem, czy dobrą? Mogła z nimi pogadać zamiast uknuć spisek
A wymień mi jednego przedstawiciela Homo Landgraabus, który okazał się być troskliwym rodzicem :doge:
Mama załatwiła jej bilety na koncert Red Day (które mimo upływu lat wciąż było świetne)
Z tym bym się nie zgodził :doge:
Głupia baba Bella :angry: Kurde, chlasnąłbym ją po tym parszywym ryjcu. Przynajmniej plus dla Lotty, że się stara. Mniej więcej odkupiła swoje wcześniejsze winy :P
Jezu, co Zane ma na głowie :rotfl: Nazwałbym tę fryzurę "martwy jeżozwierz po przejściach"
Ech, kumple Zane'a są tacy paskudni :angry: Nienawidzę, NIENAWIDZĘ tego typu osób (a w swoim środowisku mam ich pod dostatkiem)
Słyszałem rozmowę Smoczycy i Słomki na korytarzu. Dziś kamery nie działają, bo była jakaś awaria. Wszystko jest wyłączone!
#szczęsliwyprzypadek
Smoczyca soft9 Czyżbyś przedawkowała TVN? Przyznam bez bicia, że swego czasu oglądałem, ale po odcinku z dziewczyną, która przykleiła sobie uszy do mordy, bo jej odstawały, stwierdziłem, że moje komórki mózgowe przeżywają męki -.-
A już myślałem, że ją żona Osła Smoczyca ją nakryję. Ależ emołszyns xD
Parę kliknięć i ostatnie zdjęcie zniknęło z jej komórki
Już Cię lubię, szatanie ;)
Ciebie, droga autorko, też lubię, za link do tej piosenki :heart:
Pocałowała go
Czy to się klasyfikuje jako kazirodztwo? :unsure:
W ogóle apeluję o zmianę imienia Anastazji. Zbyt dobrze mi się kojarzy, by mogło zostać zepsute przez jakąś głupiutką dziewuszkę :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Gunia
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 250
Rejestracja: 15 gru 2013, 13:59

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Gunia » 06 kwie 2017, 20:15

Tiana w ciąży? Mam nadzieję, że uda jej się donosić :)
Grzsiek to straszny dupek. Ale Zane też, także dobrali się chłopaki ;)
Iiiii jest Diablo <3 Wiedziałam, że to on uratuje ją z opresji. No wiedziałam!!
Ostatnie fotki :wub: podoba mi się ta piosenka :D dzięki, dodaję do playlisty :D
Zapraszam na relację! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 22 kwie 2017, 21:08

Galcia
Galcia pisze: „Nie mam pojęcia, co takiego rozmowa z Tianą obudziła w Anastazji, ale mam nadzieję, że Belli się mocno oberwie”
Hmm… w pewnym sensie tak, chociaż raczej przez coś innego ;)

Może dzień wcześniej jakaś ostra impreza była, nie wiem xD A mądrzy w sumie nie muszą być. Raczej więcej ich w relacji nie będzie xD (Chociaż ze mną, to nigdy nic nie wiadomo…)
Galcia pisze: „Dla poklasku paru kretynów, których największą życiową ambicją jest zrobienie sobie rano perfekcyjnej fryzury?”
Jakby to powiedzieć? Tak? xD
Ale tu akurat bardziej chodziło o to, że Anastazja chciała pokazać (nie tylko im, ale w ogóle dzieciakom w szkole, bo wiadomo, że wieści by się rozniosły), że ona też potrafi zaszaleć, a nie tylko „Ułożona panienka Ćwirów”
Było to głupie tak czy siak, ale widocznie sława była dla niej w tym momencie ważniejsza ;)

Jeśli chodzi o Grześka to powiem tyle, że on raczej Anastazji nie lubi, więc zobaczyć ją w tarapatach było widocznie dla niego warte tego by zawalić szkołę ;)
Galcia pisze: „Na miejscu Annie poczekałabym, aż Smoczyca wejdzie do środka, rozpłakała się i powiedziała, że ten niedobry Grzesiek ją tu zamknął”
Niewykluczone, że tak by zrobiła ;)
Galcia pisze: „Ta dziewczyna sprowadzi na ciebie tylko kłopoty.”
I to jakie! :D Jest na co czekać, tak ci powiem ;)
Galcia pisze: „No i jest kolejna żeńska postać w Twojej relacji, której szczerze nienawidzę. Jak Ty to robisz?”
Jak już mówiłam – Talent :D


Stara-Raszpla – Byłam ciekawa czy ktoś zauważy xD
Tak właściwie od jakiegoś czasu nie oglądam, ale pamiętałam, że była tam „Smoczyca” i pomyślałam, że śmiesznie będzie tak nazwać tę nauczycielkę :D
Stara-Raszpla pisze: „Anastazje ma ewidentnie problem ze soba.. chyba przydalby sie psycholog
Zdecydowanie xD


Simwood
Simwood pisze: „Po dwóch godzinach w końcu wszystkie zdjęcia się załadowały”
Serio? Mnie się normalnie włącza.
Ech, a ja je specjalnie zmniejszam i w ogóle. Chyba dam sobie z tym spokój…
MalaMi95 pisze: No wiesz, u mnie to może być nieco inna linia czasowa, więc nic dziwnego, że żyje
Simwood pisze: „Zmiażdżę Cię jednym argumentem - Emma xD”
Emma to w ogóle jest ponadczasowa xD
No i dodałam, że może to być jakiś inny wymiar ;)
Simwood pisze: „A wymień mi jednego przedstawiciela Homo Landgraabus, który okazał się być troskliwym rodzicem”
Hmm… A u ciebie w relacji nie było takich?
Joan i Malcolm? Nawet taki cytat znalazłam: „Malcolm nie był złym człowiekiem. Miał dobre serce. Chciał tylko by Joan i mały Malcolm mieli dobre miejsce do życia i nie mieli żadnych problemów.” – Może był głupi układając się z Juli, ale troszczył się w tym wszystkim o rodzinę w tym dziecko ;)
Simwood pisze: „Z tym bym się nie zgodził”
Wiesz, akurat tutaj, ja dosłownie miałam na myśli „Red Day” Czyli wymyśloną kapelę z simsów. Więc jeśli chodziło ci o „Green Day” to nie słuchałam ich już od jakiegoś czasu, dlatego nie mam pojęcia czy mają fajne czy głupie piosenki x)

Właściwie to już od jakiegoś czasu nie oglądam (ogólnie mało oglądam ostatnio TV). Po prostu czasami, kiedy wracałam do domu miałam do wyboru: Jeść w ciszy, albo puścić sobie telewizor, a że akurat nic lepszego nie było do oglądania to oglądałam.
No i widziałam jakiś odcinek gdzie nauczycielkę nazywali „Smoczyca”. Zostało mi to przezwisko w pamięci, to zapożyczyłam do tego odcinka :)
Simwood pisze: „Ciebie, droga autorko, też lubię, za link do tej piosenki”
Matko! To serce zasłaniające cały komentarz! xD
Na telefonie wyświetlało się jako małe serduszko, a tu? xD
EDIT: Dobra już jest normalnie. Nie wiem czy widziałeś dlatego wyjaśnię - Serce wyświetlało się na pół strony xD
Simwood pisze: „Nazwałbym tę fryzurę "martwy jeżozwierz po przejściach"”
Jak dla mnie to bardziej „Niegrzeczny chłopak”, ale może to przez przedawkowanie mang shojo xD
W każdym razie fryzurę pomagała mi wybrać… moja mama.
Powiem jej jak bardzo wybór się spodobał czytelnikom x)
Simwood pisze: „Czy to się klasyfikuje jako kazirodztwo?”
Szczerze? Nie mam pojęcia xD
Małżeństwa między kuzynami są raczej akceptowane od następnego, albo jeszcze następnego pokolenia. Jednak jak czytam czasem romanse historyczne, to tam często dziewczyna ma być wydana lub bierze ślub ze swoim bliskim kuzynem.
Dlatego uznałam, że taki wątek powstanie w mojej relacji.
A co z tego będzie, zobaczymy ;)
Simwood pisze: „W ogóle apeluję o zmianę imienia Anastazji. Zbyt dobrze mi się kojarzy, by mogło zostać zepsute przez jakąś głupiutką dziewuszkę”
A ja apeluje o zmianę dziewczyny dla twojego Marcina. I co? Figa z makiem! :D
(PS. Nie, jeśli faktycznie zmienisz mu dziewczynę to i tak „Anastazja” zostaje x))


Gunia
Gunia pisze: „Tiana w ciąży? Mam nadzieję, że uda jej się donosić”
Zobaczymy ;) (I tak pewnie wszyscy się domyślają, ale poudajemy, że nie xD)
Gunia pisze: „Grzsiek to straszny dupek. Ale Zane też, także dobrali się chłopaki”
W końcu najlepsi przyjaciele, nie? :D
Chociaż w sumie nie wiem, czemu Zane’owi też się dostało. W końcu on nie chciał, żeby Annie to robiła. Ale skoro ona się uparła, no to ma co chciała. Jest w końcu już dużą dziewczynką, co miał zrobić? „Nie, Anastazjo, nie możesz, bo ja Zane mówię nie?” x) Raczej by nie posłuchała, w końcu krew Lotty ;)
Gunia pisze: „Iiiii jest Diablo <3 Wiedziałam, że to on uratuje ją z opresji. No wiedziałam!!”
Czyżbym znalazła osobę, która lubi parę AnastazjaxDiablo? :)
Gunia pisze: „dzięki, dodaję do playlisty”
Nie ma za co ;)
Chociaż właściwie, to ja powinnam dziękować. Gdyby nie twój pomysł na dodawanie piosenek na tańce pary na weselu, to pewnie bym nie dodała tej piosenki.
Więc ja też dziękuję ;)




W dzisiejszej relacji mam dla was dwa pamiętniki.
Najpierw zobaczymy co słychać u Tiany, a potem zajrzymy do domu Marcina :)

PS. Wiem, że początek może być nieco niejasny, ale ogólnie chodziło po porostu o to co się stało na końcu x)

Zapraszam :)


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Z pamiętnika Tiany
Kłopoty w raju



Było jeszcze wcześnie rano, gdy mały piesek zwany Amikiem, wybrał się na spacer by przeżyć przygodę!
Pierwszą rzeczą jaka go spotkała od razu po wyjściu z domu było kilka nastolatek, które widząc go zaczęły się rozpływać nad jego idealnie puszystą i ogniście rudą sierścią. Dziewczyny były tak zachwycone, że chciały pogłaskać, a najlepiej od razu przytulić małą kulkę futra. Jednakże Amik, ignorując zawołania swych fanek, uniósł dumnie ogon i zachwycając się ich okrzykami pełnymi „Ochów i Achów” minął je.

Obrazek

Nie uszedł daleko, gdy zauważył swojego sąsiada z naprzeciwka, starszego doga imieniem Tango. Na jego widok, Amik wyszczerzył kły w geście jasno świadczącym o co mu chodzi „Widzisz, tak się podrywa laski!” pomyślał… Rozważał? Poczuł? Mniejsza.

Obrazek

W każdym razie, Tango niewiele się przejął popisami małej kulki. Miał swoich ukochanych państwa, którzy w zupełności mu wystarczali, a na dziewczyny i tak był już za stary.

Obrazek

Tymczasem Pra… Amik, powędrował dalej do swojego ulubionego krzaczka. Już prawie czuł tę woń jaśminu… gdy nagle wszystko się skończyło. Wystarczyły dwa niuchnięcia i już wiedział, że sąsiad z naprzeciwka nasikał na jego ulubiony krzaczek!
Był tym faktem tak zdegustowany, że musiał przejść, aż pięć kroków do kolejnego. Co prawda mógł się załatwić na ten sam krzak, lecz uznał, że nie da Tango tej satysfakcji! „Rób sobie co chcesz stary capie, mam to w nosie! Ty możesz tylko nasikać mi na krzak, a ja w tym czasie przeżyję kolejną przygodę!” pomyślał… poczuł? Cokolwiek robią psy.

Obrazek

Po załatwieniu porannej toalety uznał, że przyda mu się mały jogging dla zachowania swojej idealnej sylwetki i zaczął biegać wzdłuż chodnika.
I wtedy, stało się…
Zobaczył je w oddali… schody. Jego najlepszy przyjaciel. Oczyma wyobraźni, już widział siebie samego radośnie skaczącego po nich w górę i w dół. Tupot łapek stykający się z rozgrzanym w słońcu kamieniem!
Rzucił się w ich kierunku, gdy usłyszał.
- Amik!

Obrazek

Obrócił się i zobaczył stojąca kilka metrów za nim, swoja właścicielkę. Panią Śmietanę.
Kobieta trzymała rączkę wózka i kołysała delikatnie leżące w nim i śpiące dziecko. Po chwili uniosła wzrok i marszcząc brwi wpatrzyła się w swojego psa.
- No chodźże! Musimy już wracać do domu!

Obrazek

Pies jednak ani myślał się ruszyć. Był tak blisko spełnienia jednego ze swych dzisiejszych marzeń i ma to od tak porzucić, bo dziecku chce się spać? Nie ma mowy!

Obrazek

I nim zdążyła zareagować, puścił się pędem w stronę schodów.
- Amik! Wracaj tu! – Niewiele myśląc, pani Śmietana pobiegła za nim.

Obrazek

Po chwili pogoni, wołania, krzyku i przewróceniu jednego gościa z tureckim hot-dogiem, pani Śmietanie udało się w końcu schwytać psa. Amik nie wydawał się być bardzo przejęty jej triumfującym spojrzeniem jakie mu posłała. Jakby nie było, ostatecznie pobiegał po tych schodach w górę i dół, gdy go goniła, więc dostał co chciał. Chociaż następnym razem będzie bardziej uważać na ludzi z hot-dogami. Ketchup i musztarda straszne brudzą futro!

Obrazek

Wracając, pani Śmietana zadowolona z siebie, że udało jej się złapać małą kulkę i w końcu może wrócić do domu, ruszyła w stronę zostawionego na chodniku wózka z dzieckiem.
- Widzisz Franiu, właśnie tak mamusia załatwia… O boże! – krzyknęła, gdy zaglądnęła do kołyski.

Obrazek

Na małym niebieskim kocyku, wciąż leżał pluszowy miś wygięty teraz pod dziwnym kątem, a obok porzucono smoczek.
Wózek był pusty… Dziecko zniknęło.

Obrazek

. . .


- Policja z Wierzbowej Zatoczki donosi, że porywaczka, niejaka Magda M. Została już schwytana i obecnie znajduje się pod opieką psychologa. Dziecku nic się nie stało i szczęśliwie wróciło już do swojej mamy. – Zakończyła siedząca przy stole Kasandra. Odłożyła tablet na bok i upiła łyk herbaty.

Obrazek

Tego dnia ona i Charlotta, korzystając z wolnego dnia, postanowiły zabrać swoje pociechy i przyjechały w odwiedziny do będącej już w zaawansowanej ciąży Tiany, by dotrzymać jej towarzystwa. Kobieta znosiła tę ciążę dużo gorzej niż poprzednie dwie. Nie chodziło nawet o bolące plecy, mdłości, czy ogólne samopoczucie, lecz bardziej o jej komfort psychiczny. Po ostatnim poronieniu, z którego kobieta w końcu zwierzyła się siostrze, Tiana bardzo martwiła się o swoje nienarodzone dziecko.
Wciąż biegała tylko po lekarzach ilekroć poczuła się trochę gorzej i panikowała nawet wtedy, gdy dziecko tylko delikatnie ją kopnęło, bojąc się, że to oznaka przedwczesnego porodu. Charlotta rozumiała niepokój siostry. Wiedziała jak bardzo ta przeżyła ostatnie poronienie i starała się być przy niej, by wspierać ją w tym trudnym czasie.
Kasandra, która była dobrą przyjaciółką obu pań i znała całą sprawę, również chciała ją wspierać, dlatego zgodziła się przyjechać razem z Lottą. Jednakże wiadomości jakie przyniosła, ani trochę nie poprawiły Tianie nastroju.

Obrazek

- Kto by pomyślał, że takie rzeczy mogą się dziać Wierzbowej Zatoczce? To zawsze było takie spokojne miasto! – rzekła uniesionym głosem i bezwiednie objęła brzuch rękami. Niepewnie zerknęła na Kasandrę – Kasi… Nie boisz się o Merry?
Kasandra spojrzała na nią zaskoczona.
- A czemu miałabym się bać? Przecież ją złapali.
Tiana zakłopotana odwróciła wzrok.
- No tak, ale to było niedaleko od ciebie. A co jeśli ją wypuszczą, albo ucieknie? Mogą też pojawić się kolejni porywacze ośmieleni zachowaniem tej kobiety!

Obrazek

Mimo wyraźnego lęku w głosie czarnowłosej, Kasi nie wyglądała na zbyt przejętą i lekceważąco machnęła ręką.
- Nie ma mowy, aby coś takiego mi się przytrafiło. Ja i Merry mamy przydzielonego ochroniarza, który pilnuje nas dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Obrazek

Spojrzała z czułością na bawiącą się obok niej córeczkę.
- Nigdy nie pozwoliłabym, żeby coś takiego nam się przytrafiło.

Obrazek

Ledwie to powiedziała, gdy rozległo się rozbawione prychnięcie. Wszystkie trzy zerknęły w stronę milczącej do tej pory i zajętej telefonem Anastazji. Dziewczyna czekała właśnie na pojawienie się swoich znajomych, z którymi miała spędzić dzisiejszy dzień. Jej przyjaciele nieco się jednak spóźniali, dlatego dotrzymywała paniom towarzystwa, objadając się przy tym upieczonymi przez ciocie ciastkami.
Cały ten czas była tak zajęta telefonem, iż wydawało się, że mało obchodzi ją o czym mówią siedzące obok niej kobiety, lecz teraz gdy na nie spojrzała, dla wszystkich stało się jasne, że przez cały czas słuchała.

Obrazek

- Wiadomo, że nigdy nie dopuścisz, by coś takiego się stało. Ty pilnujesz swojego dziecka – zaczęła i wzięła kolejne ciasteczko.

Obrazek

- Nie rozumiem tylko, czemu tak współczujecie tej kobiecie? Przecież to jej wina, że porywaczka mogła zabrać dziecko z kołyski. Nie doszłoby do tego, gdyby pilnowała go jak należy. – Annie ugryzła kawałek ciastka i zastanowiła się. – Właściwie, to nie wiem czy dobrze się stało, że ją złapali. Tamta kobieta kochałaby je nad życie i nigdy nie opuściła, a ta była w stanie je zostawić.
Wszystkie trzy kobiety wpatrzyły się w nią i milczały, lecz Annie nie wydawała się być speszona.

Obrazek

Uniosła wzrok i spojrzała prosto w oczy siedzącej najbliżej Kasi.
- Nie mam racji? To samo tyczy się złych ojców…

Obrazek

Lotta, widząc do czego pije Annie i przeczuwając, że zaraz dojdzie do awantury postanowiła uciąć temat.
- Uspokój się Annie! Nie wiem co próbujesz osiągnąć, ale jeśli chcesz wszczynać z Kasandrą kłótnie, to lepiej będzie jak już sobie pójdziesz.

Obrazek

Anastazja, nic sobie nie robiąc z nagany matki, wstała i uśmiechając się lekko ruszyła do drzwi. Właśnie miała wyjść, gdy zatrzymała się jeszcze na chwilę.
- Ciekawe, czy gdyby to był Tomasz, Merry również byłaby taka bezpieczna? A może jakaś ładna pani wystarczyłaby by stracił czujność?
- Anastazjo! – krzyknęła Lotta wyraźnie zła, lecz dziewczyna nie czekając na jej reprymendę, otworzyła drzwi i wyszła.

Obrazek

Przy stole zapadła niezręczna cisza. Charlotta zerknęła niepewnie na Kasandrę.
- Strasznie cię przepraszam Kasi… Nie mam pojęcia skąd ona…

Obrazek

- Nie przejmuj się tym. Nie pierwszy raz to słyszę. Gdybym wciąż miała rozpamiętywać przeszłość twoją i Tomasza, to już dawno byśmy się rozeszli – rzekła i spojrzała na nią. - Nie ranią mnie jej słowa, lecz fakt, że córka mojej najlepszej przyjaciółki, kompletnie nie ma do niej szacunku. – Odwróciła się z westchnięciem. – Ale cóż się dziwić? W końcu ma matkę, która sama siebie nie szanuje i poniża się, by odzyskać faceta, który jej nie chce.
Lotta wgapiła się w nią, niedowierzając w to co słyszy.
- Że słucham?!

Obrazek

Nim Kasi zdążyła się odezwać, doprowadzając do tego, że kłótnia rozgorzałaby na dobre do akcji wkroczyła Tiana.
- Nie złość się Lotta. Kasi nie miała niczego złego na myśli – rzekła spokojnym tonem, lecz rozjuszona rudowłosa, nie dała się tak łatwo zbyć.
- Właśnie powiedziała, że nie mam do siebie szacunku i się poniżam! I co? Niby chciała być dla mnie miła?! – krzyknęła, krzyżując ramiona.

Obrazek

Kasandra znów chciała coś powiedzieć, ale Tiana i tym razem nie dała jej dojść do głosu.
- Nie, po prostu… Ja również ostatnio zastanawiałam się nad tym samym. – Siostra chciała się odezwać, ale Tiana uciszyła ją gestem. – Widzisz… Bardzo się cieszę, że masz tak dobre relacje z Aleksem, ale nie uważasz, że to trochę dziwne?
Kobieta wyglądała na zaskoczoną.
- Dziwne?
Tiana wykonała ręka nieokreślony gest.
- No wiesz… W końcu jesteście po rozwodzie. Aleks praktycznie wyrzucił cię z domu i nie pozwalał ci spotykać się z Annie przez pewien czas. A teraz nagle kawki, herbatki, zajmowanie się Henrykiem? To trochę…
- Chore? – wtrąciła Kasandra, a Charlotta wzniosła oczy do sufitu.

Obrazek

- Do czego to doszło? Młodsza siostra będzie mi prawić morały! – rzekła i ponownie zerknęła w jej stronę. - Ja ci nie mówię jakie masz mieć relacje z Naveenem!

Obrazek

Tiana pokiwała w zamyśleniu głową.
- Tak, ale Naveen jest moim mężem… Aktualnym – dodała.
Tego było już za wiele! Lotta wstała gwałtownie od stołu.
- Dobra, dość tego. Miło było, ale chyba powinnam się już zbierać…

Obrazek

Tiana również wstała i chwyciła ją za rękę.
- Lotta, daj spokój! Nie o to mi chodziło!
- Tak? A o co? – rzekła zaczepnie i patrzyła na nią złowrogo.

Obrazek

Młodsza siostra odwróciła wzrok i nerwowym gestem, odgarnęła włosy z czoła.
- Po prostu nie chcę, żebyś znów się zawiodła… - zaczęła delikatnie i zerknęła na nią. - Wiem jak bardzo przeżyłaś ten rozwód. Możesz sobie mówić co chcesz, ale do ostatniej chwili miałaś nadzieję, że Aleks się rozmyśli, prawda? – spytała, a ponieważ Lotta milczała, kontynuowała. - Masz nadzieję, że on do ciebie wróci. Znów stworzycie rodzinę razem z Annie i Henrykiem... – powiedziała i wpatrzyła się jej prosto w oczy. - Co zrobisz jeśli Aleks wcale tak nie myśli? Może on tylko…

Obrazek

W tym momencie Charlotte uderzyła pięścią w stół, powstrzymując ją przed dokończeniem zdania.
Tiana obserwowała ją w ciszy.
- Wystarczy! Aleks i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi i nie mam zamiaru go odzyskać! Po prostu potrzebował pomocy z Henrykiem, a ja mu pomagam, gdy mam czas. Tyle. – rzekła, wzięła Henryka na ręce i ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się jednak jeszcze przed drzwiami i dodała. - A dla twojej wiadomości, to Aleks już szuka dla niego niani i jak tylko ją znajdzie, to nie będę tam potrzebna. Zadowolona? No, a teraz naprawdę musimy już iść. Dbaj o siebie. – I wyszła.

Obrazek

Tiana wróciła do stołu, opadła ciężko na siedzenie obok Kasi i upiła łyk soku. Po chwili Kasandra postanowiła przerwać niezręczną ciszę.
- Zdecydowanie chce go odzyskać.
Tiana westchnęła i w zamyśleniu pokiwała głową.
- Tego się obawiałam.
Kasandra zacisnęła pięści.
- Gdyby tylko mój brat nie był taki głupi i wstrzymał się z tym rozwodem! – westchnęła. - No cóż. Myślisz, że się zejdą? – spytała i zerknęła na Tianę.

Obrazek

- Mam taką nadzieję – rzekła zamyślona, a po chwili dodała. – Jeśli Aleks ją zawiedzie… - pokręciła głową. - Boję się, że kompletnie się załamie…
Następnie obie umilkły i pogrążyły się w swych ponurych rozmyślaniach.

Obrazek


Z pamiętnika Marcina
Koniec czy początek?



Marcin wracał z zakupów obładowany ze wszystkich stron torbami. Oczywiście, jak zwykle, gdy się spieszy, musiało mu się coś przytrafić i idąc do sklepu zapomniał portfela. Po niezbyt miłej pogadance z kasjerką i pozostałymi klientami, którzy byli zirytowani jego nerwowym poszukiwaniem zguby, musiał wyjść i przejść całą trasę do domu i z powrotem jeszcze raz. Gdy wrócił, okazało się, że pracownik sklepu zapomniał, jak mu mówił, by nie rozładowywał jego koszyka, gdyż za chwilę przyjdzie po te rzeczy i oczywiście to zrobił, dlatego musiał szukać wszystkich produktów od początku.

Obrazek

Gdy w końcu udało mu się zapłacić i wyjść, gromadzące się od pewnego czasu na niebie chmury w końcu dały upust swej frustracji i zaczęło padać. Normalnie, Marcin miałby swoją ulubioną fioletową parasolkę, tak się jednak spieszył z ponownym wyjściem, że kompletnie zapomniał swojej torby na zakupy, w której była. W ten sposób nie tyko musiał zapłacić za zwykłe reklamówki, ale również zmókł niemiłosiernie, wracając do domu.
Na miejscu od razu zażył simscorbin, mając nadzieję, że to choć trochę wzmocni jego odporność i dzięki temu nie dostanie kataru, a potem zabrał się do pracy.

Obrazek

Wiedział, że ma niewiele czasu do przyjścia gości, dlatego uwijał się tak szybko jak tylko mógł, by upiec tort i wszystko przygotować dla małego jubilata.
Właśnie piecyk elektryczny wydał dźwięk oznaczający, że ciasto jest gotowe, gdy usłyszał dzwonek do drzwi.

Obrazek

Uśmiechając się szeroko poszedł i otworzył.
- Niespodzianka! – krzyknął, patrząc na stojące przed nim osoby.

Obrazek

Stojąca w drzwiach, wysoka mulatka o brązowych oczach, trzymająca na rękach małego chłopczyka, odwzajemniła uśmiech.

Obrazek

- Dobrze cię znów widzieć, Marcin – odpowiedziała i spojrzała na chłopczyka. – Jest tu ktoś, kto nie mógł się doczekać spotkania z tobą.
Jak na zawołanie, trzymany przez Serenę chłopiec wyciągnął w jego stronę swoje malutkie rączki, a jego twarz rozpromieniła się.

Obrazek

- Malcin!
Mężczyzna, porwał chłopczyka w ramiona i mocno przytulił.
- Mój mały Marcel! Wiesz jak strasznie za tobą tęskniłem?
Serena, nie tracąc dobrego humoru chciała się odezwać, lecz uprzedziła ją stojąca za nią kobieta, psując nieco swym tonem ten sielankowy nastrój.

Obrazek

- To bardzo miłe, że cieszysz się z przyjazdu Marcela, ale może nas również zaprosisz do środka? Trochę zmokliśmy idąc tu.

Obrazek

Marcin widząc swoją gapę, natychmiast się zreflektował i gestem zaprosił kobiety do środka.
- Ciebie również miło widzieć, Siobhan.

Obrazek

Kobieta posłała mu lekki uśmiech i mijając go weszła, zgarniając wnuka.
- Choć Marcelku. Babcia musi cię przebrać w coś suchego – powiedziała i zniknęła z nim w łazience.

Obrazek

Tymczasem Serena, nieco zawstydzona zachowaniem matki i unikając wzroku Marcina, odgarnęła niesforny kosmyk za ucho.
- Przepraszam za nią. Wiesz, ona bardzo się stara, ale czasem po prostu nie potrafi inaczej.
Widząc zakłopotaną minę dziewczyny, Marcin zaśmiał się.
- Oj, już nie bądź taka surowa. Czasem każdemu zdarzy się zły dzień. Sama pamiętasz jak czasem Antoni… - zaczął, lecz umilkł gwałtownie. Serena obserwowała go uważnie.

Obrazek

- Marcin? Czy… - nim jednak zdążyła coś powiedzieć, na twarz Marcina wrócił jego zwyczajowy uśmiech.
- Co ja to? No tak, zły dzień. Koniecznie muszę ci opowiedzieć, co mi się dziś przytrafiło!

Obrazek

Następnie udali się do salonu i usiedli na kanapie. Marcin przygotował paniom i Marcelowi coś ciepłego do picia, a następnie zaczął swą opowieść. Niedługo później do domu przyjechali Genowefa, James oraz Arata z Krzysztofem i małą Khany i impreza urodzinowa Marcela zaczęła się na dobre.
Siedzieli do późnego wieczora rozmawiając, śmiejąc się i obserwując zabawę dzieci.

Obrazek

W końcu jednak mały jubilat i jego przyjaciółka zmęczyli się swoimi harcami i zasnęli kamiennym snem, dlatego Arata i Krzysztof uznali, że pora wracać do domu. Wzięli na ręce przysypiającą Khany i pożegnali się ze wszystkimi.

Obrazek

Mały Marcel również został zabrany przez swoją babcie i zaprowadzony do przygotowanego dla niego pokoiku na górze.

Obrazek

Genowefa i James zostali jeszcze chwilę, by dopić herbatę, ale wkrótce i ich zaczął morzyć sen, dlatego pożegnali się grzecznie i podążyli do swych pokoi, by położyć się spać.

Obrazek

W opustoszałym salonie zostali już tylko Serena i Marcin.
Mężczyzna spojrzał w kierunku schodów i uśmiechnął się delikatnie.

Obrazek

- Cóż to był za dzień! Cieszę się, że daliście radę przyjechać. Kiedy Siobhan zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu i powiedziała, że chyba was nie będzie naprawdę się zmartwiłem. Zacząłem myśleć, że nie zobaczę was, aż do świąt.

Obrazek

Serena spojrzała na niego z wyrzutem.
- No wiesz? Jak mogłeś tak pomyśleć? Za nic w świecie nie przegapiłabym okazji, żeby cię odwiedzić!

Obrazek

Marcin zerknął na nią spod przymrużonych powiek.
- Teraz tak mówisz, ale w gruncie rzeczy nie jesteś już małą dziewczynką, ani tą zagubioną nastolatką, która stanęła pod moimi drzwiami prosząc bym oddał jej dziecko. Dorastasz, to normalne, że nie zawsze będziesz mieć czas i chęci, by odwiedzić takiego starego dziada jak ja – rzekł i ponownie na nią spojrzał, ze zdziwieniem spostrzegł, że zmieszana odwróciła wzrok.

Obrazek

- Wcale nie jesteś taki stary… - Zauważyła, że jej się przypatruje dlatego odchrząknęła, by zmienić temat. – A tak w ogóle, to ja również mam dla ciebie niespodziankę – powiedziała i wyszczerzyła zęby na widok jego zaskoczonej miny. – Wracam do Windenburga! – wykrzyknęła, lecz naraz posmutniała, gdy zauważyła brak reakcji ze strony Marcina. – Chyba, że nie chcesz to…

Obrazek

Nim jednak zdążyła dokończyć zdanie, gwałtownie wstał i porwał ją w ramiona.
- Naprawdę? Nie kłamiesz? – spytał, a gdy potwierdziła skinieniem głowy, uściskał ją mocniej. – To cudownie! Gdzie będziecie mieszkać? Gdzieś niedaleko? Albo nie! Nic nie mów. Możecie zamieszkać ze mną! – mówił podekscytowany, nie słuchając nawet odpowiedzi dziewczyny.

Obrazek

Jednak nie przeszkadzało jej to. Cieszyła się, że znów widzi w nim tyle życia. Kiedy ostatnim razem był taki radosny?
„No tak, to było przed tym…” pomyślała ponuro i zerknęła na jego radosny uśmiech. Nagle coś jakby przyszło mu do głowy, zatrzymał się i spojrzał na nią.

Obrazek

- Ale tak właściwie, to dlaczego zdecydowałaś się wrócić? Nie podobały ci się studia w San Myshuno?
Dziewczyna odgarnęła kosmyk z czoła.
- Dostałam pracę w Windenburgu i postanowiłam przyjechać.

Obrazek

Spojrzała ostrożnie w oczy Marcina.
- Poza tym, tęskniłam… - zaczęła, ale w tej chwili na dół zeszła Siobhan. Widząc wciąż nieumyte po imprezie naczynia, spojrzała na nich surowo.

Obrazek

- A co to za bajzel? Serena, pomogłabyś sprzątać, a nie zagadujesz Marcina. No już! – rzekła i ruszyła by pozbierać talerzyki. Nie uszła jednak daleko, gdyż Marcin ją powstrzymał.

Obrazek

- Naprawdę nie musisz Siobhan, zajmę się tym – i nie czekając na jej odpowiedź, zajął się sprzątaniem.
- Pomogę ci! – zaoferowała się szybko Serena, by uniknąć kolejnej nagany matki.

Obrazek

Siobhan patrzyła na nich chwilę, po czym kręcąc głową ruszyła w stronę schodów.
- Wygląda na to, że nic tu po mnie. Zajrzę jeszcze do małego i kładę się spać. Dobranoc.
- Dobranoc! – odpowiedzieli chórem i w milczeniu zabrali się do pracy.

Obrazek

Marcin zmywał naczynia, a Serena wycierała i odkładała je na miejsce. Praca szła im całkiem szybko i już wkrótce ostatnia szklanka wylądowała na półce.

Obrazek

Marcin westchnął i przetarł czoło ręką.
- Gotowe! Nie ma to jak praca w zespole, prawda?

Obrazek

Serena uśmiechnęła się.
- Zwłaszcza w takim jak nasz – powiedziała i zaśmiała się. – Jest zupełnie tak jak w te święta, gdy prawie spaliłeś dom! Musieliśmy posprzątać cały ten bałagan, a Antoni… - rzekła i umilkła gwałtownie. – Przepraszam… - powiedziała i zerknęła niepewnie na Marcina, lecz on tylko pokręcił głową.

Obrazek

- Nie musisz. Nie powiedziałaś przecież nic złego – odpowiedział, ale jego spojrzenie pozostało smutne.
Serena dotknęła delikatnie jego ręki.
- Minęło już trochę czasu od jego… - zagryza wargi. - Czy… - zaczęła, lecz Marcin przerwał jej zmęczonym głosem.
- Wszystko w porządku Sereno. Naprawdę.
- Ale…

Obrazek

- Wszystko jest w porządku! – krzyknął i przez przypadek potrącił leżący na szafce talerz. Naczynie spadło i rozbiło się w drobny mak, ale mężczyzna nie zwrócił na to uwagi. - Wszystko jest w swoim cholernym porządku! – wrzasnął, odwrócony do niej plecami i wsparty o umywalkę. - W pracy układa mi się dobrze, Genowefa i James są zadowoleni ze szkół do których poszli i odwiedzają mnie w każdy weekend. Mam mnóstwo przyjaciół, z którymi spędzam czas… Wszystko jest po staremu. Zupełnie, jakby nic się nie wydarzyło! – powiedział i spojrzał na nią ze łzami w oczach. – Ale się wydarzyło… Antoni odszedł i nigdy więcej go nie zobaczę. Nigdy już się ze mną nie zaśmieje, nigdy nie pójdzie do kina lub spacer. – Zachichotał jakoś niemrawo. – Już nawet nie będę miał więcej okazji, by zobaczyć ten jego mars na czole, gdy znów odkryje, że przekroczyłem jego limit zakupowy. Ja… Ja nie wiem co ze sobą zrobić. Przecież Antoni był całym moim światem od samego początku. Szukałem go całe życie, a teraz go nie ma. – Pstryknął palcami. – Zniknął, ot tak i znów mnie zostawił. I co ja mam teraz zrobić? – rzekł żałośnie patrząc się przed siebie.

Obrazek

Serena, widząc jego smutek, położyła mu dłoń na ramieniu, a gdy na nią spojrzał, po prostu go przytuliła. Nie mogła mu pomóc. Nigdy nie przeżyła takiej tragedii i nie potrafiła sobie nawet wyobrazić co on teraz czuje, ale chciała żeby wiedział, że nie jest sam. By wiedział, że ma jeszcze rodzinę, która się o niego troszczy… Ma jeszcze ją.

Obrazek

Nagle, sama nie wiedząc co dokładnie robi, stanęła na palcach i pocałowała go.

Obrazek

Po pocałunku trwającym krótką chwilę, odsunęła się i spojrzała mu prosto w oczy. Tymczasem Marcin, patrzył na nią kompletnie zaskoczony.
- Sereno… - zaczął, ale szybko położyła mu palec na ustach, by zamilkł.
- Nic nie mów. Ochłoń, zastanów się i wtedy mi odpowiesz. Będę czekać.

Obrazek

Następnie odsunęła się i nie dodając nic więcej, udała się na pięto, zostawiając Marcina z mętlikiem w głowie i mocno bijącym sercem.

Obrazek


Koniec odcinka 42
Ciąg dalszy nastąp…



Bonus:
Spoiler:

Dziękuję za uwagę :)
Ostatnio zmieniony 24 kwie 2017, 23:37 przez MalaMi95, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Simwood
Posty: 750
Rejestracja: 06 sty 2016, 14:32

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Simwood » 24 kwie 2017, 22:47

Pies :love: Uwielbiam psy (chcoiaż i tak na żadnego nie mogę sobie pozwolić) :love:
Muszę Cię pochwalić - świetnie zmontowane zdjęcia, jestem pod wrażeniem :yes:
Wózek był pusty… Dziecko zniknęło
O nie! Amik do spółki ze starym dogiem porwali bachorka ;( A tak na serio - czy ta matka ma rozum i godność człowieka? Jak można być tak głupim bum zostawić dziecko same na środku chodnika i pobić za jakimś psem. Przecież i tak by wrócił :P
Nie doszłoby do tego, gdyby pilnowała go jak należy
Nie podlizuj mi się, Stazia, i tak tobą gardzę :doge: No nie, co za burda. Dziękuję Ci, Boziu, że nie jestem kobietą. One chyba naprawdę się nudzą, że sobie na siłę próbują dogryźć :facepalm:
O, Marcin już nie ma różowych pukli. Nie poznałem go :D A ten pracownik sklepu to w ogóle wygląda jakby urwał się z cyrku :rotfl:
Serena jest naprawdę śliczna. Nie widziałem tego wcześniej :love:
Zaraz, zaraz. Czy mi się wydaje czy Antosia już nie ma z nami? :unsure: Mam nadzieję, że po prostu gdzieś wyjechał czy co.
A jednak. Trochę szkoda mi się zrobiło Marcina
To dlatego się znowu przefarbował, prawda?.
Łoł! :O Ale takiego obrotu spraw to się nie spodziewał. Będzie miał chłopak dylemat soft9

A ten bonus :haha:
Obrazek

Awatar użytkownika
Gunia
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 250
Rejestracja: 15 gru 2013, 13:59

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Gunia » 25 kwie 2017, 21:49

Wreszcie ktoś wygarnął Lotcie całą prawdę a ona się drze xD Co nie zmienia faktu, że Anastazja jest rozpuszczonym bachorem. Jak na co dzień jest bezstresowe wychowanie, to potem tak się dzieje. Wiem co mówię, bo widzę i mierzę się z tym codziennie xD
Serena jest taka śliczna <3 Taka laleczka :)
Ale... Co jest z Antonim? Coś ominęłam? :O
PS tak, jestem fanką pairingu Anablo (czy jakkolwiek to połączymy :D)
Zapraszam na relację! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
Galcia
Scenarzysta
Scenarzysta
Newsman
Newsman
Posty: 905
Rejestracja: 13 lut 2015, 20:57

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Galcia » 15 maja 2017, 20:57

Pra... Amik! xD
Dziewczyny były tak zachwycone, że chciały pogłaskać, a najlepiej od razu przytulić małą kulkę futra. Jednakże Amik, ignorując zawołania swych fanek, uniósł dumnie ogon
A nie powinno być "rzucił się, próbując poodgryzać im palce"? :P
Po załatwieniu porannej toalety uznał, że przyda mu się mały jogging dla zachowania swojej idealnej sylwetki
Raczej "przyda mu się zrzucenie kilku nadprogramowych kilogramów, bo jego opiekunowie nie zauważyli, jak bardzo spasł się pod futerkiem". :curious:
Ten wózek nie ma kółek. :rotfl: Może to takie wózkosanki? Tylko jak je pchać po chodniku bez śniegu?
Anastazja, Anastazja, ty podła ścierko. -_- Zgadzam się, że pozostawienie wózka z dzieckiem na środku chodnika nie było zbyt odpowiedzialne, ale ta kobieta pobiegła tylko kawałek dalej po psa! Jak teraz o tym myślę, może zrobiła to celowo, żeby pozbyć się bachora, bo bardziej kochała Amika niż własne dziecko? Ja bym tak zrobiła. xD Czekam jeszcze na tekst w stylu "ty, Kasandro, w przeciwieństwie do mojej matki troszczysz się o córeczkę". ;)
Ale cóż się dziwić? W końcu ma matkę, która sama siebie nie szanuje i poniża się, by odzyskać faceta, który jej nie chce.
Hahaha! :haha: "Nie, Lotto, absolutnie nie mam do ciebie pretensji, ale zacznę teraz poniżać cię przy naszych wspólnych koleżankach, bo uważam cię za zdzirę."
Nie rozumiem, przyjaciółki/siostra Lotty powinny się cieszyć, że WRESZCIE zaczęła się dogadywać z byłym mężem i wspólnie wychowują córkę, a nie wypominać jej, że - o, zgrozo! - pije z nim herbatę! Kompletnie nie ma do siebie szacunku. :D
Ahaaa, czyli czepiają się, że próbuje wrócić do Aleksa, a same by tego chciały. No cóż, muszę was zmartwić, dziewczęta, ale związek sam się magicznie nie naprawi. Trzeba nad nim pracować. A nie da się tego robić, unikając ze sobą kontaktu. ;)
Nie poznałam Marcina bez różowych włosów. soft9 Wygląda dwadzieścia lat młodziej.
Ta smutna mina, gdy opowiada o Antonim. ;( Biedny Marcin.
Yyy... co? xD Serena i Marcin? To najdziwniejsza para, o jakiej kiedykolwiek, gdziekolwiek czytałam. Mam nadzieję, że nie zrobisz mi tego i nie uczynisz z Marcina heretyka. ;)
PS tak, jestem fanką pairingu Anablo (czy jakkolwiek to połączymy
Proponuję Diablostazję, ewentualnie krótszą wersję: Diablozja. :rotfl:
Obrazek

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 26 maja 2017, 23:58

Simwood
„Muszę Cię pochwalić - świetnie zmontowane zdjęcia, jestem pod wrażeniem”
Dziękuje ^^ Choć byłoby mi dużo łatwiej, gdyby w końcu pojawił się dodatek „Zwierzaki” x)
„Jak można być tak głupim bum zostawić dziecko same na środku chodnika i pobić za jakimś psem. Przecież i tak by wrócił”
Akurat nie wiadomo czy by wrócił. Może pobiegłby za czymś i się zgubił?
No ale fakt, mogła nie zostawiać dziecka :)
„Dziękuję Ci, Boziu, że nie jestem kobietą. One chyba naprawdę się nudzą, że sobie na siłę próbują dogryźć”
Dokładnie. Wszystkie baby umawiają się co tydzień na herbatki, żeby sobie podogryzać. Takie niedobre stworzenia :D
„Serena jest naprawdę śliczna. Nie widziałem tego wcześniej”
No, trochę ja poprzebierałam ;)
„To dlatego się znowu przefarbował, prawda?.”
Tak, zgadłeś ;)


Gunia
„Wreszcie ktoś wygarnął Lotcie całą prawdę a ona się drze”
Czasem ciężko słuchać opinii innych na swój temat ;)
„Co nie zmienia faktu, że Anastazja jest rozpuszczonym bachorem”
Tak to jest, jak pozwala się robić dziecku co się chce, żeby mu wynagrodzić „Stratę drugiego rodzica” a to dziecko, jak widać, to wykorzystuje.
„Ale... Co jest z Antonim? Coś ominęłam?”
Nie, nic nie ominęłaś. Po prostu był przeskok czasowy (Flora i inne dzieci z noworodka stały się raczkującymi bobasami)
I po prostu w tym przeskoku Antoni umarł.
Czytaj: Włączyłam w grze bieg czasu i kopnął mi w kalendarz x)
„PS tak, jestem fanką pairingu Anablo”
Jak powiedziała Galcia: „Diablozji” xD


Galcia
„A nie powinno być "rzucił się, próbując poodgryzać im palce?””
To w domyśle xD
„Ten wózek nie ma kółek.”
xD Może Pra… Amik, ma z tym coś wspólnego? xD
„Zgadzam się, że pozostawienie wózka z dzieckiem na środku chodnika nie było zbyt odpowiedzialne, ale ta kobieta pobiegła tylko kawałek dalej po psa!”
I dodajmy jeszcze, że nie mogła wziąć wózka ze sobą, skoro nie miał kółek! xD
„Nie rozumiem, przyjaciółki/siostra Lotty powinny się cieszyć, że WRESZCIE zaczęła się dogadywać z byłym mężem i wspólnie wychowują córkę, a nie wypominać jej, że - o, zgrozo! - pije z nim herbatę!”
Znaczy, tu nawet nie chodziło o to, że pije z nim herbatę i się dogaduje, tylko Tiana i Kasi uważają, ze Aleksander trochę Lottę wykorzystuje. Daje jej nadzieję, że może do siebie wrócą, a naprawdę chodzi mu tylko o to by mieć niańkę dla Henryka.
Jakby nie było to jego brat i jego kłopot, a to Lotta w dużej części się nim zajmuje, bo Aleks pracuje i tak mu wygodniej niż znaleźć nianię.
Przynajmniej tak to widzą Tiana i Kasi.
Jeszcze o relacji Aleksa i Lotty będzie więcej kiedy indziej ;)
„Nie poznałam Marcina bez różowych włosów.”
Nie tylko ty xD
„Mam nadzieję, że nie zrobisz mi tego i nie uczynisz z Marcina heretyka”
Dziś się wszystkiego dowiesz ;)




W dzisiejszym odcinku dowiemy się co Marcin postanowił w sprawie Sereny i poznamy pewien sekrecik Naveena.
Co takiego ukrywa mężczyzna?

Zapraszam :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Z pamiętnika Marcina
Decyduj chłopaku!


Od pocałunku Marcina i Sereny, minęły dwa tygodnie. Był to też ostatni raz, gdy dziewczyna rozmawiała z mężczyzną, gdyż od tamtej pory unikała go jak ognia. Wcześnie rano wychodziła do pracy, tak by przypadkiem się z nim nie spotkać przy śniadaniu, a wracała, gdy wszyscy domownicy już dawno spali.

Obrazek

Obrazek

Jeśli miała wolne, zwykle brała Marcela i znikała gdzieś z nim na cały dzień.

Obrazek

Marcin powoli miał dość tego, że ich relacja wciąż stoi pod znakiem zapytania.
Trzeba jednak dodać, że taka sytuacja nie była wyłącznie winą Sereny.
To prawda, że już następnego dnia, mężczyzna chciał sobie wszystko z nią wyjaśnić. Powiedzieć, że ten związek nie ma sensu i powinna znaleźć sobie kogoś bardziej odpowiedniego niż on. Jednakże z jakiegoś powodu, nie mógł tego zrobić. Ilekroć zbierał się na odwagę, by szczerze z nią porozmawiać, znajdywał tysiąc powodów, by jednak tego nie robić. Co będzie jeśli Serena się przez to załamie i straci wiarę w miłość? Co jeśli zniszczy to ich wieloletnią przyjaźń? A co jeśli urażona dziewczyna postanowi od tej pory utrudniać mu kontakt z Marcelem?
Co prawda Marcin wierzył w dobroć Sereny i wiedział, że nigdy nie wykorzystałaby ukochanego synka, by się na kimś mścić. Jednocześnie wiedział, że tak postąpiłaby Serena, którą zna. Jednak co zrobi Serena, której ktoś złamał serce?

Obrazek

To tylko kilka z wielu pytań, które krążyły po jego głowie. Im więcej czasu mijało tym mocniej czuł, że coraz bardziej oddala się od Sereny, a wcale tego nie chciał.

Obrazek

Pragnął by było jak dawniej, by znów śmiali się razem, wychodzili do kina i plotkowali o życiu gwiazd lub wspólnie przeglądali katalogi z modą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dlaczego więc wciąż się wahał? Dlaczego nie potrafił szczerze z nią porozmawiać?
„Dlaczego?” myślał tego wieczoru, leżąc po ciemku w łóżku. W pewnym momencie jego wzrok padł na wiszącą obok fotografię. Marcin mimowolnie się uśmiechnął. Było zbyt ciemno, by widzieć postać na zdjęciu, lecz on doskonale wiedział kto na nim jest.

Obrazek

- Antoni… Gdybyś tylko tu był. Wiedziałbyś co robić – szepnął, wpatrzony w uśmiechającego się na fotografii mężczyznę i zasnął.

Obrazek

Następnie zapadł w dziwny stan odrętwienia, który dla większości z nas jest snem. Tym razem jednak, Marcin czuł się inaczej niż zwykle. Zazwyczaj, gdy śnimy, wszystko w nim wydaje się być dla nas prawdziwe. To nic, że za dnia ledwie wiążemy koniec z końcem. Jeśli we śnie staniemy się bogaczem żyjącym w willi z basenem wydaje się nam to całkowicie normalne.
Podobnie było z Marcinem, który nagle znalazł się na stacji kolejowej. Wszystko wydawało się być takie realne, zupełnie jakby naprawdę w jakiś sposób teleportował się tutaj z łóżka.
Jednak w tym wszystkim było coś, co niepokoiło Marcina, a mianowicie to, że dokładnie pamiętał, iż śni. To nawet nie byłoby jeszcze takie dziwne, gdyby nie fakt, że mimo tej wiedzy nie miał kompletnie władzy nad swym snem.
Tyle się przecież naczytał w Internecie na temat ludzi, którzy potrafią „obudzić się” we śnie, a potem kształtują rzeczywistość na swoja modłę. Zawsze chciał tego spróbować, a teraz, gdy najwyraźniej w końcu mu się to udało, oczywiście coś musiało się zepsuć i spędzi resztę nocy na jakiejś stacji!
Czy jego mózg naprawdę nie mógł wpaść na coś lepszego jeśli już zdecydował, że nie zamierza go słuchać?

Obrazek

Właśnie chciał jeszcze raz spróbować skupić się i zmienić kolor ławki na zielony (Ot tak, dla zabawy) gdy niespodziewanie usłyszał za sobą znajomy głos…
- Ech, zostawić cię na chwilę samego, a już coś zmalujesz.

Obrazek

Marcin gwałtownie się wyprostował i powoli, wciąż nie wierząc w to co słyszy, obrócił się w stronę swego rozmówcy. Ledwie to zrobił, a łzy strumieniem popłynęły po jego twarzy. Miał mu do powiedzenia tyle rzeczy, lecz gdy otworzył usta by w końcu się odezwać, był wstanie powiedzieć tylko jedno słowo.
- Antoni… - szepnął tak cicho, iż myślał, że ten go nie usłyszał, jednak stojący przed nim mężczyzna uśmiechnął się.

Obrazek

- To ja – rzekł i spojrzał na niego pytająco. – Będziesz tak stał czy…?

Obrazek

Nie skończył. Marcin rzucił się pędem w jego stronę i wpadł w jego otwarte ramiona.
- Antoni! – krzyknął ponownie i zaczął szlochać. Antoni nie próbował go powstrzymać. Po prostu pozwolił mu płakać.

Obrazek

Po dłuższej chwili, gdy Marcin w końcu uspokoił się na tyle, by porozmawiać zamiast ciągle w kółko powtarzać „Antoni”, mężczyźni usiedli na jednej z pobliskich ławek. Marcin wciąż nie miał pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Mógł zrozumieć, że po śmierci Antoniego i z powodu ostatnich stresów zwariował i teraz ma przywidzenia. To, wbrew pozorom, dość łatwo dałby radę zaakceptować. Jednak w jakiś sposób mężczyzna czuł, że to nie o to chodzi. Musiało być w tym coś więcej… Tylko co?
Spojrzał na siedzącego obok Antoniego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że mężczyzna nie wygląda dokładnie tak jak go zapamiętał. Był nie tylko młodszy, co oczywiście od razu rzucało się w oczy, ale jakby bardziej… radosny?

Obrazek

Trwał tak jeszcze chwilę po prostu na niego patrząc. Bał się, że kiedy się odezwie iluzja zniknie, a on znów będzie leżał w pustym, ciemnym pokoju zupełnie sam.
W końcu jednak uznał, że nie może tego ciągnąć w nieskończoność. Jeśli jest powód dla którego się tu znalazł, to chciał go poznać nim skończy im się czas.
- Antoni? – zagaił i odczekał, aż ten na niego spojrzy. – Czy to wszystko jest prawdziwe? Czy ty jesteś prawdziwy? – spytał po czym coś jeszcze przyszło mu do głowy. – Czy ja…?

Obrazek

Nim jednak dokończył zdanie, Antoni uniósł rękę, aby go uciszyć.
- Tyle pytań… Ale czy naprawdę o to chciałeś mnie zapytać? – rzekł Antoni głosem, którego za życia używał na swych wykładach ze studentami lub na lekcji z uczniami, gdy zaczął pracę w pobliskiej szkole. Marcin nie wiedział o co mu chodziło, dlatego powtórzył pytanie.
- Czy jesteś prawdziwy?

Obrazek

Antoni zerknął na niego spod przymrużonych powiek, po czym westchnął zrezygnowany.
- A więc jednak wciąż przed tym uciekasz.
Marcina powoli zaczynała irytować cała ta wymiana zdań. Czy naprawdę tak trudno jest odpowiedzieć na jedno głupie pytanie?
Wygląda na to, że Antoni dostrzegł złość na jego twarzy, gdyż postanowił jednak udzielić odpowiedzi na nurtujące go pytania.
- No dobrze, niech ci będzie – rzekł przewracając oczyma. – No więc tak. Po pierwsze: Nie, nie umarłeś. Jesteś jak najbardziej żywy – tu wymownie spojrzał na jego czarne, żałobne ubranie i włosy. – Choć to akurat zależy od punktu widzenia. Co ci przyszło do głowy, żeby przefarbować się na ten okropny kolor i ubierać dziadowe ciuchy? Czy to na to poszły wszystkie moje pieniądze? Bo jeśli tak to… - chciał kontynuować, ale Marcin mu przerwał.

Obrazek

- Dobra, już dobra! O zmianie mojego stylu możemy pogadać później. Teraz ważniejsze pytanie. Czy ty… to ty?
Antoni westchnął po raz kolejny. Marcin już myślał, że znów zacznie gadać o jego ciuchach, by uniknąć pytania, lecz mężczyzna odpowiedział.
- A czy to w ogóle ma znaczenie?
Marcin gapił się na niego ogłupiały.
- Co?
- To czy jestem prawdziwy. Czy to ma znaczenie? Czy jeśli istnieje wyłącznie w twojej głowie, to oznacza, że mam zniknąć? Czy tylko po to tu jesteś? Aby mnie zobaczyć i odejść? A może coś sprawiło, że potrzebujesz mojej pomocy?

Obrazek

Marcin otworzył usta by odpowiedzieć, lecz niemal natychmiast je zamknął. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że tak bardzo ucieszył się z ponownego spotkania z Antonim, iż zupełnie zapomniał o swoim zmartwieniu w domu. Gdy ponownie na niego spojrzał, zobaczył, że ten się uśmiecha.
- To może ja teraz zadam ci pytanie. Opowiesz mi?
Marcin opowiedział.
Mówił o tym jaki samotny był, gdy Antoni odszedł. O tym jak mocno przeżył tę pustkę w domu, gdyż dzieci i Serena nie mieszkały już z nimi.
A potem jaki szczęśliwy był, gdy dowiedział się, że Serena wraca i już nie będzie sam. I nagle, wszystko się zepsuło.

Obrazek

- Wszystko zaczynało się układać gdy… pocałowała mnie. – Marcin zawstydzony spuścił wzrok. – Ja… Ja nie wiem co robić Antoni. Nie chcę jej zranić i nie chcę jej stracić. – Zakończył i zerknął na twarz mężczyzny.
Antoni wyglądał, jakby głęboko nad tym myślał. Po chwili znów odwrócił się do Marcina.
- Ty naprawdę tego nie zauważyłeś czy udajesz? – wydusił z siebie wreszcie, a Marcin gapił się na niego zszokowany.
- Że co? – wydukał.
Antoni pokręcił głową.
- I ty się tytułowałeś w szkole „Swatką roku”! Niby w jaki sposób pomagałeś uczniom znaleźć drugą połówkę jak nie potrafisz nawet dostrzec, że ktoś się w tobie podkochuje?

Obrazek

Marcin zaczerwienił się tak bardzo, że jego głowa niebezpiecznie zaczęła przypominać pomidora. Zażenowany odwrócił wzrok.
- To… To co innego! Dużo łatwiej jest zobaczyć z daleka, że jakaś para ma się ku sobie! – rzekł lekko się jąkając i zdenerwowany podrapał się po głowie. - Poza tym, nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś mógłby się interesować mną. Nigdy nie starałem się zbytnio zwracać na siebie uwagi… - Widząc wymowne spojrzenie Antoniego i jego uniesioną brew, zreflektował się. – No w każdym razie, nie w takim sensie!
Antoni zaśmiał się widząc jego zakłopotanie.
- Oj Marcin, Marcin. I co zamierzasz teraz z tym zrobić? Chciałeś tego czy nie, Serena cię kocha. Musisz podjąć jakąś decyzję.
Marcin spojrzał na niego poirytowany.
- Czy właśnie nie po to tu jesteś?! Żeby mi powiedzieć co mam zrobić?

Obrazek

Antoni spojrzał na niego, a mimo młodego wyglądu, jego oczy zdradzały mądrość kogoś dużo starszego i bardziej doświadczonego.
- A cóż takiego martwy może poradzić żywemu? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Marcin spuścił wzrok, bojąc się, że powiedział coś nie tak i zdenerwował Antoniego. Wtedy jednak poczuł jego dłoń na ramieniu, a w oczach mężczyzny ujrzał, że nie żywi on urazy.
- Marcin, ja już przeżyłem swoje życie. Są rzeczy które mi się udały i takie, o których wolałbym zapomnieć, ale to wszystko to były moje decyzje. Teraz ty musisz zdecydować, bo to ty będziesz żył ponosząc konsekwencje tego wyboru.

Obrazek

Marcin spojrzał na niego ze smutkiem w oczach.
- Mimo to, nadal nie wiem co powinienem zrobić.
Antoni uśmiechnął się.
- Czasem, nie chodzi o to by zrobić to co „Powinieneś” ale to co „Chcesz”.
Marcin przygryzł wargi.
- A co jeśli to „Chce” może kogoś zranić?
- Zawsze ktoś może zostać zraniony i to też są jego wybory. Możemy sobie powiedzieć „Nigdy nikogo nie pokocham, żeby potem za nimi nie płakać” Czy to oznacza, że wszyscy powinniśmy żyć w odosobnieniu? Czy miłość nie jest warta tego, by jednak potem za kimś płakać?
Marcin uśmiechnął się lekko.
- Skąd ty bierzesz te teksty? Włączasz sobie jakiś tryb mędrca, czy… Dobra, przepraszam! – dodał szybko na widok miny Antoniego. Spuścił wzrok. - Po prostu miałem nadzieję, że udzielisz mi prostej odpowiedzi.

Obrazek

- Ależ ona jest bardzo prosta – rzekł Antoni, dlatego spojrzał na niego ponownie. – Nim tu jeszcze przyszedłeś, wiedziałeś co chcesz zrobić.
Marcin patrzył na niego ogłupiały.
- Wiedziałem?
Zamiast odpowiedzieć, Antoni zapytał.
- Kochasz ją?
- Oczywiście, że tak – rzekł Marcin bez zastanowienia, po czym zawahał się. – Ale nie w takim sensie…
- Więc masz odpowiedź – Antoni zauważył, że Marcin nie zrozumiał, dlatego postanowił wyjaśnić. – Serena cię kocha, a ty ją. Czy to nie daje ci jasnej odpowiedzi co robić?
Marcin przewrócił oczyma.
- No przecież ci mówię, że nie w takim sensie!
- A w jakim sensie kocha cię Serena? W jakim sensie ty ją kochasz? - Marcin nie odezwał się, dlatego Antoni kontynuował. - To nie ma tak naprawdę znaczenia. Ważne jest to, że Serena cię potrzebuje, bardziej niż kiedykolwiek. – Po chwili zastanowienia dodał. - Czasem to czego chcemy, nie zawsze jest tym, czego potrzebujemy.

Obrazek

Marcin chwycił się za głowę. Miał w niej kompletny mętlik.
- To w końcu mam zrobić to co „Powinienem” to co „Chcę” czy to co „Potrzebuje” Serena? – spytał, zastanawiając się, dlaczego po prostu nie poprosił o radę chińskie ciasteczko z wróżbą. Miałoby to tyle samo sensu, a przynajmniej mniej by od tego bolała głowa.

Obrazek

W tym momencie poczuł uderzenie. Zaskoczony obejrzał się na Antoniego.
- Co ty…?
- Próbuje cię obudzić. Musisz zdążyć nim Serena wyjdzie do pracy. No już! Budź się!

Obrazek

Zdezorientowany Marcin chciał się właśnie zapytać o co mu chodzi, gdy poczuł, że cały świat dookoła niego kołysze się i staje się coraz bardziej niewyraźny. Przerażony, że czas im się kończy, chwycił Antoniego za rękę.
- Nie! Czekaj! Jest jeszcze tyle rzeczy, o które chce zapytać, które chce ci powiedzieć! – wykrzyknął i zobaczył, że wzrok Antoniego złagodniał nieco.

Obrazek

- Nie martw się. Jeszcze będzie czas, by porozmawiać. A wtedy, będziemy go mieli dużo więcej.
Podejrzewając co ukochany miał na myśli, uściskał go mocno.
- Będę za tobą tęsknić, ale nie zamierzam się z tobą prędko spotkać ponownie.

Obrazek

Antoni parsknął śmiechem.
- Ani mi się więcej tu waż pokazywać! Ktoś musi tam być, by niańczyć wnuki i prawnuki Genowefy, Jamesa i Marcela.
Marcin zerknął na niego.
- Co ty chcesz, żebym żył sto lat? – spytał żartobliwie, lecz w oczach Antoniego ujrzał powagę.
- Jak najdłużej Marcin. Jak najdłużej.

Obrazek

Marcin chciał coś odpowiedzieć, ale w tej chwili świat dookoła nich zaczął się rozpadać. Znak, że gdzieś tam, prawdziwy Marcin zaczyna się budzić.
Spojrzał na Antoniego, chcąc mu powiedzieć jeszcze tyle rzeczy, ale patrząc w jego oczy zrozumiał, że on wie, dlatego milcząc, po prostu ściskał jego dłoń.
Nagle poczuł, że traci grunt pod nogami. Zerknął w dół i ujrzał formujący się pod nim otwór. Nim zdążył zareagować, zorientował się, że spada.
Ostatni raz spojrzał w oczy ukochanego, który uśmiechał się do niego z góry.
- Pamiętaj! Po prostu przy niej bądź, gamoniu! – usłyszał krzyk Antoniego. Mimo, że był już dość daleko zdołał jeszcze ujrzeć, jak tamten marszczy brwi. - I błagam, jak wrócisz, zrób coś z tymi ciuchami!
Następnie Antoni rozpłynął się w powietrzu i zapadła ciemność.

Obrazek

Marcin obudził się i gwałtownie usiadł na łóżku.
Rozejrzał się po pokoju, zastanawiając się co go tak nagle obudziło o tej porze, gdy uświadomił sobie, że kompletnie nie pamięta co mu się śniło, choć miał wrażenie, że było to coś miłego.

Obrazek

Przeczuwając, że raczej nie dowie się, co wyrwało go ze snu, pełen energii poderwał się z łóżka, pewien co powinien zrobić w sprawie Sereny. Wyjął z biurka leżącą tam luźną kartkę i napisał parę zdań.
Następnie udał się do kuchni i powiesiwszy ją na lodówce, wrócił do sypialni by się ubrać.
Czuł, że to będzie dobry dzień.
Po raz pierwszy od dawna był gotowy i wiedział co robić.
Miał też jakieś dziwne przeczucie, że powinien pójść na zakupy…

Obrazek

. . .


- Wiem co powiesz. Może różnica wieku jest spora, zgadza się, ale mnie to naprawdę nie przeszkadza. Zakochałam się w tobie i… - Serena przerwała i pokręciła głową. – Od dawna chciałam ci to powiedzieć, ale cała ta sprawa z Antonim… Nasze relacje ostatnio trochę się oziębiły, ale miałam nadzieję… Jestem dziewczyną… Kobietą! Kobietą i naprawdę mogę… Nie… Nie, nie i nie! – krzyknęła dziewczyna i wsparłszy się o umywalkę, zerknęła ponownie na swoje odbicie w lustrze.
Tego dnia, wstała bardzo wcześnie i od ponad godziny sterczała w łazience, ćwicząc gesty i robiąc przeróżne miny. Ktoś postronny mógłby pomyśleć, że szykuje się na randkę. Tymczasem było zupełnie odwrotnie.

Obrazek

Obserwując ją przez ostatnie dwa tygodnie można by uznać, że nowe relacje z Marcinem jej nie przeszkadzają. Rano wychodziła do pracy jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnięta, wystrojona, zadowolona. Wracała w równie dobrym humorze. W weekendy zabierała Marcela i całymi godzinami bawiła się z nim na placu zabaw.
Zupełnie jakby nic się nie stało. Czy jednak na pewno?
Tak naprawdę, to wszystko to były tylko pozory. W rzeczywistości Serena bardzo tęskniła za Marcinem. Tęskniła za jego ciepłym głosem, za chwilami, kiedy razem żartowali lub gdzieś wychodzili. Strasznie męczyło ją to ich całe „Unikanie się”. Całując Marcina nie myślała o tym co będzie potem, jednak nigdy nie chciała, by doprowadziło to do stanu, w którym się znaleźli.
Z drugiej strony, nie żałowała tego co zrobiła. Z każdym dniem, gdy patrzyła na Marcina i nie mogła mu powiedzieć o swym uczuciu, coraz bardziej czuła się jak kanarek zamknięty w złotej klatce.
Niby ma wszystko czego potrzebuje, a jednak wciąż mu czegoś brak, wciąż za czymś tęskni. Podobnie czuła się Serena, która mogła spędzać czas z Marcinem, jednak nie mogła mieć tego na czym tak naprawdę jej zależało…
Wiedziała jednak, że taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność, jeśli jeszcze kiedykolwiek chce mieć normalne relacje z Marcinem… albo jakiekolwiek relacje.

Obrazek

Dlatego postanowiła, że dziś jest ten dzień, gdy w końcu rozmówi się z mężczyzną i pozna jego odpowiedź. Jednak mimo tej stanowczej decyzji, strasznie denerwowała się czekającym ją spotkaniem. Nie miała pojęcia co ją czeka, lecz chciała wytłumaczyć mężczyźnie, że bez względu na to co powie, ona wciąż chce przy nim być. Wciąż chce być jego przyjaciółką.
- Marcin… kocham cię? – rzekła, jakby sama nie była pewna czy powinna, po czym ubrała się i zeszła na dół by rozmówić się z mężczyzną.

Obrazek

Zapukała lekko w drzwi od jego pokoju, a gdy nie odpowiedział uchyliła je i zajrzała do środka. - Marcin? Jesteś tu? – spytała i ze zdziwieniem zauważyła, że pokój jest pusty. „Wyszedł gdzieś?” pomyślała zaskoczona, gdyż Marcin rzadko wstawał wcześniej niż przed jedenastą.

Obrazek

Udała się jeszcze do kuchni, by sprawdzić czy przypadkiem tam go nie ma i wtedy zauważyła przypiętą na lodówce karteczkę z wiadomością od Marcina.
„Czekam na ciebie w restauracji „Pod starym Hucułem". Marcin”

Obrazek

Serena ze zdziwieniem wpatrywała się w nazwę miejsca, w którym miała się spotkać z mężczyzną. „Stary Hucuł”? Miejsce gdzie wszystko się zaczęło. To właśnie tam po raz pierwszy spotkała się z Marcinem i Antonim, gdy błagała ich by oddali jej synka. Czy Marcin specjalnie wybrał akurat to miejsce? Czy może potraktować to jako dobry znak? Nie wiedziała, lecz musiała poznać jego odpowiedź.
„Miejsce, gdzie wszystko się zaczęło, może być równie dobrze miejscem, gdzie wszystko się skończy…” Wciąż myślała wychodząc na spotkanie.

Obrazek

. . .


Dotarcie na miejsce, nie zajęło jej więcej jak dwadzieścia minut. Z daleka wypatrzyła sylwetkę samotnego mężczyzny siedzącego przy stoliku. Gdy tylko go zobaczyła, wiedziała już jaka będzie jego odpowiedź. Mimo to uśmiechnęła się.

Obrazek

Zbliżyła się do niego kilkoma szybkimi krokami i pacnęła lekko w ramię, tak, jak zwykła to robić dawniej.

Obrazek

Mężczyzna, który na nią spojrzał, był dokładnie tym Marcinem, którego tak dobrze znała i pokochała. Widząc ją, również się uśmiechnął.
- Cześć Marcin, widzę, że testujesz nowe kolory? – rzekła patrząc wymownie na jego włosy i usiadła naprzeciw. Mężczyzna bezwiednie dotknął swoich włosów i skrzywił się.
- Tak… Widzisz, długo nie farbowałem włosów. Bałem się, że coś zepsuję, więc poprosiłem o pomoc swoją starą znajomą Emmę… i widzisz co mi z tego przyszło!

Obrazek

Serena zaśmiała się, lecz po chwili wyciągnęła rękę i chwyciła lekko kosmyk jego włosów oglądając go uważnie.
- Ale wiesz? Ja myślę, że nowy kolor ci pasuje. Różowy jest okej, ale od czasu do czasu możesz trochę poeksperymentować z innymi farbami – rzekła i w tym momencie zdała sobie sprawę jak blisko twarzy Marcina się znalazła. Szybko puściła jego włosy i cała czerwona odsunęła się, unikając jego wzroku.

Obrazek

Nagle atmosfera między nimi stała się jakaś napięta. Serena przeklinała w duchu swoją głupotę. Wcale nie chciała, żeby to tak wyszło. W przeszłości często pomagała Marcinowi w doborze ubrań czy innych akcesoriów, dlatego była przyzwyczajona do tego, że w każdej chwili może dotknąć jego ręki czy włosów i było to całkowicie normalne. Zapomniała jednak, że dziś, sytuacja wygląda nieco inaczej niż zwykle.

Obrazek

Spojrzała na niego niepewnie i zauważyła, że on również odwraca wzrok.
- Sereno… Myślę, że powinniśmy porozmawiać o tym co się stało po urodzinach Marcela… - powiedział i zerknął na nią przelotnie, sprawdzając, czy go słucha. – Powiedziałaś, żebym się zastanowił i dał ci odpowiedź… Tak zrobiłem i dlatego cię tu dziś zaprosiłem – mówił dalej, jakby każde kolejne słowo sprawiało mu trudność. – Ja i ty… My nie…

Obrazek

- Wiem, że różnica jest zbyt duża, wiem, że wcześniej spotykałeś się z mężczyzną i akceptuję to, że lubisz się malować. Kocham cię! – palnęła Serena prawie, że na jednym oddechu i wpatrzyła się w jego zaskoczone spojrzenie. Jej twarz ponownie oblał rumieniec, a sama dziewczyna skuliła się na swoim siedzeniu. – Przepraszam… - bąknęła wciąż wpatrzona w podłogę. – Od rana ćwiczyłam przemowę jaką wygłoszę, gdy się spotkamy, ale wszystkie słowa gdzieś mi nagle uciekły, a chciałam, żebyś wiedział… - zakończyła i czekała na jego reakcję. Gdy na niego spojrzała zobaczyła, że patrzy na nią z mieszanina smutku i współczucia.

Obrazek

- Sereno… to nie tak, że nie moglibyśmy być razem. Nie chodzi o to ile masz lat, z kim kiedyś byłem lub nie i co ludzie by o nas myśleli. Tu chodzi o ciebie.
- O mnie? – rzekła zaskoczona, czekając na to co powie dalej. Mężczyzna kiwną głową.
- Ja myślę, że to co do mnie czujesz… że to nie jest dokładnie to co myślisz. Do tej pory, jedynym chłopakiem w twoim życiu był ojciec Marcela. On cię zawiódł, dlatego zaczęłaś świadomie lub nie, szukać jakiegoś zastępstwa, pragnęłaś miłości. I dostałaś ją ode mnie i Antoniego. Z czasem ja i ty zbliżyliśmy się do siebie i przelałaś te uczucia na mnie, a wcale nie tego chcesz… - mówił, lecz Serena przerwała mu.

Obrazek

- Czekaj… Chcesz mi powiedzieć, że wcale cię nie kocham? Że sobie to wszystko wymyśliłam?! – krzyknęła, lecz Marcin pokręcił głową.
- Nie twierdzę, że mnie nie kochasz, tylko myślę, że to nie ten rodzaj miłości, którego szukałaś.

Obrazek

Serena zastanowiła się nad jego słowami. Czy faktycznie miłość jaką pragnęła dostać od Marcina była zupełnie innego rodzaju? Czy brak ojca w jej życiu i odrzucenie z jakim spotkała się ze strony matki, gdy była w ciąży z Marcelem spowodował, że pogubiła się we własnych uczuciach, a potem, kiedy nie była już sama próbowała przemienić je w miłość romantyczną?
W końcu, jej związek z ojcem Marcela był całkowitym niewypałem… Może ona faktycznie już nie wie czym w ogóle jest ten rodzaj miłości…
Spojrzała w ciemne oczy swojego opiekuna i zrozumiała, że w sercu tego mężczyzny, zawsze będzie dla niej miejsce do którego może wrócić.
Ta świadomość w jakiś sposób ją pocieszyła.
- Chyba masz racje… Ja nie wiem jak dokładnie powinno wyglądać takie uczucie… Do tej pory mimo wsparcia mamy i waszego, w jakiś sposób, wciąż czułam się jak ten „Samotny wilk” poszukujący swojego miejsca i roli jaką ma do odegrania – tu spojrzała na niego z uśmiechem. – Ale wiesz co? Wydaje mi się, że zaczynam rozumieć. Tak długo jak mogę być z wami, nic więcej do szczęścia mi nie trzeba.

Obrazek

Marcin uśmiechnął się, wstał i uściskał ją.
- Zawsze możesz na mnie liczyć, wiesz?
- Wiem – odpowiedziała i zerknęła na niego nieco zmieszana. – Czy mimo tego całego zamieszania, mogę zostać u ciebie z Marcelem? – spytała, lecz widząc jego zaskoczone spojrzenie szybko dodała. – Ale jeśli nie chcesz… - zaczęła, jednak Marcin jej przerwał.
- Jeszcze się pyta! Oczywiście, że możesz! Zawsze jesteście u mnie mile widziani!

Obrazek

Serena uśmiechnęła się słysząc to, po czym zerknęła na zegarek.
- O, już po pierwszej! Powinnam się zbierać.
Marcin wyglądał na smutnego.
- Naprawdę? Miałem nadzieję, że może przeszłabyś się ze mną po sklepach…
Serena parsknęła śmiechem.
- A tobie tylko jedno w głowie… Niestety, muszę cos dziś załatwić – rzekła i zastanowiła się. – Może w następna sobotę?
Uszczęśliwiony tą wiadomością Marcin, kiwną głową i pożegnał się z dziewczyną.

Obrazek

Serena życzyła mu szczęścia na zakupach i pomachała na odchodne.

Obrazek

Jednak gdy tylko zniknął za rogiem, uśmiech zniknął z jej twarzy, a sama dziewczyna wsiadła we właśnie odjeżdżający autobus.

Obrazek

Po wejściu do domu, zdjęła buty i z westchnięciem oparła się o ścianę. Z oczu ciurkiem pociekły jej łzy. Otarła je wierzchem dłoni i udała się do salonu.

Obrazek

Stanęła jednak jak wryta, gdy zauważyła siedzącą na kanapie Siobhan.
- Mama? A co ty tu robisz tak wcześnie? Myślałam, że razem z Marcelem jesteście na placu zabaw?

Obrazek

Siobhan z uśmiechem poklepała miejsce na kanapie obok siebie i odczekała, aż córka do niej dołączy.
- Tak było, ale widziałam rano, że coś jest z tobą nie tak, dlatego postanowiłam zostawić go u taty i Araty i przyjechałam prosto do ciebie. – Po chwili wahania dodała. – I jak poszło z tym chłopakiem?
Serena wyglądała na zaskoczoną.
- Skąd wiesz, że…
- Miłość i kaszel trudno zataić – powiedziała z uśmiechem. – A do tego jestem twoją matką. Myślisz, że nie zauważyłam tych twoich chichotów do telefonu i tego jak zaczęłaś się nagle stroić? – rzekła i nie czekając na odpowiedź spytała. – No więc jak?

Obrazek

Serena patrzyła na nią chwile, po czym w jej oczy znów wypełniły się łzami.
- Nie chciał mnie.
Siobhan słysząc to, po prostu ją przytulia.
- Och kochanie, tak mi przykro! – rzekła tuląc do siebie płaczącą córkę.

Obrazek

Trwały tak chwilę zupełnie nic nie mówiąc. Jednak gdy Serena się trochę uspokoiła, Siobhan odezwała się ponownie.
- Mogę chociaż wiedzieć kim był ten amant, który złamał ci serce? – spytała kobieta z nutką złości skierowaną w stronę nieznajomego osobnika.

Obrazek

- On był… - zaczęła, chcąc odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Co dobrego przyjdzie z tego, że mama pozna jego tożsamość? Jak wpłynęłoby to na ich późniejsze relacje? Mimo, że bardzo chciała wyżalić się jej ze wszystkiego, wiedziała, iż nie może tego zrobić. Nie, jeśli chce, by jej życie kiedykolwiek wróciło na znane tory.
Matka wyczuła jej wahanie, ale nie skomentowała tego. Cierpliwie czekała na to co powie jej córka. W końcu, Serena postanowiła, że musi jej odpowiedzieć, albo mama nie da jej spokoju. Dlatego powiedziała to, co najbardziej ciążyło jej na sercu, a czego nie powiedziała Marcinowi, by nie stracić jego przyjaźni.
- Był… był moją pierwszą prawdziwą miłością, mamo – rzekła, a z oczu ponownie pociekły jej łzy.

Obrazek

Siobhan pogładziła ją delikatnie po włosach.
- Ciii… No już, już. Nie płacz. Jeszcze znajdziesz kogoś kto będzie ciebie wart i doceni to jaką wspaniałą dziewczyną jesteś.
Serena pociągnęła nosem i spojrzała na nią.
- A co jeśli nie? – spytała, na co Siobhan się uśmiechnęła.
- Wtedy, to on znajdzie ciebie – powiedziała i przytuliła ją mocniej.
Wiedziała, że nie może zrobić nic więcej by ulżyć jej w bólu. Zranione serce boli, na to nie ma rady. Można mieć tylko nadzieję, że będzie lepiej, a czas uleczy rany.
Dlatego teraz, jedyne co mogła zrobić, to tulić do siebie córkę i pozwolić jej się wypłakać.

Obrazek

. . .



Z pamiętnika Anastazji
Zniszczona wiara


Tego dnia, pewna młoda dziewczyna dziarsko maszerowała wąskimi uliczkami swojego rodzinnego miasta, by zobaczyć się z dawno niewidzianą znajomą. Tą osobą była Anastazja.
W końcu, po wielu miesiącach rozłąki umówiła się na spotkanie z Genowefą. Dlaczego więc zamiast radości, na jej twarzy widać było jedynie chłodną rezerwę?
Odpowiedź była prosta. Spotkanie wcale nie miało być wesołe i przyjazne.
To prawda, że jeszcze do niedawna, gdyby ktoś zapytał Annie o jej najlepszą przyjaciółkę, bez wahania odparłaby, że jest nią Vivi.
Wszystko jednak skończyło się, niedługo po przeprowadzce dziewczyny do Newcrest.

Obrazek

Mimo, że Genowefa była bardzo szczęśliwa mieszkając ze swoją rodziną w Windenburgu, to jednak przez cały ten czas tęskniła za swoimi przyjaciółmi. Oczywiście, że wciąż utrzymywali kontakt. Mejlowali do siebie lub pisali na facebooku niemalże codziennie. Jednakże kontakt przez komputer, to nie to samo co spotkanie twarzą w twarz, a Windenburg, był zdecydowanie zbyt daleko, by widywać się tak często jak chciałaby tego Vivi.
Z tego powodu podjęła decyzję, że na pewno kiedyś wróci. O dziwo, okazja by to zrobić pojawiła się dużo szybciej, niż się spodziewała.

Obrazek

James, od dawna był zafascynowany muzyką i grą na gitarze. Właśnie z tym wiązał swoją przyszłość. To jasne, że Windenburg w tej kwest miał wiele do zaoferowania. Posiada przecież wiele dobrych szkół muzycznych.

Obrazek

Okazało się jednak, że w tej materii, Newcrest było dla młodego Jamesa o wiele bardziej pociągające. Dlaczego? Otóż była tylko jedna rzecz, którą chłopak wielbił bardziej niż grę na gitarze, a było to jego zafascynowanie osobą Katy Merry. Każdy marzył, by osiągnąć to co ona. Nic więc dziwnego, że gdy James dowiedział się, iż właśnie ta postać uczyła się w jednej ze szkół muzycznych w Newcrest, wszystkie, choćby i najlepsze szkoły w Windenburgu, zupełnie straciły w jego oczach jakąkolwiek wartość.

Obrazek

James długo próbował przekonać Marcina i Antoniego, by zgodzili się na jego wyjazd do tej szkoły. Wszystko miał zaplanowane, nawet samodzielnie znalazł dla siebie miejsce w internacie. Jedyne co było mu potrzebne, to ich zgoda.
Jak się jednak można spodziewać, Marcin i Antoni nie byli zbyt przekonani co do tego pomysłu. Wszak James nigdy nie należał do zbyt odpowiedzialnych i rozgarniętych chłopaków. To mniej więcej tak, jak powierzyć Marcinowi opiekę nad dzieckiem i wysłać go na zakupy. Antoni raz spróbował… i wiedział, że więcej nie powtórzy tego błędu.

Obrazek

James był zdruzgotany, myślał, że to już koniec jego marzeń, lecz wtem wszystko się zmieniło.
A to dzięki Vivi, która zgodziła się pojechać z bratem.

Obrazek

Co prawda, rodzice nadal nie byli zachwyceni ich pomysłem, ale rozumieli, że ich dzieci są już na tyle duże, by podejmować decyzje co do swojej przyszłości, dlatego nie stawali na drodze do ich marzeń.
I tak właśnie Genowefa przyjechała do Newcrest i znów zaczęła uczęszczać do tej samej szkoły co jej przyjaciele.
Nie wiedziała tylko, że niektórzy z nich nie są dokładnie tacy, jakimi ich zapamiętała.

Obrazek

Na początku, gdy Annie po raz pierwszy ujrzała Vivi w szkole, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Myślała, że zobaczą się ponownie dopiero na święta, choć nawet ta opcja była mało prawdopodobna z uwagi na fakt, że w tym czasie najczęściej była w rozjazdach, rozdarta niejako między rodziną ojca, a matki. Ledwie starczało jej czasu, by ze wszystkimi się zobaczyć, a co dopiero odwiedzać jeszcze znajomych. Dlatego dziewczyna bardzo się ucieszyła widząc swoja przyjaciółkę, a jeszcze bardziej, gdy dowiedziała się, że ta zostaje na stałe.

Obrazek

Radość jednakże nie trwała zbyt długo.
Pewnego dnia na jednej z przerw, Annie była świadkiem pewnej sceny. Mianowicie idąc na lunch, spostrzegła Diablo rozmawiającego z Vivi. Nie było w tym nic szczególnie dziwnego. W czasach podstawówki, zanim jeszcze dowiedziała się o uczuciu kuzyna, razem z Rayem i bratem Vivi – Jamsem, stanowili zgraną paczkę przyjaciół.
Widząc ich jednak, Annie poczuła się jakoś nieswojo. Nie chodziło nawet o to co mówili, ale o sam sposób w jaki Vivi rozmawiała z Diablo.
Była jakaś taka… flirciarska?
Annie sama nie wiedziała czemu, ale zdenerwowało ją to.
Zupełnie tego nie rozumiała. Przecież miała chłopaka, a Diablo był tylko jej kuzynem. Nie miała do niego żadnych romantycznych uczuć. Co więcej, gdyby zakochał się w Vivi, to nawet lepiej! W końcu mogłaby z nim rozmawiać tak jak dawniej, zamiast odwracać wzrok i uciekać ilekroć się spotkają.
Mimo to, myśl, że Diablo miałby się zacząć umawiać z Genowefą, budziła w niej wyłącznie gniew.

Obrazek

Właśnie to uczucie sprawiło, że tamtego dnia pocałowała Diablo.

Obrazek

Chłopak nie wiedział tylko, że Genowefa była tam i wszystko widziała.
Po tym wszystkim stosunki między dziewczynami znacznie się ochłodziły, żeby nie powiedzieć, że praktycznie wygasły.
Genowefa ani razu nie wspomniała o tym co zobaczyła, choć obie wiedziały co to dla nich oznacza… a zwłaszcza dla ich przyjaźni.

Obrazek

„Nie wspomniała, ani razu, aż do teraz…” pomyślała Anastazja, która była już prawie na miejscu. Genowefa bowiem zadzwoniła do niej dziś rano i zaproponowała, by spotkały się w położonym niedaleko parku.
Oczywiście nie powiedziała o co jej chodzi, lecz Annie dobrze wiedziała, że tematem ich spotkania nie może być nikt inny jak Diablo i to, co się wtedy wydarzyło.

Obrazek

Była już naprawdę blisko, gdy spostrzegła znajomą postać, a był nią Naveen. Wyglądało na to, że mężczyzna na kogoś czeka.

Obrazek

Anastazja uśmiechnęła się. Bardzo lubiła męża cioci Tiany. Zakładała, że spotkanie z Vivi nie będzie należało do najmilszych, dlatego ucieszyła się, że zobaczy dziś choć jedną przyjazną twarz.

Obrazek

Właśnie miała go zawołać, gdy zza zakrętu wyszła nieznajoma jej kobieta.
Była naprawdę oszałamiająca. Wszyscy mężczyźni, których mijała, aż wytrzeszczali oczy gapiąc się za nią bez względu na to, czy byli na spacerze ze swoimi lubymi, czy też nie.

Obrazek

Kobieta z wdziękiem zbliżyła się do Naveena i przywitała się z nim. Tymczasem Anastazja rozpaczliwie próbowała zrozumieć, kim może być owa nieznajoma. „Ciotka? Daleka kuzynka? Jakaś inna krewna?” myślała gapiąc się na parę, która stała tuż przed nią. Problem polegał na tym, że Naveen zawsze zarzekał się, iż nie ma żadnej rodziny. To prowadziło dziewczynę do wysnucia całkiem nieprzyjemnych wniosków…

Obrazek

Obrazek

Mimo to, wciąż nie dawała za wygraną. „Naveen? Niemożliwe! Przecież kocha ciocie całym sercem! Są idealną rodziną, nie mógłby...” Myślała dalej przyglądając się im. W końcu uznała, że aby rozwiać swe wątpliwości, najlepiej będzie po prostu z wujkiem pogadać. „To na pewno tylko jego znajoma z pracy. Zaraz mi ją przedstawi i wszystko będzie w porządku!”

Obrazek

Z takim postanowieniem ruszyła w ich stronę, lecz naraz zamarła, gdy zobaczyła wyraz twarzy Naveena.
Mężczyzna rozglądał się gorączkowo po twarzach przechodniów, jakby próbował sprawdzić, czy przypadkiem nie ma wśród nich znajomych mu osób.
Jako dziecko, Anastazji wiele razy zdarzało się zaobserwować ten wyraz twarzy u Charlotty, gdy od czasu do czasu wpadali na jednego z jej „Przyjaciół”.
Widząc teraz to zachowanie u wujka, poczuła się zdruzgotana.

Obrazek

Wiedziona impulsem, schowała się szybko za pobliskim budynkiem nim zdążył ją dojrzeć. „Miałeś być idealny… Mieliście być idealną rodziną do cholery!” Miała ochotę wyć. Skoczyć na Naveena i na oczach gapiów okładać go rękami, krzycząc, jakim bezwartościowym śmieciem się stał.
Ale nie mogła.

Obrazek

Nie miała siły by znów przez to przejść. By spojrzeć mu w oczy i usłyszeć to samo co od Lotty. Fałszywe zapewnienia, że będzie dobrze, choć nigdy już nie będzie…
Wiedziała, że Genowefa pewnie już na nią czeka, ale teraz, gdy jej świat znów się posypał, miała to gdzieś.
Dopiero po paru minutach zebrała w sobie siły, by zmierzyć się z bolesną prawdą i stanąć z Naveenem i jego… koleżanką, twarzą w twarz.

Obrazek

Mając oczy mokre od łez, podniosła się chwiejnie na nogach i wyszła ze swej kryjówki gotowa na to co przyniesie jej los.

Obrazek

Niestety chowając się za murkiem, nie zauważyła, że para już dawno odeszła. Nie miała też pojęcia, gdzie ich szukać. Rozglądnęła się jeszcze mając nadzieję, że może gdzieś ich dojrzy, lecz gdy nie udało jej się ich znaleźć, zaczęła się zastanawiać, co właściwie powinna teraz zrobić?

Obrazek

Nie mogła tego ot tak zostawić i wrócić do domu. Myślała o tym czy nie poczekać, aż Naveen wróci ze spotkania i wtedy się z nim rozmówić, ale targające nią emocje nie pozwalały jej na to. Ona MUSIAŁA wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Do tego nie mogła mieć pewności, czy wujek nie próbowałby jej okłamać.
„Jak mam poznać prawdę?” Myślała marszcząc brwi i przygryzając dolną wargę.
Nagle, wpadł jej do głowy pewien pomysł. Wyprostowała się gwałtownie i spojrzała w stronę trasy, którą tu przyszła. Wiedziała już, co powinna zrobić.

Obrazek

Pozostała jej jedna, jedyna nadzieja, aby dowiedzieć się, czy to co widziała było w rzeczywistości tym na co wyglądało czy jednak czymś zupełnie innym.
Udała się w miejsce, które w ostatnim czasie było jej ostoją, jej domem.
Musiała porozmawiać z Tianą i to natychmiast. Miała wielką nadzieję, że się myliła.
Innej opcji po prostu nie mogła przyjąć…

Obrazek

. . .


Tiana spokojnie popijała herbatę, uważnie obserwując siedzącą obok niej nastolatkę.

Obrazek

Anastazja bowiem pojawiła się pod drzwiami jej domu jakąś godzinę temu, twierdząc, że przechodziła przypadkiem i postanowiła wpaść do swojej ulubionej cioci. Kobieta oczywiście zaprosiła ją do środka, lecz nie uwierzyła w ani jedno jej słowo. Fakt, siostrzenica często odwiedzała ją bez zapowiedzi. Lubiła wpadać na ciasteczka, by pogadać i przy okazji pomagała jej w opiece nad małą Florą. Co więc tak zaniepokoiło Tianę?
Otóż nigdy nie widziała Anastazji tak zmartwionej i zagubionej jak dziś. Dziewczyna cały czas mocno ściskała w dłoniach swoją filiżankę herbaty i ciągle unikała jej wzroku. Zupełnie jakby bardzo chciała o coś spytać, ale bała się poznać odpowiedź na swoje pytania.
Ciągle tylko poruszała bezpieczne tematy w stylu „Co u ciebie?” „Jak Flora?” i tego typu rzeczy. Kobieta bardzo chciała pomóc siostrzenicy uporać się z problemem, ale jednocześnie znała Annie na tyle dobrze, że wiedziała, iż naciskanie na nią nie na wiele się zda. Jeśli dziewczyna sama nie postanowił podzielić się z nią swym problemem, pytanie o to niczego nie zmieni. Dziewczyna po prostu zamknie się w sobie i uda, że wszystko jest w porządku. Tiana westchnęła. Jak ma pomóc, skoro nie wie o co chodzi?

Obrazek

Właśnie zbierała się na odwagę, by w końcu jakoś poruszyć temat dziwnego zachowania Anastazji, gdy siostrzenica niespodziewanie spytała.
- Ciociu… czy wiesz może gdzie jest Naveen? - Dziewczyna nie patrzyła na nią, zamiast tego wciąż tylko wpatrywała się w swój kubek z herbatą, po czym niespiesznie upiła łyk. Mimo zdziwienia niespodziewanym pytaniem, Tiana postanowiła odpowiedzieć.
- Dziś rano poszedł na pocztę odebrać paczkę, a potem miał się spotkać z Ianem.

Obrazek

Annie ścisnęła kubek jeszcze mocniej.
- Aha… Jesteś pewna? Może miał się spotkać z kimś jeszcze?
Tiana zmarszczyła brwi. O co chodziło z tym jej nagłym zainteresowaniem osobą Naveena?
- Jestem pewna... A dlaczego pytasz? Chciałaś porozmawiać o czymś z Naveenem? – spytała, a Annie pokręciła głową.
- Nie, po prostu… Po prostu wydawało mi się, że widziałam dziś wujka jak rozmawia z jakąś kobietą i byłam ciekawa kto to – spojrzała z nadzieją w oczy Tiany. – Pomyliłam się?

Obrazek

Kobietę bardzo to zaskoczyło. Co to niby miało znaczyć? Czy Anastazja właśnie sugerowała, że Naveen ją zdradza i w tej chwili jest na randce z jakąś inną kobietą?
Oburzona patrzyła na nią gniewnym wzrokiem.
- Najwyraźniej. - Była głęboko dotknięta uwagą siostrzenicy. Anastazja musiała to zauważyć, gdyż nagle postanowiła zmienić temat.

Obrazek

- A jak dziecko? Słyszałam, że znacie płeć. – Wstała by zrobić po jeszcze jednej herbacie, po czym spytała. - Wybraliście już imię?

Obrazek

Tiana jeszcze chwilę mierzyła ją wzrokiem. Widząc jednak, że Annie wcale nie miała złych intencji pytając wcześniej o Naveena, rozluźniła się nieco i odpowiedziała czule głaszcząc brzuch.
- Aurora.

Obrazek

Słysząc to, Annie się uśmiechnęła.
- Tak jak myślałam, dziewczynka! Diablo wisi mi dychę! – rzekła tryumfalnie, a Tiana zaśmiała się.

Obrazek

- Widzę, że wasze relacje z Diablo ostatnio bardzo się poprawiły – zauważyła.

Obrazek

Anastazja lekko drgnęła i ostrożnie spojrzała w oczy cioci.
- Czy to źle? – spytała nieśmiało. Tiana pokręciła głową.
- Nie, wręcz przeciwnie. Bardzo się cieszę. – powiedziała. Zauważyła, że relacje jej i Diablo to dość delikatny temat dla Annie, dlatego postanowiła nie drążyć tego dalej. Najważniejsze, że się dogadują. Uznała, że więcej wiedzieć jej nie trzeba. Ponownie dotknęła swojego zaokrąglonego brzuszka.

Obrazek

- A skoro już pytasz o dziecko, to będę miała dla ciebie zdanie specjalne! Ostatnio widziałam w telewizji reportaż, że kolor kocyka jest bardzo ważny dla prawidłowego rozwoju dziecka w pierwszych tygodniach życia. Co prawda Diablo i Flora są wspaniali i bez tego, ale pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować. Talizmanów szczęścia dla maleństwa nigdy za dużo, prawda? No więc pomyślałam, że mogłabyś… - urwała.
Nagle poczuła się strasznie słabo. Złapała się za głowę i zmarszczyła brwi. Kątem oka zauważyła, że Annie patrzy na nią z niepokojem.
- Ciociu?
- Gdzie ja to? Tak… No i ten kocyk on, on… - starała się mówić dalej i z wysiłkiem próbowała się skupić, gdyż obraz przed jej oczami zaczął się robić coraz bardziej niewyraźny. – O matko… Czy tu zawsze było tak gorąco? Może otwórzmy okno? – rzekła i wachlując się ręką spróbowała wstać. Nim jednak to zrobiła, zaniepokojona dziwnym zachowaniem cioci Annie, chwyciła ja za ramię.

Obrazek

- Ciociu? Ciociu! Wszystko w porządku? – spytała zdenerwowana nie na żarty. Tiana, która czuła się jakby była pijana, pokręciła głową.
- Chyba… Chyba powinnam się iść położyć – rzekła i znów spróbowała wstać, niezbyt jej to jednak wyszło i opadła z powrotem na kanapę.

Obrazek

Kątem oka widziała jak Anastazja biega po salonie po czym sięgnęła po swoją torebkę.
- O rany, co robić? Co robić? Telefon? Gdzie ja mam ten cholerny telefon?! – krzyczała szukając.

Obrazek

Nagle uniosła wzrok i spojrzała na leżącą na kanapie ledwie przytomną Tianę. Następnie jakby wiedziona jakimś impulsem, spojrzała w stronę tylnych drzwi. Wydała zduszony okrzyk i zasłoniła usta ręką.
- Ktoś jest przed domem! Kim… kim jesteś?! – pisnęła, cofając się.

Obrazek

Ostatnim co zapamiętała Tiana, był odgłos otwieranych drzwi i krzyk jej siostrzenicy.
Potem nie było już nic…

Obrazek

. . .


Naveen poczuł jak po plechach przebiega mu dreszcz niepokoju. Zaskoczony swoja reakcją, stanął i spojrzał za siebie. Nie zobaczył jednak niczego niepokojącego. Jedynie kilku spacerowiczów, którzy najwyraźniej korzystali z pierwszego ciepłego dnia w tym tygodniu.

Obrazek

- Naveen? Słuchasz ty mnie?
Widząc, że jego niepokój nie ma uzasadnienia w rzeczywistości, z westchnieniem obrócił się i spojrzał na twarz swojego rozmówcy.
- Nie – odparł krótko, a stojący obok Ian przewrócił oczyma.
- Pytałem jak ci poszło z…

Obrazek

- Normalnie – rzekł szybko Naveen, nim przyjaciel zdążył sformułować pytanie. Widząc ponaglające spojrzenie Iana dodał. - Powiedziałem jej, że ja i Tiana będziemy mieć dziecko, a ona przyjęła to do wiadomości i już.
Ian wyglądał na zaskoczonego.
- I tyle?
Naveen potaknął.
- Tak. Zresztą, czego się spodziewałeś?

Obrazek

Ian wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem, może jakiś większych emocji z jej strony? – Pokręcił głową. - Ta kobieta chyba faktycznie nie ma serca.

Obrazek

Naveen westchnął.
- Sam dobrze wiesz, że straciła je dawno temu… Zaraz po tym jak… - urwał. Naprawdę nie chciał dziś o tym rozmawiać. – Nigdy nie będę w stanie odkupić swoich win.
Ian wciąż nie wyglądał na zadowolonego z takiego wyjaśnienia.
- Ja tam wciąż uważam, że powinieneś powiedzieć Tianie.
Naveen gwałtownie podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela.
- Nie ma mowy! Nie zrozumie. Ona…

Obrazek

- Tiana jest jedyną osobą na świecie, która może cię zrozumieć - powiedział dobitnie, a Naveen odwrócił wzrok.

Obrazek

- Nie Ian, dobrze jest jak jest. Jeśli Tiana kiedykolwiek się dowie, znienawidzi mnie… Nie zniósłbym tego… - Ponownie spojrzał na przyjaciela. - Niestety, tą jedną tajemnicę będę musiał zabrać ze sobą do grobu.
Ian westchnął.
- Jak chcesz, to twoje życie. Pamiętaj tylko, że ostrzegałem. –Spojrzał przed siebie i zmarszczył brwi. - Ej, Naveen, patrz. Czy to nie Anastazja?

Obrazek

Mężczyzna spojrzał we wskazanym przez niego kierunku, a widząc dziewczynę włos zjeżył mu się na głowie. Od razu zrozumiał że musiało się zdarzyć coś złego. Włosy i ubranie Anastazji były w nieładzie. Do tego dziewczyna rozglądała się z przerażeniem w oczach i ciężko oddychała, zupełnie jakby przed kimś uciekała. Pędem ruszył w jej stronę.

Obrazek

Obrazek

- Annie! – krzyknął, by zwrócić jej uwagę. Widząc go wyglądała, jakby miała rozpłakać się z ulgi.
- Naveen! To straszne! Byłam u was w domu, ktoś stał pod drzwiami. Ja krzyczałam, ale potem ciemność… Jak się obudziłam nikogo już nie było! – Mówiła bez ładu i składu, wyraźnie będąc jeszcze w szoku po tym co przeżyła.

Obrazek

Naveen położył jej ręce na ramionach, by skupić na sobie jej uwagę.
- Annie, uspokój się.
Dziewczyna posłuchała rady i wzięła kilka głębszych wdechów dla uspokojenia lecz jej dłonie wciąż się trzęsły.
- A teraz powoli. Co się stało? - spytał łagodnie. Anastazja przygryzła wargi i spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Porwali ją…
Naveen znów poczuł dreszcz na plecach. Wszystko w nim buntowało się, by nie pytać. Poczuł, że wcale nie chce usłyszeć tego, co ma mu do powiedzenia siostrzenica żony. Wiedział jednak, że musi się tego dowiedzieć, musi to usłyszeć. Ze ściśniętym gardłem spytał.
- Kogo Annie? Kogo porwali?

Obrazek

Z oczy dziewczyny pociekły łzy.
- Ciocię… Ciocia Tiana została porwana.

Obrazek



Koniec odcinka 43
Ciąg dalszy nastąpi...



Dziękuję za uwagę :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Galcia
Scenarzysta
Scenarzysta
Newsman
Newsman
Posty: 905
Rejestracja: 13 lut 2015, 20:57

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Galcia » 27 maja 2017, 16:11

mężczyzna chciał sobie wszystko z nią wyjaśnić. Powiedzieć, że ten związek nie ma sensu i powinna znaleźć sobie kogoś bardziej odpowiedniego niż on
To brzmi, jakby Marcin też chciał z nią być, ale z jakiegoś powodu uważał, że to kiepski pomysł. Tymczasem byłam przekonana, że Marcin po prostu jest gejem i nie interesują go dziewczyny. :D Ciężko mówić o złamanym sercu, kiedy próbujesz poderwać geja, o którym wiesz, że nim jest, po czym wściekasz się, że jest gejem i cię nie chce (ale to pokręcone xD ).
- Antoni… Gdybyś tylko tu był. Wiedziałbyś co robić
Tak, strzelić Serenę z liścia za całowanie się z jego mężem. :haha:
Antoni bardziej nagmatwał, niż pomógł. :P Ale ich pożegnanie było takie wzruszające... ;(
O nieee, te zielone włosy są paskudne! :D Co go podkusiło, żeby poprosić o pomoc Emmę?! W Windenburgu nie ma fryzjerów czy jak?
Jakoś nie żal mi Sereny. Jakiej innej odpowiedzi się spodziewała? Że Marcin pstryk! zmienił orientację? soft9 To chyba tak nie działa.

Gdybym miała opowiedzieć w telewizji lub radiu, co sądzę o Anastazji i jej zachowaniu, moja wypowiedź brzmiałaby: "piiiiiiiiiiiiiip, piiiip, piip, piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip". Nie cierpię jej. :P
Hmm, wydaje mi się, że kobieta, z którą spotkał się Naveen, to zła wiedźma, z którą zawarł kiedyś niezbyt korzystną dla siebie umowę i teraz musi zapłacić za to wysoką cenę. :( To pewnie ona jest odpowiedzialna za porwanie Tiany. Oby tylko Aurorze nic się nie stało... ach, no tak, pewnie będzie wychowywana w leśnej chatce przez dobre wróżki, zgadłam? :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Gunia
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 250
Rejestracja: 15 gru 2013, 13:59

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Gunia » 28 maja 2017, 17:49

Jestem zaskoczona. Przecież Marcin jest gejem :P więc Serena nie powinna sobie robić żadnych nadziei. Chociaż Marcin też gmatwa, sam nie wie co robić... Antoni <3 cieszę się, że jednak sprawa się rozwiązała. I to pomyślnie :)
KIM była ta kobieta?! I dlaczego Tiana została porwana?! Szybko pisz kolejną relację!!!
Zapraszam na relację! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 18 cze 2017, 0:01

Galcia
„To brzmi, jakby Marcin też chciał z nią być, ale z jakiegoś powodu uważał, że to kiepski pomysł. Tymczasem byłam przekonana, że Marcin po prostu jest gejem i nie interesują go dziewczyny”
Bo tak jest. xD Marcin jest gejem i nie interesują go dziewczyny, ale po prostu nie chciał złamać dziewczynie serca i się wahał ;)
„Ciężko mówić o złamanym sercu, kiedy próbujesz poderwać geja, o którym wiesz, że nim jest, po czym wściekasz się, że jest gejem i cię nie chce”
Właściwie, to Serena nie była wściekła, po prostu trochę, zawiedziona?
Ja to bardziej widzę tak, że tu akurat Marcin był dla niej „Niedostępny” bo był gejem, ale czasem po prostu ktoś z jakiś powodów może być dla nas „Nieosiągalny” a mimo to można się w nim zakochać, czy tam może nam się podobać :)
No i dlatego Serena mimo, że wiedziała jak to się zapewne skończy, to i tak miała jakąś tam głupią nadzieję.
„Tak, strzelić Serenę z liścia za całowanie się z jego mężem.”
XD Nie no, może Antoni jednak byłby jakiś bardziej wyrozumiały? xD
„W Windenburgu nie ma fryzjerów czy jak?”
Ja myślę, że to Emma go namówiła twierdząc, że będzie taniej czy coś. Zresztą wiesz jaka jest Emma. Nagadała jakiś historyjek jak to ona robiła z włosami nie wiadomo co i się zgodził ;)
„Jakoś nie żal mi Sereny. Jakiej innej odpowiedzi się spodziewała? Że Marcin pstryk! zmienił orientację?”
Ciężko powiedzieć czego oczekiwała. Jak mówiłam wyżej, chyba miała jakąś głupią nadzieję.

Co do Naveena, kobiety, Aurory itd. to będę sekrety zdradzała stopniowo, więc musisz uzbroić się w cierpliwość ;)
Na pocieszenie powiem, że teraz będzie to nasz główny wątek, więc w miarę szybko powinno pójść, jako, że pozostałe postacie na razie raczej nie będą się pojawiać (w sensie jako całe relacje/główne historie/wątki)

Tak więc, zacznie się rozwiązywanie paru tajemnic ;)


Gunia
„Serena nie powinna sobie robić żadnych nadziei.”
Nie powinna, ale zrobiła miłość nie wybiera i te sprawy ;)

Marcin po prostu się pogubił i sam nie wiedział co robić. Nie dość, że przystawia się do niego dziewczyna, to jeszcze taka, którą raczej traktował jako córkę. Można trochę zgłupieć w takiej sytuacji xD
„KIM była ta kobieta?! I dlaczego Tiana została porwana?! Szybko pisz kolejną relację!!!”
Wszystkiego się dowiesz, to na pewno. Nie w tej relacji, ale jeszcze o tym będzie ;)
Co do szybkości, to wybacz, że tak wolno, ale czasami naprawdę mam takiego lenia, że szkoda gadać xD


Simwood – Co prawda nie pisałeś komentarza i nie mam pewności czy dalej czytasz moją relację, ale jeśli tak to mam nadzieję, że jeden z dzisiejszych wątków ci się spodoba ;)
I wybacz, że nie spytałam! Pośpiech i te sprawy x)




W dzisiejszej relacji dowiemy się co się stało z Tianą, jaki jest powód jej porwania i jak z całą sytuacją radzi sobie rodzina zaginionej.

Zapraszam :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Z pamiętnika Tiany
Porywacz


Tiana powoli i z wysiłkiem otworzyła oczy. W pierwszym odruchu światło dochodzące z pomieszczenia poraziło ją tak, że ponownie zmrużyła powieki. W miarę jednak jak świadomość do niej powracała zaczęła widzieć coraz wyraźniejsze kształty, aż w końcu ukazało się przed nią wnętrze niewielkiego pokoju. Zaskoczona i niepewna co o tym wszystkim myśleć, spróbowała więc wstać.

Obrazek

Szybko jednak przekonała się, że to nie najlepszy pomysł, gdy poczuła w głowie pulsujący ból, dlatego ponownie opadła na łóżko.
- Gdzie ja jestem? – spytała samą siebie i rozejrzała się po pomieszczeniu. Wnętrze było dosyć skromnie i prosto urządzone. Niewielkie łóżko na którym siedziała, proste hebanowe biurko i niewielki telewizor na szafce naprzeciwko. Wszystko to przypominało Tianie jeden z tych tanich hoteli, w którym dawno temu zatrzymali się z Naveenem podczas wakacji, gdy byli jeszcze nastolatkami uczęszczającymi do liceum. Czyżby to właśnie mąż ją tu przywiózł by zrobić jej niespodziankę?
Pomyślała, lecz wtem przypomniała sobie całą sytuacje w domu. Ona leżąca na kanapie, szok na twarzy Annie, jej krzyk…

Obrazek

- Halo?! Jest tu kto?! – zawołała. - Annie! Gdzie jesteś?! Annie! – wrzasnęła ponownie, ale nie uzyskała odpowiedzi.
W panice rozejrzała się jeszcze raz jakby szukając drogi ucieczki. Mimo pulsującego w głowie bólu rzuciła się do drzwi. Oczywiście okazały się one zamknięte. Ruszyła więc w stronę okna, ledwie jednak wyjrzała, a już wiedziała, że stąd nie ma wyjścia. W oknach bowiem znajdowały się kraty. Szybko zrozumiała również, że gdziekolwiek była, miejsce w którym się znalazła leży na kompletnym odludziu. Unosząca się wysoko nad łąką para żurawi była jedynymi żywymi istotami w zasięgu wzroku.

Obrazek

W czasie gdy Tiana zastanawiała się nad tym co powinna zrobić, dziecko w jej brzuchu jakby przeczuwając, że z mamą dzieje się coś niedobrego poruszyło się niespokojnie. Kobieta czując to usiadła na łóżku i objęła brzuch rękami, biorąc kilka głębszych wdechów dla uspokojenia.
- Ciii… Nie martw się kochanie. Mamusia jest z tobą i nie pozwoli, żeby coś ci się stało. To pewnie tylko jakiś głupi kawał, wszystko się wyjaśni i wrócimy do domu – rzekła, jakby próbowała w ten sposób nie tylko uspokoić dziecko, ale również i siebie.
W głębi duszy jednak czuła, że to nie jest kawał i wszystko nie skończy się dobrze. Nie mogła tylko zrozumieć, dlaczego ktoś miałby ją porywać? Jaki miałby w tym cel?

Obrazek

Ledwie to pomyślała, gdy usłyszała chrobotanie klucza w zamku, a chwilę później w drzwiach stanęła wysoka postać.
Gdy tylko Tiana zobaczyła swojego porywacza, znów odżyła w niej nadzieja, że może to jedynie niezbyt udany żart jakiś nastolatków z okolicy.
Jednakże wystarczyło jedno spojrzenie w oczy prześladowcy, by śmiech zamarł jej na ustach.
Ciemne i mściwe spojrzenie jakie posłała jej postać jasno świadczyło, że nie ma dobrych intencji.

Obrazek

Postać zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Widzę, że się już obudziłaś. To dla ciebie – odezwała się dziwnie zachrypniętym głosem, zupełnie jakby była chora lub coś nadawało mu właśnie taki kształt. Następnie zbliżyła się i położyła na biurku talerz z jedzeniem.

Obrazek

Jeśli Tiana myślała, że teraz dowie się dlaczego się tu znalazła, to bardzo się pomyliła. Postać zostawiła jej jedzenie i jak gdyby nigdy nic odwróciła się by odejść. Tiana patrzyła na to osłupiała przez chwilę, lecz nim postać zniknęła za drzwiami zawołała.
- Stój! Czemu mnie tu zamknęłaś?! Czego chcesz?!

Obrazek

Postać spojrzała na nią, a na twarzy odmalował się jej autentyczny wyraz zaskoczenia z powodu zadanego pytania. Bez słowa ruszyła w stronę Tiany. Kobieta przestraszona dziwnym zachowaniem postaci cofnęła się, lecz pokój był na tyle mały, że szybko natrafiła na stojącą za nią ścianę. Nie mogąc nic zrobić czekała. Tymczasem postać, nie przejmując się zupełnie jej strachem, uśmiechnęła się i dotknęła zaokrąglonego brzucha kobiety.
- Niedługo, maluszek będzie mój.

Obrazek

Tiana nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Aurora… Chce jej odebrać Aurorę!
Ze złością odepchnęła rękę oprawcy.
- Nie! Nie oddam ci mojego dziecka!
Porywacz nie wyglądał jakby przejął się zbytnio jej słowami.
- To co ty chcesz nie ma dla mnie żadnego znaczenia – rzekła i ponownie chciała wyjść, lecz Tiana znów ją powstrzymała.
- Dlaczego to robisz? Po co ci moje dziecko? – spytała i natychmiast tego pożałowała. Postać spojrzała na nią z tak wielką nienawiścią w oczach, że Tiana poczuła jak krew zamiera jej w żyłach ze strachu.

Obrazek

- Nienawidzę rodzin takich jak wasza. Udajecie, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę wszystko to fikcja, iluzja! Dajecie dziecku poczucie bezpieczeństwa, a potem ot tak sobie je zabieracie, gdy zaczynacie zdawać sobie sprawę, że nie można udawać w nieskończoność! – wrzasnęła, po czym wzięła kilka głębszych oddechów dla uspokojenia. - Z drugiej strony są pary, które tylko czekają by dać dziecku miłość i ciepło rodzinnego domu – zerknęła w stronę Tiany. - Takie prawdziwe. – Następnie w jej oczach pojawiło się coś co Tianie trudno było zinterpretować. Jakby, błysk dumy? - Moją misją jest pomóc tym dzieciom i rodzicom.

Obrazek

Tiana patrzyła na nią zszokowana, nim odezwała się zdławionym głosem.
- Chcesz oddać moje dziecko jakimś obcym ludziom na wychowanie, bo coś sobie ubzdurałaś? – spytała, wciąż nie mogąc uwierzyć w to co właśnie usłyszała. - Ty jesteś chora!

Obrazek

Postać posłała jej lekceważący uśmiech po czym be słowa ruszyła w stronę drzwi. Tym razem Tiana nie próbowała jej powstrzymać, nim jednak drzwi całkiem się zamknęły krzyknęła za nią.
- Nigdy nie oddam ci mojego dziecka! Wiedźmo!
Ku jej zdumieniu usłyszała śmiech

Obrazek

- Wiedźmo? To chyba nawet do mnie pasuje – rzekła, jakby z zastanowieniem, a uśmiech na jej twarzy zrobił się szerszy.
- Od dziś możesz mnie nazywać... - zaczęła i obróciła się w stronę Tiany.
- Maleficent.
Następnie drzwi całkowicie się zamknęły, zostawiając zszokowaną Tianę samą, ze swoimi myślami.

Obrazek

. . .



Z pamiętnika Naveena
Detektyw


Od czasu porwania Tiany minęły dwa tygodnie. Powiedzieć, że Naveen czuł się źle to wyraźnie niedopowiedzenie. Mężczyzna bowiem był na skraju załamania nerwowego. Nie mógł jeść, nie mógł spać. Na każdy dźwięk podrywał się na równe nogi, bojąc się, że to porywacz znów powrócił by nękać jego rodzinę, a każdy dzwonek telefonu sprawiał, że biegł sprintem by odebrać mając nadzieję, że policja już ją znalazła.
Niestety wciąż słyszał to samo „Spokojnie. Na pewno niedługo ją znajdziemy” „Proszę uzbroić się w cierpliwość”

Obrazek

Ale jak do jasnej cholery miał być niby spokojny?! Jakiś psychopata porwał jego żonę w ósmym miesiącu ciąży, a on ma siedzieć na dupie i uzbroić się w cierpliwość?!
Mężczyzna usiadł ciężko na łóżku i westchnął. Sam już nie wiedział co powinien zrobić. Najgorsze ze wszystkiego było jednak to, że nie miał pojęcia kto mógłby chcieć porwać Tianę. Nie mieli żadnych wrogów, ze wszystkimi sąsiadami żyli w pełnej zgodzie.
Kto mógł to zrobić? Nie wiedział.

Obrazek

To było również powodem dlaczego od tych dwóch tygodni prawie w ogóle nie rozmawiał z Anastazją, choć ta bardzo nalegała by jakoś mu pomóc.
Dziewczyna bowiem była jedyną osobą, która mogła przyczynić się do znalezienia porywacza Tiany. Była ostatnia osobą, która widziała ją całą i zdrową, była z nią w chwili porwania, a mimo to twierdziła, że nie wie.

Obrazek

Spytana przez policjanta co wydarzyło się tego dnia w ich domu odparła, że Tiana zemdlała, a ona chwilę po niej, gdy się obudziła Tiany już nie było.
Naveen naprawdę próbował nie obwiniać jej za to co się stało, lecz nie mógł.
Miał jakieś niejasne przeczucie, że Annie mogła zrobić coś więcej.
Widząc, że dzieje się coś złego wybiec przed dom i wołać o pomoc? Po przebudzeniu od razu zadzwonić na policję zamiast jak głupia szukać jego i Iana po mieście?
Cokolwiek!
Tymczasem to co im powiedziała, to tyle co nic. Ani nie potrafiła określić płci porywacza, ani jego wzrostu czy barwy głosu.
Wciąż tylko powtarzała, że widziała ruch za drzwiami, a potem ciemność.
Wszyscy sąsiedzi przepytywani przez policję zgodnie odparli, że nie było ich w tym czasie w domu, więc nie mieli żadnych wskazówek, gdzie szukać Tiany.
To tylko wzmogło irytacje Naveena.
Do tego dochodziło dziwne przeczucie, że Annie czegoś im nie mówi.
Ale dlaczego miałaby ukrywać tożsamość porywacza?

Obrazek

- Tatusiu?
Cichutki głos wyrwał Naveena z jego rozmyślań. Mężczyzna obrócił się i ujrzał przed sobą zaspaną Florę w swojej zielonej piżamce. Natychmiast wstał i z wysiłkiem się uśmiechnął podchodząc do niej.
- Co się stało żabko? Znów śnił ci się koszmar? – spytał, dziewczynka jednak przecząco pokręciła głową.

Obrazek

- Mamusia wlóciła?
Naveen spojrzał w oczy córeczki i zmęczonym ruchem przetarł oczy.
- Flora, przecież ci tłumaczyłem, że mamusia musiała pilnie wyjechać i nie wiadomo kiedy wróci, tak?

Obrazek

Dziewczynka smutno pokiwała główką. Mężczyzna westchnął.
- A teraz wracamy spać, chodź – rzekł i wziął ją na ręce, po czym zaniósł do łóżeczka i otulił kołderką. Gdy jednak chciał odejść, chwyciła go za rękaw koszuli.
- Bajka?
Na twarzy Naveena pojawił się delikatny uśmiech. Nie mógł jej odmówić, gdy tak na niego patrzyła.
Przeczytał jej bajkę o księciu ratującym księżniczkę przed złym smokiem. Smok został pokonany za pomocą napchanej kamieniami owcy i wszystko skończyło się dobrze.

Obrazek

- I żyli długo i szczęśliwie – zakończył i zerknął na swa pociechę. Oczka małej były zamknięte, spała. Naveen podniósł się delikatnie, zgasił światło i pocałował ją w czółko. Następnie cichutko ruszył do wyjścia.

Obrazek

Nim jednak wyszedł usłyszał głos małej.
- Tatusiu?
Zaskoczony, że dziewczynka jednak nie śpi, odwrócił się w jej stronę.
- Ty tez bys ulatował mamusie przed smokiem, plawda?
Mężczyzna nie wiedział co myśleć o pytaniu małej. Czy to możliwe, że coś podsłuchała, gdy rozmawiał przez telefon z policjantem? Ale przecież zawsze tak uważał by nie używać imienia żony. Czy mimo to Flora mogła coś podejrzewać?
Naveen ponownie wszedł do pokoju i uściskał córeczkę.
- Oczywiście, że tak. Nigdy nie pozwolę by coś się wam stało, ani teraz ani nigdy – rzekł, tuląc ją do serca.
Nie wiedział jeszcze jak bardzo się mylił.

Obrazek

. . .


Naveen siedział w kawiarni Avril „Cafe Cream” co chwila zerkając na zegarek i czekał. Kątem oka widział spojrzenia jakie rzucali mu pozostali klienci. Część z nich wyglądała na autentycznie zmartwionych, część zaniepokojonych, ale byli też tacy, którzy nie ukrywali swojej niechęci do jego osoby. Mężczyzna widział to wszystko, lecz nie przejął się zbytnio. Można by rzecz, że przywykł do tego typu traktowania podczas tych dwóch tygodni, kiedy to w gazecie pojawiła się informacja o zaginięciu Tiany. Wielu mieszkańców po prostu mu współczuło, byli jednak tacy, którzy zaczęli tworzyć własne teorie tego co się wtedy wydarzyło.
Dobrze wiedział co sobie myślą „A może to on ją porwał? Znalazł sobie kochankę i pozbył się zbędnego balastu?”.
W pewnym sensie Naveena nawet to bawiło. Jak to się dzieje? Jesteś porządnym obywatelem, wszyscy w okolicy cię lubią, a jednak wystarczy jedna głupia plotka, by zaczęli cię traktować jak największego zwyrodnialca na ziemi.

(Muszę to powiedzieć, zdjęcie przypadkowe, a widzicie jak cudnie ustawiła się ta ruda? Czyż nie idealna mina do opisu wyżej? xD)
Obrazek

Naveen westchnął i znów spojrzał na zegarek. Widząc, że jego „Randka” wciąż się nie pojawia postanowił zamówić sobie jeszcze jedną kawę. Uznał, że po tym jak znów nie zmrużył oka w nocy przyda mu się taki zastrzyk energii.
Gdy tylko zbliżył się do lady szepty wśród klientów ucichły jak za dotknięciem magicznej różdżki. To naprawdę było irytujące.

Obrazek

Wyglądało na to, że nie tylko Naveen tak uważa, gdy nagle szczupła blondynka stojąca za ladą uderzyła w blat. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku. Dziewczyna uśmiechnęła się drapieżnie.
- To bardzo nieuprzejme stać tak w mojej kawiarni i plotkować o jednym z moich najlepszych klientów samemu stojąc o suchym pysku, nie sądzicie? – rzekła i zmierzyła groźnym spojrzeniem stojącą obok Naveena brunetkę. Jak wcześniej zauważył, największą plotkarę. Pod spojrzeniem blondynki, dziewczyna jakby się skurczyła, po czym cała czerwona opuściła w pośpiechu kawiarnię ciągnąc ze sobą koleżanki.
Część z klientów poszła w jej ślady, a część jak na rozkaz ruszyła by coś zamówić, tak jakby nagle przypomnieli sobie, że w istocie po to przyszli do kawiarni.

Obrazek

Naveen odetchnął z ulgą, gdy zauważył, że ludzie w końcu zajęli się sobą zamiast wierceniem mu dziury w plecach. Z wdzięcznością uśmiechnął się do Avril.
- Dziękuję.
Blondynka wyszczerzyła zęby.
- Nie ma za co. Wiesz, to bardzo miłe, że dzięki tobie mam większy ruch, ale dobrze by było, żeby jednak coś kupili przed wyjściem.

Obrazek

Naveen parsknął śmiechem, gdy jednak ponownie na nią spojrzał, zobaczył zmartwienie w oczach Avril.
- Trzymasz się jakoś? Jeślibyś czegoś potrzebował to ja i Jake… - zaczęła, lecz przerwał jej.
- Nie trzeba Avril, dam sobie radę.

Obrazek

Dziewczyna wyglądała jakby chciała coś dodać, ale powstrzymała się. Zamiast tego podała mężczyźnie kubek z kawą. Spojrzał na nią zaskoczony.
- Twoja ulubiona, na koszt firmy.
Chciał zaprotestować, ale nie dała mu dojść do słowa.
- Ej, skoro sprowadzasz mi klientów, to chyba mogę w podzięce postawić ci kubek kawy, nie? – mrugnęła. Naveen kiwnął głową.
- To chyba uczciwy układ. Dzięki.

Obrazek

Avril uśmiechnęła się promiennie i wróciła obsługiwać pozostałych klientów. Tymczasem Naveen ruszył w stronę stolika. Kątem oka zobaczył jeszcze tylko jak Avril woła swoją pomocnice Emmę, by pomogła jej z zamówieniami i szepcze jej coś na ucho. Widząc to nie mógł ukryć uśmiechu, gdy zrozumiał, że najwięksi kawiarniani plotkarze dostaną kawę zaserwowaną właśnie przez dziewczynę.

Obrazek

. . .


Pół godziny później, Naveen wciąż siedział przy swoim stoliku i czekał. Pomału zaczynało go to naprawdę irytować. Całe to wyjście zaplanował dziś tylko w jednym celu. By spotkać się z detektywem, który pomoże mu znaleźć Tianę.
Tak naprawdę Naveen myślał już o tym wcześniej. Wtedy jednak wciąż wierzył, że policja podoła zadaniu i ją znajdzie. Twierdzili, że nie powinien się mieszać w tę sprawę i być cierpliwym. Mężczyzna jednak nie mógł dłużej bezczynnie czekać.
Jego żona może urodzić lada chwila, a tymczasem jest nie wiadomo gdzie z jakimś psychopatą.
Nawet nie wie czy nadal…

Obrazek

„Nie! Nie wolno ci tak nawet myśleć!” przestrzegł siebie w duchu i wsparł się ręką pod brodę, ostrożnie zerkając na stolik za nim. Tak jak przypuszczał siedzący przy nim mężczyźni nadal tam byli. Naveen poczuł nieprzyjemne swędzenie w okolicy karku, gdy zauważył, że jeden z nich - szczupły brunet, co jakiś czas podnosi głowę z nad telefonu i zerka na niego. Gdy tylko jednak łapał go na tym spojrzeniu, znów unosił telefon i stukał w klawisze lub niespodziewanie zaczynał rozmawiać ze swoim towarzyszem.

Obrazek

Naveen nie wiedział co o tym myśleć. Z jednej strony chyba powinien się bać, że jakieś obce typy go podglądają, z drugiej nie potrafił brać na poważnie gości, którzy nie mogliby wyglądać bardziej podejrzanie nawet, jeśli napisaliby sobie na czole markerem „Obserwujemy cię”.
W końcu miarka się przebrała, gdy brunet wstał i po raz kolejny zaczął przechadzać się wokół jego stolika.

Obrazek

- Mógłby pan przestać? - spytał, ku jego zdumieniu facet zerknął na niego zaskoczony po czym z szerokim uśmiechem się do niego przysiadł.
- Znalazł mnie pan! Godne podziwu.
Naveen spojrzał się na niego ogłupiały.
- A pan to kto?

Obrazek

Mężczyzna zmrużył oczy i wpatrzył się w niego z wyraźną urazą w oczach.
- Jak to kto? Detektyw James Brunet. Chciał się pan ze mną widzieć.
Naveen wpatrywał się chwilę w niego z niedowierzaniem. Co prawda nigdy nie umawiał się na spotkanie z detektywem, ale coś podejrzewał, że chyba powinien przyjść do niego od razu zamiast się spóźniać, a potem przez pół godziny podglądać go „Z ukrycia”. Wciąż niedowierzając spojrzał na niego krzywo.

Obrazek

- Owszem, chciałem. Ale jest pan spóźniony co najmniej pół godziny! I o co chodziło z tym podglądaniem mnie? Pan zawsze tak się wita z klientami?
- Ach, to taki nawyk. Wie pan „Zboczenie zawodowe” – rzekł i zaśmiał się z własnego żartu. Szybko jednak urwał widząc, że Naveenowi wcale nie jest do śmiechu. Odchrząknął. - Do rzeczy. Czytam gazety, więc domyśliłem się o co zamierza mnie pan poprosić. Mam znaleźć pana żonę, którą porwano dwa tygodnie temu, tak?
Naveen niepewnie skinął głową.
- Tak…
- No właśnie! A kto mógł chcieć porwać pana żonę? Jakiś pana wróg! Musiałem się przyczaić i sprawdzić, czy ktoś pana nie podgląda. Wynająłem całą ekipę aktorów, którzy wmieszali się dziś w tłum udając klientów tego lokalu – tu przybliżył się.

Obrazek

- Taka rada, ta ciemnooka brunetka, która puszczała do pana oczko to moja była, która raz mnie porwała więc lepiej z nią uważać – rzekł i wskazał siedząca kilka stolików dalej kobietę. Brunetka uśmiechnęła się delikatnie, widząc, że na nią patrzą.

Obrazek

Obrazek

Naveen nie wiedział o co może mu chodzić, ale uznał, że chyba nie chce wiedzieć, dlatego postanowił zapytać o coś innego.
- No i co? Dowiedział się pan czegoś?
- Właściwie… to nie. Ale musi pan przyznać, że przedsięwzięcie było godne podziwu!
Naveen zakrył oczy dłońmi.
- Chce mi pan powiedzieć, że wynajął całą masę ludzi, by udawali klientów i wszystko to na nic?! I co ważniejsze, jak pan chce im zapłacić?
- Nijak. Pan za to zapłaci.
- Co?! – spytał zaskoczony, jednak wyglądało na to, że detektyw już go nie słucha.

Obrazek

- No, a teraz powinniśmy się już zbierać. Niedaleko stąd widziałem podejrzanego typa w dresie. Musimy go śledzić! – i nie czekając na reakcję Naveena, pognał w pobliskie krzaki za którymi zniknął.

Obrazek

Blondyn, całkowicie załamany, patrzył jak Brunet wyskakuje z krzaków parę metrów dalej i biegnie przed siebie o włos mijając rozpędzony samochód.

Obrazek

Spojrzał na swój kubek i od razu pożałował, że zamiast kawy, nie jest wypełniony jakimś mocnym alkoholem.

Obrazek

Tymczasem ciemnowłosa kobieta, przedstawiona wcześniej jako była Bruneta, niespodziewanie zbliżyła się i usiadła naprzeciwko.
Jakby przeczuwając co mu chodzi po głowie, wyjęła z torebki butelkę i szklankę, po czym nalała i podsunęła mu.
- Ciężki dzień?

Obrazek

- I to jak – rzekł Naveen, zerkając tęsknie w stronę szklanki. Widząc to, kobieta zaśmiała się.
- Nie jest zatrute, jeśli to cię trapi.
Naveen pokręci głową.
- Nie, to nie to. Po prostu przyjechałem autem. Poza tym boję się, że jak zacznę to mogę już nie skończyć – rzekł smętnie. Kobieta spojrzała na niego ze współczuciem.
- Brunet mówił mi o co chodzi. Przykro mi.

Obrazek

Naveen milczał. Jemu też było przykro. A nawet więcej. Był cholernie załamany! Ale co to zmienia?
Czy współczucie jednej aktorko/klientki może poprawić sytuację?
Okazało się jednak, że może.
Kobieta wyjęła wizytówkę i położyła przed sobą.
- Wiesz, Brunet to naprawdę miły gość. Gdybyś jednak uznał, że potrzebujesz pomocy, to dzwoń – Następnie wstała i odeszła.

Obrazek

Obrazek

Zaskoczony Naveen zerknął na wizytówkę.
„Sophie Lopez”, więc to tak brzmiało jej imię. Oprócz tego na dole widniała nazwa agencji detektywistycznej i numer telefonu.
Obejrzał się jeszcze za kobietą, ale już jej nie było. Zrobił więc jedyne co mu pozostało.

Obrazek

Wyciągnął telefon i zadzwonił.

Obrazek


Koniec odcinka 44
Ciąg dalszy nastąpi...



Dziękuję za uwagę :)
Ostatnio zmieniony 18 cze 2017, 21:30 przez MalaMi95, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Lion
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 447
Rejestracja: 15 lut 2015, 23:00

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Lion » 18 cze 2017, 11:55

Kolejna relacja, w której narobiłem sobie zaległości komentatorskich... :P

Chociaż pokrótce napiszę o poprzednich relacjach, których jeszcze nie skomentowałem:
Sposób myślenia Heleny Landgraab jest przerażający. :D Dobrze, że Łucja z Ignacym wspólnie tkwią w jej intrygach. Przyznam, że Łucja rzucająca taksówkarzowi portfel przyszłej teściowe kompletnie mnie rozwaliła. :haha: Fajnie, że simka zmierzyła się z demonami przeszłości i przez wizytę na weselu Wandy zostawiła nieprzyjemne zdarzenia za sobą. ;)
Avril rodząca trojaczki - masakra! soft9 Emma z pewnością będzie super ciocią! :D
Anastazja robi się nienormalna. :P Do tego głupia, strasznie łatwo dała się podpuścić, żeby zakraść się do gabinetu nauczycielki. A potem jeszcze ten pocałunek z Diablo - jestem przekonany, że tak naprawdę nic do niego nie czuje i bawi się uczuciami jego oraz Vivi...
Nie jestem pewny, czy Kasandra uderza do Lotty ze swoimi kąśliwymi uwagami, ponieważ się o nią troszczy, czy po prostu czuje satysfakcję, iż może jej dogryzać pod płaszczykiem martwienia się o przyjaciółkę. :curious:
Wątek Sereny i Marcina był dość zaskakujący. W sumie przez chwilę byłem pewny, że ostatecznie się spikną. Choć byłaby to nieźle pokręcona sytuacja. :P
Kobieta, z którą Anastazja widziała Iana to pewnie głupie nieporozumienie... :curious:

Teraz już o najnowszej relacji:
Pierwsza osoba, która pojawiła się na liście moich podejrzanych w sprawie porwania Tiany, to Emma. :P Ta dziwna babka ma niebieskie włosy, a sama Emma mimo iż była w odcinku wspomniana, ostatecznie się w nim nie pojawiła. ;) Niemniej, myślę, że jednak bardziej prawdopodobna jest Anastazja! Ian pewnie ma rację, iż sądzi, że nie mówi wszystkiego. Te jej teksty sprzed kilku relacji o planie, który odbije się na wszystkich...
James Brunet świetnie rozładował napięcie tej trudnej sytuacji. :haha: Choć dziwię się Ianowi, że w całym swoim stresie znalazł w sobie na tyle spokoju, aby nie rzucić się na niego z pięściami za jego wspaniałe metody. soft9 Ale przynajmniej poznał Sophie, może ona mu pomoże.

Awatar użytkownika
Galcia
Scenarzysta
Scenarzysta
Newsman
Newsman
Posty: 905
Rejestracja: 13 lut 2015, 20:57

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Galcia » 18 cze 2017, 20:22

Czasem po prostu ktoś z jakiś powodów może być dla nas „Nieosiągalny” a mimo to można się w nim zakochać, czy tam może nam się podobać :)
Nic mi nie mów, tyle razy durzyłam się w chłopakach, którzy okazywali się być gejami, że doskonale to rozumiem. xD
Czy kobieta, która porwała Tianę, to EMMA?! :O Znowu zwerbowali ją do jakiejś sekty czy co? :P
Dajecie dziecku poczucie bezpieczeństwa, a potem ot tak sobie je zabieracie, gdy zaczynacie zdawać sobie sprawę, że nie można udawać w nieskończoność!
Nie bardzo rozumiem, przecież Tiana i Naveen bardzo kochają swoje dzieci i dbają o nie, o co chodzi z tym zabieraniem? Jeśli ta pani chce ratować dzieci z patologicznych rodzin, mogła trafić lepiej. -.-
James Brunet! :haha:
I o co chodziło z tym podglądaniem mnie? Pan zawsze tak się wita z klientami?
- Ach, to taki nawyk. Wie pan „Zboczenie zawodowe”
Hahahaha! :rotfl: Dosłownie zboczenie!
Sama nie wiem, co sądzę o Sophie. Z jednej strony wygląda na bystrą babkę (nie to co Brunet :D ), ale budzi się we mnie podejrzenie, że ma coś wspólnego z porwaniem Tiany, dlatego chce zaangażować się w poszukiwania (a tak naprawdę planuje uwieść Naveena i sprawić, że zapomni o żonie).
Pisz szybko kolejny odcinek, chcę już wiedzieć, jakim cudem Aurora trafi do domku w lesie i zacznie rozmawiać ze zwierzętami. :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Gunia
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 250
Rejestracja: 15 gru 2013, 13:59

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Gunia » 29 cze 2017, 20:08

Nie wiem co napisać. Tak jak poprzednicy twierdzę, że to Emma :D nie wiem czemu xD
James Brunet, haha :P szczerze, to nie podoba mi się ta cała Sophie i jest podejrzana...
Zapraszam na relację! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 04 lip 2017, 23:30

Lion – Dziękuję za komentarz i witam z powrotem ;)
Zanim jednak zacznę „komentować twój komentarz”, wybacz mi tą jedną rzecz, ale muszę.
Nie Ian – Naveen. To on jest mężem Tiany x)
Przepraszam, że cię tak poprawiam, ja sama pewnie nie raz mylę imiona i inne rzeczy, ale po prostu musiałam x)
„Łucja rzucająca taksówkarzowi portfel przyszłej teściowe kompletnie mnie rozwaliła.”
Uuu… a skąd wiesz, że „teściowej”? a może Ignaś rzuci Łusię i wyjedzie? ;)

Emma i bycie ciocią… Nie wiem, czy Avril pozwoli jej na zbyt długie wizyty xD
"Nie jestem pewny, czy Kasandra uderza do Lotty ze swoimi kąśliwymi uwagami, ponieważ się o nią troszczy, czy po prostu czuje satysfakcję, iż może jej dogryzać pod płaszczykiem martwienia się o przyjaciółkę”
Szczerze? Ja też nie wiem xD Kasnadra na razie jest tak mało znaczącą postacią, że jakoś nie zastanawiałam się dokładniej nad jej charakterem.
Choć ja tam myślę, że jednak trochę się martwi ;)
„W sumie przez chwilę byłem pewny, że ostatecznie się spikną”
Właściwie, to tak miało być w pierwszej wersji xD
Po gadce z Antonim we „śnie”. Marcin miał postanowić, że spróbują, ale potem uznałam, że jednak nie do końca pasuje mi to do postaci Marcina i zrezygnowałam z tego pomysłu.
On jednak w moich oczach traktuje ją jak córkę, więc nagła zmiana od ojca do kochanka wydawała mi się zbyt dziwna.
Nawet dziwniejsza, niż z geja do hetero, czy tam bi x)

Chętnie bym coś skomentowała odnośnie waszych pomysłów na temat tożsamości porywacza, ale boje się, że jeszcze bym coś chlapnęła, a chyba fajniej będzie jak dowiecie się czytając, więc milczę ;)

Naveen chyba był zbyt zmęczony tym wszystkim, żeby jeszcze zostać zgarnięty przez policję za pobicie xD



Galcia – Jak mówiłam do Liona. Dowiecie się kto porwał czytając ;)
„Jeśli ta pani chce ratować dzieci z patologicznych rodzin, mogła trafić lepiej”
Pewnie mogła, ale nie trafiła x)

Dzisiaj będzie duuużo Sophie, więc przekonasz się czy jednak dobrze jej zaufać, czy raczej nie ;)
„Pisz szybko kolejny odcinek, chcę już wiedzieć, jakim cudem Aurora trafi do domku w lesie i zacznie rozmawiać ze zwierzętami.”
Ej, ej. Proszę mi tu nie spojlerować bajek! xD


Gunia – Nie mogę skomentować waszych pomysłów co do porywacza, bo jak mówiłam do Liona, jeszcze coś chlapnę xD

Ale prędzej czy później, wszyscy się dowiedzą ;)
„szczerze, to nie podoba mi się ta cała Sophie i jest podejrzana...”
Biedna Sophie. Ledwie się pojawiła, a już nikt jej nie ufa i nie lubi xD



W dzisiejszym odcinku poznamy nieco lepiej Sophie i zobaczymy jak nasi ulubieni detektywi szukają naszej Tiany.
Dodatkowo w spojlerze historyjka poboczna ;)

Zapraszam :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .


Z pamiętnika Naveena
Detektywi lekcja pierwsza – Nigdy nie ufaj staruszkom.



„Pogoda na dziś: gorąc i upał! Temperatura w cieniu powyżej trzydziestu czterech stopni, a w słońcu, ałć! Może dojść nawet do trzydziestu ośmiu. Parzy! Tak więc drogi słuchaczu, jeśli wciąż tu jesteś, to lepiej zaopatrz się w olejek do opalania, strój kąpielowy i biegiem nad wodę! No chyba, że chcesz „Spiec raczka” Ha ha! Dobry żart!
Z miejsca gdzie nic się nie dzieje, mówił do was wasz ulubiony Pogodynek”
Naveen z irytacją zdjął słuchawki z uszu i wyłączył telefon.
- Trzydzieści osiem stopni! Widzisz? Właśnie dlatego uważam, że paradowanie po mieście w bluzach i dżinsowych spodniach, to głupi pomysł!

Obrazek

Obrócił się w stronę szczupłej brunetki, która z zapałem klikała w ekran swojego telefonu, jakby grała w jakąś bardzo zajmującą grę.
Gdy nie zareagowała na jego żale, trącił ją lekko ramieniem. Kobieta spojrzała na niego znad okularów.
- Słuchaj, ja wiem, że może ci się to wydawać bezsensowne, ale to dla dobra sprawy – odpowiedziała Sophie i ponownie zajęła się telefonem.

Obrazek

Naveen zacisnął pięści.
- Dla dobra sprawy?! Chcesz mi powiedzieć, że dla dobra sprawy ubieramy się jak jakieś chrzanione trojaczki w dresy, wyróżniając się w tłumie tak bardzo, jak to tylko możliwe i gonimy za typem, który podgląda staruszki w kąpieli?! – wrzasnął Naveen i wskazał ręką na stojącego nieopodal Bruneta.

Obrazek

Wyglądało na to, że detektyw właśnie namierzył swojego kolejnego podejrzanego i cichaczem przysiadł się do starszej pani karmiącej gołębie. Kobieta, widząc jego dziwne zachowanie, odsunęła się nieco i zerkała ostrożnie w jego stronę.

Obrazek

Sophie znów podniosła oczy znad telefonu i zerknęła w stronę Bruneta. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Oj, nie bądź taki. To urocze, że tak się stara.
Naveen zazgrzytał zębami. Właśnie miał na końcu języka bardzo nieładne słowo opisujące, co myśli o „Uroczych staraniach Bruneta”, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Nerwy w niczym tu nie pomogą. Wziął głębszy wdech dla uspokojenia i zaczął.

Obrazek

- Słuchaj Sophie. Dla ciebie i Bruneta, najwyraźniej sprawa porwania mojej żony jest szalenie zabawna. Tak zabawna, że świetnie bawicie się śledząc kogo popadnie i docinając sobie na każdym kroku. Nie rozumiem tego, ale nie mnie oceniać wasze postępowanie – tu zmarszczył brwi. – Jednak dla mnie, to nie jest jakaś pieprzona gra! Moja żona została porwana przez jakiegoś psychopatę, nie wiem gdzie jest, jak się czuje, czy… - urwał i spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści dłonie. - Nawet nie wiem czy jeszcze żyje – spojrzał błaganie w jej oczy. – Więc proszę, jeśli chcecie mi pomóc to to zróbcie, a jeśli nie, to bądźcie ze mną szczerzy. Nie wytrzymam kolejnego dnia kręcąc się bez celu i robiąc sobie nadzieję, której po prostu nie ma – zakończył i czekał na reakcję kobiety.
Sophie westchnęła i w końcu odłożyła telefon.
- Naveen, ale właśnie my cały czas to robimy. Wiem, że dla ciebie może to wyglądać dziwnie, ale zapewniam cię, że przez cały ten czas wytrwale szukałam wszelkich informacji, co mogło się stać z twoją żoną – rzekła i wstała.

Obrazek

Zaskoczony Naveen podążył za nią wzrokiem.
- Że co? Niby kiedy? Jedyne co robicie od dwóch tygodni, to błąkanie się po mieście bez celu! – powiedział i podszedł do niej. Oboje zerknęli w stronę Bruneta.

Obrazek

Mężczyzna wciąż podążał za tą samą staruszką, która udając, że tego nie widzi, cichaczem sięgnęła do torebki po coś co wyglądało jak gaz pieprzowy.

Obrazek

Sophie przystanęła i odwróciła się w stronę Naveena.
- Dobra, słuchaj Naveen. Brunet jest jaki jest. Szczerze, to nie ma pojęcia, czy faktycznie szuka twojej żony, czy może biega za mrzonkami – uniosła dłoń, by uciszyć Naveena, który najwyraźniej chciał coś powiedzieć. – Ale jaki by nie był, jest bardzo ważny powód dla którego działam razem z nim zamiast samotnie – spojrzała w oczy Naveena. – Jego kontakty – rzekła i ponownie ruszyła. Mężczyzna i tym razem podążył za nią.
- Co? Niby jakie kontakty?

Obrazek

Sophie zerknęła na niego przelotnie.
- Wiesz, możesz się śmiać z Bruneta, ale to nie zmienia faktu, że ma opinię faceta, który rozwiązał mnóstwo trudnych spraw. Czy to przypadek, szczęście, a może jednak ma jakiś tajemny zmysł? Nie wiem, ale jakoś udało mu się zdobyć taką sławę. W końcu jest powód dla którego się z nim skontaktowałeś, prawda? – Naveen przytaknął. – No właśnie. Z tego powodu, jeśli chcę się czegoś dowiedzieć, to gadka „Działam z detektywem Brunetem” brzmi nieco lepiej, niż „Hej, to ja Sophie. Jedna nic nie znacząca pani detektyw. Może mi pomożesz?” – rzekła i posłała mu znaczące spojrzenie.

Obrazek

Naveen kiwnął głową. Zaczynał rozumieć o co chodzi Sophie. Mimo to, wciąż coś mu się tu nie zgadzało.
- Czekaj, wciąż czegoś nie rozumiem. Wiem, że kontakty Bruneta pewnie są pomocne, ale czy w ten sposób wszystkie sprawy jakie rozwiążecie nie idą przypadkiem na jego konto? Jak ktoś ma dostrzec, że tak naprawdę to ty jesteś świetnym detektywem, jeśli całą sławę wciąż będzie zgarniał Brunet? – spytał.

Obrazek

Sophie wzruszyła ramionami.
- Widzisz, jest jeszcze jeden powód dla którego ludzie nie do końca mi ufają i nie jest to tylko fakt, że nikt o mnie nie słyszał. Tak naprawdę, ludzie słyszeli i to dużo. Trochę nawet za dużo – rzekła i wpatrzyła się w swoje dłonie. – W wielkim skrócie. Kiedyś była taka jedna sprawa. Stanęłam wtedy po niewłaściwej stronie, a James był tym, który znalazł się po tej dobrej. Gdy wszystko się skończyło, zrozumiałam swój błąd, ale to nie znaczy, że ludzie zapomnieli. Rozumiesz?

Obrazek

Naveen potaknął. Sophie machnęła ręką i ruszyła przed siebie
- Zresztą, to nieważne. Powinniśmy się skupić na tym, by znaleźć twoją żonę – odeszła, jakby chciała zakończyć ten temat.

Obrazek

Naveen miał jednak jeszcze jedno pytanie.
- Sophie. Czy myślałaś kiedyś o tym, by to rzucić?

Obrazek

Nieoczekiwanie, obróciła się do niego z uśmiechem.
- Nigdy. Możesz mi nie wierzyć, ale pomaganie ludziom, to to, co zawsze chciałam robić. Niestety niezbyt lubię widok krwi, więc zawód lekarza odpadał – skrzywiła się, jakby to sobie wyobraziła. – Jednak tak długo jak będę w stanie komuś pomóc, Brunet może sobie zabrać całą chwałę dla siebie.

Obrazek

Następnie ruszyła przed siebie. Dziesięć minut później, zatrzymała się obok niewielkiego budynku i wskazując go, rzekła z radością w głosie. – A oto nasz dzisiejszy cel panie Naveenie. Miejsce, w którym dowiemy się co się stało z pańską żoną.

Obrazek

. . .


Naveen stał i patrzył w stronę okazałego budynku, a w tym czasie Sophie wykonała kilka ważnych telefonów. Okazało się, że dom należał do państwa Blackberry, u których pomieszkiwał niejaki Franciszek Bumelant, z którym to właśnie detektyw chciała porozmawiać. Niestety tak długo szwędali się z Brunetem po mieście, że mężczyzna zdążył wyjść nim do niego dotarli. Sophie z westchnieniem rozłączyła się i zbliżyła do Naveena.

Obrazek

- Dobra, skontaktowałam się z jednym z moich ludzi, który obserwuje pana Bumelanta. Okazało się, że wyszedł na chwilę do sklepu i zaraz powinien tu być.
Naveen posłał jej dziwne spojrzenie.
- Chcesz mi powiedzieć, że facet, który porwał moją żonę spaceruje sobie ot tak po mieście, a my mamy tu na niego grzecznie czekać?! – wykrzyknął zdumiony. Sophie pokręciła głową.
- Nie wiemy czy ją porwał. Powiedziałam tylko, że „Może” coś o tym wszystkim wiedzieć.

Obrazek

Naveen pokręcił głową.
- Dobrze, to wytłumacz mi wszystko od początku, skoro i tak czekamy, a „Może” zrozumiem o co ci chodzi.

Obrazek

Sophie przewróciła oczami. Następnie usiadła na pobliskiej ławce, z której był dobry widok na wejście do domu i poklepała miejsce obok siebie. Gdy tylko Naveen usiadł, zaczęła opowieść.
- Widzisz, swoje śledztwo, podobnie jak policja, zaczęłam od przepytywania waszych sąsiadów.

Obrazek

Jak już wiesz, niczego specjalnego się od nich nie dowiedziałam. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że w tym czasie nie było ich w domu. Nie było więc świadków, którzy widzieliby jak ktoś podejrzany kręci się wokół waszego domu lub jak zabiera ze sobą pańską żonę. Najwyraźniej ktoś dobrze się przygotował, nim postanowił porwać panią Tianę.
W każdym razie, gdy przekonałam się, że faktycznie niczego więcej się od nich nie dowiem, zaczęłam szukać nietypowych rzeczy, które zdarzyły się tamtego dnia w okolicy…

Obrazek

Obrazek

- Coś jak spadające z nieba ryby, albo tornado? – spytał Naveen z przekąsem, przerywając opowieść. Sophie spojrzała na niego krzywo.
- Będziesz mi tak cały czas przerywał?
Uśmiechnął się.
- Bardzo prawdopodobne.

Obrazek

Kobieta znów przewróciła oczyma.
- Wracając. Szukałam czegoś na czym mogłabym się oprzeć. Widzisz, są pewne rzeczy, które z reguły się nie zmieniają. Poranne korki, odjazdy autobusów, spóźniający się studenci lub dostawy do sklepów. Oczywiście, jeśli któraś z tych rzeczy nagle się zmieni i na przykład „Zwykle niezawodny autobus 501 nagle się spóźni lub ci ucieknie” to nie jest to coś, o czym od razu zaczną pisać gazety. Nie jest to też rzecz, którą powinniśmy się martwić. Jednak, jeśli coś podobnego zdarzy się w momencie, gdy w okolicy zaginie kobieta, to czy nie wydaje się to zbyt dużym zbiegiem okoliczności? – spytała i spojrzała na Naveena. Mężczyzna słuchał jej z uwagą.
- Właśnie coś takiego próbowałam znaleźć. Coś co umknęło uwadze policji, ale wciąż może być ważne i co więcej znalazłam to.

Obrazek

Jak już mówiłam, poranne dostawy do sklepów są czymś normalnym. Nikogo nie zdziwi ciężarówka awiteksusu, z której wypakowują świeży chleb. Podobnie z dostawami ciast do cukierni.
Dlaczego więc, około godziny piątej po południu, jakieś dwie godziny po zniknięciu Tiany, jedna z nich postanowiła opuścić miasto?
I dlaczego była to ciężarówka, dostarczająca dostawy do innych lokali z cukierni pańskiej żony?

Obrazek

Naveen słysząc to zrobił duże oczy. Dostawa o tej porze z cukierni Tiany? Faktycznie zwykle zamówienia były realizowane wcześnie rano, tak by klienci z lokali, które podpisały umowę z Tianą miały jej świeże wyroby. Jednak po chwili zastanowienia, Naveen pokręcił głową.
- Nie, to akurat wcale nie jest takie dziwne. To pewnie miała być dostawa do Avril. Często, gdy ma zaplanowaną jakąś imprezę, to umawia się z Tianą na popołudniowa dostawę.

Obrazek

Sophie z zastanowieniem pokiwała głową.
- I właśnie tam skierowałam swoje kroki. Do kawiarni państwa znajomej – Avril Okawa - Rock.

Obrazek

Tak jak pan mówi, potwierdziła, że istotnie dostawa była przeznaczona dla niej. Może mi pan tylko przypomnieć, jak długo jedzie się z cukierni pana żony do kawiarni Avril?
Naveena zaskoczyło nieco pytanie detektyw, jednak odpowiedział.
- Około godziny, czasem nawet krócej.

Obrazek

Sophie pokiwała głową.
- No właśnie. Owszem, czas ten może być różny, jeśli na trasie trafimy na korki. Jednak była pewna ciekawa rzecz w tym wszystkim. Otóż dostawa, która wyjechała o piątej, dotarła do pani Avril cztery godziny później, o dziewiątej. Gdy pani Avril zapytała kierowcę co się stało, plątał się w zeznaniach nie chcąc do końca udzielić jasnej odpowiedzi. Wtedy pani Avril wydawało się to mało istotne. Rzeczywiście, mógł po prostu zaniedbać swoje obowiązki i zamiast jechać do celu zatrzymał się gdzieś po drodze.

Obrazek

Jednak posumujmy to sobie.
Około godziny czwartej, zostaje porwana kobieta, około piątej, z jej cukierni wyjeżdża ciężarówka i znika gdzieś na cztery godziny, a gdy w końcu się znajduje, kierowca nie chce udzielić odpowiedzi, gdzie przez ten czas był.
Coś dużo zbiegów okoliczności jak na jeden dzień, nie sądzi pan? – spytała po czym szybkim ruchem wstała.

Obrazek

Naveen obrócił się i zauważył, że do domu właśnie wraca mężczyzna będący najprawdopodobniej nikim innym jak Franciszkiem Bumelantem.

Obrazek

- I tu właśnie dochodzimy do pana Bumelanta. Kierowcy ciężarówki, która zniknęła tamtego dnia – zakończyła i spojrzała na stojącego obok Naveena. – Jest pan gotów się dowiedzieć, gdzie tego dnia był pan Bumelant?
- Bardziej niż kiedykolwiek – rzekł poważnie, po czym obrócił się i spojrzał za siebie. - Ale skoro naszym „Głównym detektywem” jest Brunet, to czy nie powinniśmy go zabrać ze sobą? – spytał.

Obrazek

W tym momencie dało się słyszeć krzyk. To ścigana przez Jamesa staruszka w końcu chyba uznała, że ma go dość i użyła swojego schowanego w torebce gazu pieprzowego. Naveen i Sophie obserwowali jak bezradny James zakrywa rękami oczy, z których ciurkiem ciekną mu łzy, podczas gdy staruszka oddala się niespiesznym krokiem grożąc mu pięścią.
- Zboczeniec! – krzyknęła jeszcze na odchodnym.

Obrazek

Sophie spojrzała w stronę Naveena.
- Może nic się nie stanie jak raz pójdę bez niego?
- No ale przecież nie możemy go tak zostawić – rzekł i znów spojrzał na leżącego teraz na ziemi Bruneta. Sophie uśmiechnęła się.
- To ty go popilnuj, a ja pójdę pogadać z Bumelantem – powiedziała radośnie i ruszyła w stronę budynku.

Obrazek

W pierwszej chwili Naveen zastanowił się czy faktycznie jej nie posłuchać. Zostawienie cierpiącego na środku placu Bruneta wydawało mu się „Niehumanitarne”. Wtedy jednak zauważył jak starsza kobieta z gazem pieprzowym, patrzy w jego stronę.
- Synku, a czy ty przypadkiem nie przyszedłeś z nim do parku? – spytała i zmierzyła wzrokiem jego ubranie, identyczne jak Bruneta. (Co było odgórnym rozkazem Bruneta, który z jakiegoś powodu uznał, że to dobry pomysł)

Obrazek

Naveen szybko pokręcił głową, po czym w mgnieniu oka obrócił się i pobiegł za Sophie. W końcu Brunet jest szanowanym detektywem. Na pewno sobie poradzi.

Obrazek

A on Naveen, nie będzie mu przeszkadzał w wypełnianiu obowiązków.

Obrazek

. . .


Tiana po raz setny tego dnia, próbowała otworzyć drzwi.
Raz po raz wkładała do zamka spinkę od włosów i wierciła nią na wszystkie strony. Niestety niewiele to dało. Kobieta nigdy nie uczyła się jak otwierać drzwi bez klucza, więc nie miała pojęcia co powinna robić.
Była jednak tak zdesperowana, że zrobiłaby wszystko byle się stąd wydostać.
Dobrze wiedziała, że poród zbliża się dużymi krokami. Jeśli się nie myliła, to został jej tylko tydzień. Może nawet mniej.
Tiana oczywiście mocno wierzyła, że Naveen i cała rodzina ją znajdą. Mimo to, wciąż nie mogła przestać martwić się, co zrobi jeśli dziecko postanowi urodzić się wcześniej?
Nie chciała nawet o tym myśleć.
Dlatego by nie dopuścić do takiego scenariusza, zaczęła układać plany ucieczki.

Obrazek

W dwa dni po porwaniu, zorientowała się, że „Maleficent” wcale nie jest w pobliżu cały czas. Porywacz zjawiał się rano, około godziny ósmej. Dawał Tianie jedzenie i wodę po czym znikał gdzieś na cały dzień.

Obrazek

Potem przychodził koło godziny szesnastej by podać jej obiad i… porozmawiać.
Nie były to jednak całkiem zwyczajne rozmowy. Głównie z uwagi na fakt, że Tiana jakoś nie miała ochoty rozmawiać z porywaczem, który chce odebrać jej dziecko.
Polegało więc, to głównie na tym, że Tiana siedziała i słuchała, a Maleficent mówiła.
Zwykle jakieś głupoty o tym, że naprawi cały świat, a ona Tiana kiedyś zrozumie, że to wszystko było dla wyższego dobra.

Obrazek

Tiana jednak wcale nie chciała niczego rozumieć. Chciała po prostu wrócić do domu.
Przytulić się do Naveena, poczytać bajkę na dobranoc Florze i posprzeczać z Diablo, że znów rozrzuca ciuchy po całym pokoju. Usiąść na ławce w ogrodzie i obserwować kwitnące kwiaty. Upiec ciasteczka według nowego przepisu i patrzeć jak wszyscy zajadają. W spokoju urodzić Aurorę, przytulić ją mocno do serca i martwić się jedynie o głupi kolor kocyka.
Czy chciała zbyt wiele?
W tej chwili spinka pękła, a wraz z nią cała nadzieja Tiany na ucieczkę.
- Nie! – ze złością uderzyła w drzwi, lecz nic to nie dało. Pozostały tak samo niewzruszone jej fatalnym położeniem jak wcześniej. Kobieta, niczym małe dziecko skuliła się na podłodze i załkała.
Miała dość.
Była zrozpaczona, samotna i zła.
Co ona takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na ten los?

Obrazek

W tym momencie, jakby na zawołanie w drzwiach stanęła Maleficent. Widząc Tianę skuloną na podłodze wyglądała na zaskoczoną, lecz nie skomentowała tego.
Przeszła obok jak gdyby nigdy nic, zostawiła talerz z jedzeniem i zawróciła by wyjść.
Wiedziała, że Tiana jej nie zaatakuje i nie spróbuje ucieczki w obawie, że mogłaby w ten sposób zrobić krzywdę dziecku.
Nie wiedziała jednak, że w tej chwili wszystko w Tianie jakby pękło. Jedyne o czym myślała, to aby się stąd wydostać.

Obrazek

Wykorzystując moment nieuwagi porywacza wstała i chwyciła leżącą na stoliku szklankę z piciem. Z szybkością błyskawicy wyciągnęła rękę i chwyciła Maleficent za jeden z jej rogów, a potem za niego pociągnęła.
- Nie odbierzesz m dziecka, żmijo! – wymierzyła i trzasnęła porywacza szklanką.

Obrazek

Zaskoczona atakiem Maleficent, nie obroniła się przed nim zupełnie, lecz udało jej się osłonić oczy przed lecącymi wszędzie fragmentami szkła. Wykorzystując fakt, że sok chwilowo ją oślepił, Tiana spróbowała uciec.

Obrazek

Niestety porywacz rzucił się na nią na oślep i złapał w ostatniej chwili.
- Nie ma mowy! Nie uciekniesz mi!

Obrazek

- Puszczaj! – krzyknęła Tiana, próbując się oswobodzić z uścisku. Chwyt Maleficent był jednak jak z żelaza. Próbowała kopać, drapać, a nawet gryźć, lecz mimo to nie udało jej się.

Obrazek

Widząc, że pomału przegrywa walkę o wolność, ostatkiem sił rzuciła się całym ciężarem na porywacza. Maleficent omsknęła się noga i obie poleciały na podłogę.

Obrazek

W jakiś sposób jednak lecąc, porywacz wyślizgnął się spod niej, tak, że to Tiana najbardziej ucierpiała w wyniku tego upadku.
Maleficent wstała z triumfalnym uśmiechem. Wystarczyło jednakże jedno spojrzenie, by zrzedła jej mina.

Obrazek

Tiana podniosła się i z rozszerzonymi oczami, kurczowo trzymała się za brzuch.

Obrazek

Najwyraźniej stres targający ostatnio matką w końcu osiągnął szczyt i zebrał swoje plony.
Tiana zaczęła rodzić.
- Nie… nie! – powtarzała jak mantrę i gładziła po brzuchu. – Ciii... Jeszcze nie teraz kochanie… Błagam! Jeszcze nie! – krzyczała jednocześnie wiedząc, że nic jej to nie da.

Obrazek

Nagle uświadomiła sobie, że Malificent patrzy na nią z równym przerażeniem w oczach.
Po chwili jednak jakby do porywacza dotarło co się właśnie dzieje, a na twarzy pojawiła się radość.
- Nareszcie się zaczęło! – wykrzyknęła radośnie, po czym pomogła Tianie przemieścić się na łóżko. – Kładź się. Musimy powitać tego malucha na świecie! – rzekła i siłą spróbowała pchnąć Tianę na poduszki.

Obrazek

Kobieta jednak nie zamierzała się tak łatwo poddać. Wiedziała co się stanie, gdy tylko urodzi. Malificent odbierze jej dziecko i już nigdy więcej go nie zobaczy. Nie mogła do tego dopuścić.
Z wysiłkiem szarpnęła się i odepchnęła porywacza. Malificent przygotowana na ten ruch, chwyciła Tianę za rękę i mocno ścisnęła.
- Przestań! Nie szarp się! – krzyknęła, lecz Tiana ani myślała jej posłuchać.
- Zostaw mnie! Nie oddam ci dziecka! – wrzasnęła kobieta i wymierzyła cios.

Obrazek

Uderzyła Malificent w brzuch, tak, że ta zgięła się wpół. Wykorzystując okazję, spróbowała odepchnąć ją jeszcze raz. Malificent spadła z łóżka i zahaczyła o coś stopą, przez co z hukiem runęła na podłogę.
Tiana czując nagły przypływ sił, zerwała się by uciec przez wciąż otwarte drzwi. Już miała prawie że biec, gdy nagle zamarła.
Maska porywacza, leżała na ziemi.

Obrazek

Spojrzała w stronę siedzącej na podłodze Malificent i zakryła usta dłonią.
- Ty… To ty za tym wszystkim stoisz?! – wykrzyknęła Tiana, wpatrując się w niczym nie zasłoniętą twarz porywacza.

Obrazek

Malificent w końcu wstała na nogi, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Podniosła leżącą na ziemi maskę i założyła ją z powrotem.
- A więc jednak się wydało. Cóż, w zaistniałej sytuacji i tak nie ma to większego znaczenia – rzekła i chwyciła Tianę za rękę. – Urodzisz, a ja zabiorę dziecko i wyjadę. Nigdy mnie nie znajdziecie.

Obrazek

Tiana martwym wzrokiem wpatrywała się w swojego oprawcę.
- Jak… Jak mogłaś?! Jak mogłaś mi to zrobić?! Jak mogłaś zrobić to nam wszystkim?! – krzyczała, a po jej policzkach spływało coraz więcej łez. – Nie wierzę… To musi być jakiś chory żart! Błagam… Powiedz, że to żart!

Obrazek

Malificent milczała. Nie próbowała się usprawiedliwiać, ani nic wyjaśniać. Po prostu tam stała.
I w tym momencie Tiana zrozumiała, że przegrała.
Tego dnia, nie straci jedynie dziecka.
Bez słowa pozwoliła poprowadzić się z powrotem na łóżko.

Obrazek

Podróż Aurory, właśnie się rozpoczęła.



Koniec odcinka 45
Ciąg dalszy nastąpi...




Spoiler:
Obrazek

Awatar użytkownika
Lion
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 447
Rejestracja: 15 lut 2015, 23:00

Re: Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Lion » 17 lip 2017, 23:48

MalaMi95 pisze:Nie Ian – Naveen. To on jest mężem Tiany x)
Ale wtopa! A przecież dobrze o tym wiedziałem. :D Chodziło mi o właściwego sima, tylko imiona pokręciłem. ;)
MalaMi95 pisze:Uuu… a skąd wiesz, że „teściowej”? a może Ignaś rzuci Łusię i wyjedzie? ;)
A w sumie nie wiem. :P Użyłem określenia 'teściowa' bezrefleksyjnie, choć uważam, że Łucja i Ignaś bardzo do siebie pasują.

A teraz o ostatnim odcinku!
Chyba jestem złym człowiekiem, bo historia Sophie o tym, iż nie interesuje jej, że wszyscy przypisują jej sukcesy Brunetowi, bo po prostu chce pomagać, słabo mnie przekonuje. :P Uwierzyłbym jeszcze, gdyby jej zasługi nie były nikomu przypisywane, ale przecież normalna osoba jest wkurzona i sfrustrowana, gdy efekty jej starannej pracy idą na konto kogoś innego. Nawet jeśli w przeszłości zrobiło się błąd, przez który trudno odbudować swoją pozycję. ;)
Mimo wszystko uważam też, że Brunet jest niedoceniany! :D Zgrywa średnio rozgarniętego, a całe te stroje i inne jego pomysły to pewnie plan, aby podnieść morale zespołu czy coś… :D Starsza pani, która potraktowała go gazem pieprzowym, widocznie nie zrozumiała. xD
Cieszę się, że w śledztwie jest przełom, ale trochę dziwię się, że policja nie porozmawiała z Avril o jej ostatnim kontakcie z Tianą i że wówczas nie wyszła sprawa z podejrzanym opóźnieniem. Zaskakuje mnie też, iż Avril nie próbowała dodzwonić się do Tiany, gdy zamówione przez nią wypieki tak bardzo się spóźniały, a jeśli próbowała, jeszcze bardziej mnie dziwi, że nikogo nie poinformowała, iż taka sytuacja miała miejsce w dniu porwania simki. Jedyne wytłumaczenie jakie widzę, to że mając na głowie biznes, trojaczki i Emmę, mogła stracić rachubę odnośnie godzin i dat. ;)
Ech, już myślałem, że Tiana ucieknie! :( Fakt, że pewnie i tak nie trafiłaby do domu i gdzieś by zbłądziła, ale i tak myślę, że byłoby to dla niej bezpieczniejsze. Szkoda, że się nie udało…
Jestem mega ciekawy, kim jest porywaczka. Osobiście obstaję przy swoich pierwszych podejrzeniach, ale i tak umieram z ciekawości, aby w końcu poznać prawdę!

Odnośnie bonusu - strasznie, ale to strasznie, strasznie, strasznie współczuję Kamilowi... :D

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 18 sie 2017, 12:19

Lion
„Łucja i Ignaś bardzo do siebie pasują”
A z tym akurat się zgadzam ;)
„Chyba jestem złym człowiekiem, bo historia Sophie o tym, iż nie interesuje jej, że wszyscy przypisują jej sukcesy Brunetowi, bo po prostu chce pomagać, słabo mnie przekonuje”
Nie, nie jesteś. Ja sama bym nie wierzyła, gdybym była czytelnikiem xD
Do tego jeszcze wymyśliłabym teorie jak to Sopie tak naprawdę jest we wszystko zamieszana i chce porwać Naveena :P

Ale tak ogólnie, to dziś dowiesz się nieco więcej o tym, czy Sophie faktycznie to nie przeszkadza ;)
„Mimo wszystko uważam też, że Brunet jest niedoceniany!”
O tym też troszeńkę będzie. Chodzi mi głównie o jego jedną „umiejętność” którą dziś przedstawię x)
„Zgrywa średnio rozgarniętego, a całe te stroje i inne jego pomysły to pewnie plan, aby podnieść morale zespołu czy coś…”
Nie jestem pewna czy on coś udaje, ale jak pisałam z nim rozdziały to w głowie wciąż miałam piosenkę „Inspektor gadżet” xD
„Jedyne wytłumaczenie jakie widzę, to że mając na głowie biznes, trojaczki i Emmę, mogła stracić rachubę odnośnie godzin i dat.”
Chciałabym mieć teraz jakąś błyskotliwą odpowiedź, która sprawi, że wyjdzie jakoby to wszystko było zaplanowane ale… to po prostu moje niedopatrzenie xD
Tyle o tym wszystkim myślałam (Bo już od paru miesięcy miałam zaplanowane, że Tiana będzie porwana itd.) a mimo to zapomniałam o takiej rzeczy.
Tak to jest jak się za dużo myśli i ma w głowie parę wersji, po czym niektóre się łączy, z innych rezygnuje i ostatecznie o paru rzeczach zapomina.

Ale miło, że próbowałeś mnie wytłumaczyć. Faktycznie możemy założyć, że Avril miała tyle na głowie, że jakoś o tym nie pomyślała. x)
„Strasznie, ale to strasznie, strasznie, strasznie współczuję Kamilowi”
Ja też xD




W dzisiejszym odcinku zobaczymy co stanie się z Tianą i powitamy na świecie nowe księżniczkowe pokolenie!
Zapraszam :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .



Z pamiętnika Diablo
Przyjaciele.


Od rana Diablo czuł, że ten dzień jest inny niż poprzednie, choć sam nie wiedział co spowodowało tę zmianę. Spadek temperatury na zewnątrz? Nagła cisza, choć zwykle o tej porze wszędzie słychać śpiew ptaków?

Obrazek

A może czarnowłosa dziewczyna, która siedziała tuż obok niego na ławce?
Chłopak obrócił się i spojrzał na skuloną Anastazję. Tak, ten dzień zdecydowanie był inny, gdyż był to pierwszy raz od czasu porwania Tiany, gdy postanowiła się z nim spotkać.
Owszem, to prawda, że wszyscy w domu, łącznie z nim, bardzo przeżywali całą tę sytuację.
Ciocia Lotta co chwila dzwoniła lub przychodziła, by spytać, czy już coś wiadomo.
Kuzynka Tiany - Jadwiga, wzięła sobie urlop w pracy, by pomóc w zajmowaniu się Florą i nie raz gotowała im obiady, gdyż nikt z nich nie miał do tego głowy.
Natomiast jego tato, gdy tylko wychodził z pracy gnał gdzieś na spotkanie z detektywami, którzy ponoć mogli im pomóc znaleźć mamę.
Z nich wszystkich jednak, całą sprawę najbardziej przeżywała Anastazja. Diablo widział to wyraźnie. Mimo, że nikt nie twierdził, iż to jej wina, to jednak dziewczyna obwiniała się za całą sytuację. Nie tylko odsunęła się od nich, ale praktycznie w ogóle zaczęła unikać kontaktu z resztą rodziny. Do tego strasznie schudła, tak, że ciocia Lotta razem z Aleksandrem siłą zaciągnęli ją do lekarza, choć dziewczyna upierała się, że nic jej nie jest.

Obrazek

Chłopak bardzo martwił się stanem dziewczyny. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miał pojęcia jak jej pomóc.
Anastazja jakby kompletnie zamknęła się w sobie. Otoczyła skorupą nawet twardszą niż ta, którą przybrała, gdy jako dziecko dowiedziała się, że jej rodzice się rozwodzą, a on głupi jeszcze na dokładkę wyznał jej swoje uczucie.
Dlatego był bardzo zaskoczony, gdy tego ranka zadzwoniła i zapytała czy mógłby się z nią spotkać. Oczywiście natychmiast się zgodził.
I tak właśnie trwali na ławce pogrążeni w ciszy. Diablo początkowo myślał, że Annie w końcu sama się odezwie, dlatego również milczał. Gdy jednak czas mijał, a dziewczyna wciąż nie wyglądała jakby chciała rozmawiać postanowił się odezwać.
- Annie? – spytał delikatnie i poczekał, aż ta na niego spojrzy. – Dlaczego chciałaś się dziś ze mną spotkać? Stało się coś?
Anastazja rzuciła mu szybkie spojrzenie, po czym ponownie wpatrzyła się w swoje dłonie.
- Czy zabrzmi to dziwnie jeśli powiem, że byłam ciekawa czy przyjdziesz?

Obrazek

Diablo zmarszczył brwi.
- Czemu miałbym nie przyjść?
Annie wykonała ręką nieokreślony gest.
- Nie wiem, po prostu… Niby nikt nie obwinia mnie za to co się stało, ale widzę jak czasem wujek Naveen na mnie patrzy… Jakby był zły, że nie jestem wstanie pomóc wam znaleźć ciocię – zerknęła na niego. – Zastanawiałam się, czy myślisz podobnie.

Obrazek

Diablo patrzył na nią zaskoczony.
- Annie, nikt nie obwinia cię za porwanie mamy. Jestem pewien, że nawet mój tato nie jest na ciebie zły. On po prostu strasznie się martwi, zresztą jak my wszyscy i odkąd mama zniknęła jest trochę nerwowy. – Uśmiechnął się lekko. – Gdybyś się trochę mu przypatrzyła, to pewnie zauważyłabyś, że mnie też rzuca podobne krzywe spojrzenia.
Annie odpowiedziała uśmiechem.
- Dzięki Diablo. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela jak ty.

Obrazek

Chłopak poczuł lekki ukłucie na dźwięk tego słowa. „Przyjaciel” niby pozytywne znaczenie, a jednak dla niego zabrzmiało to jak policzek.
To prawda, że od ich ostatniego pocałunku minęło trochę czasu i od tamtej chwili nie dochodziło między nimi do żadnych romantycznych sytuacji. Mimo to, gdzieś wgłębi duszy miał nadzieję, że to coś znaczyło.
Anastazja chyba musiała wyczuć jego nastrój.
- Powiedziałam coś nie tak?
Diablo westchnął.
- Właściwie, to tak – zaczął, Annie patrzyła na niego z pytaniem w oczach, co trochę go zirytowało. – Najpierw mnie całujesz, a potem nagle nazywasz tylko „Przyjacielem”. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie zdecydowanie coś tu jest nie tak.

Obrazek

Anastazja wyglądała na szczerze zaskoczoną.
- A jak mam cię nazywać? Przecież nie będę odbijać przyjaciółce chłopaka – rzekła nieco rozdrażnionym tonem.
Brwi Diablo powędrowały do góry.
- Jakiej przyjaciółce?
Spojrzała na niego z urazą w oczach.
- Nie wymiguj się. Vivi powiedziała mi, że jesteście razem.

Obrazek

Przez chwilę Diablo wyglądał na autentycznie zdziwionego jej odpowiedzią, ale już po chwili na jego twarzy pojawił się grymas.
- To bzdura! Nie spotykam się z Vivi! Naprawdę powiedziała ci coś takiego?
Annie zaskoczona jego odpowiedzią próbowała się wykręcić.
- Tak… To znaczy… Może ja coś źle zrozumiałam?
- Powiedziała tak czy nie? – spytał Diablo nieco ostrzej niż zamierzał.
Annie w końcu poddała się i kiwnęła głową.
- Tak. Powiedziała, że jesteście razem dlatego się wycofałam… - tu jednak szybko obróciła się w jego stronę i spojrzała z błaganiem w oczach. – Ale proszę nie złość się na nią! Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi i nie chcę, żeby coś się popsuło przez jedno nieporozumienie.

Obrazek

Chłopak pokręcił głową.
- No nie wiem, Annie. Obiecuję, że nie powiem, że to ty mi o tym powiedziałaś, ale chyba powinienem iść z nią pogadać. Ja nic nie czuję do Vivi i chyba powinna o tym wiedzieć…

Obrazek

Annie ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Chyba masz rację – rzekła, ale zaraz spojrzała na niego ponownie z prośbą w oczach. – A może ja z nią pogadam? Wiesz, przede mną będzie jej łatwiej przyznać się do tego kłamstwa niż przed tobą.
Początkowo Diablo chciał odmówić, potem jednak wyobraził sobie jak niezręczna będzie taka rozmowa z Vivi. W końcu uznał, że może lepiej, żeby to dziewczyny wszystko sobie wyjaśniły.
Spojrzał na Annie i przytaknął.
- Zgoda. Ale jeśli dalej będzie rozpuszczać takie plotki, to naprawdę pójdę z nią pogadać.
Annie uśmiechnęła się.
- Nie martw się, nie będzie. Zajmę się tym.

Obrazek

Następnie wyciągnęła swoją drobną dłoń i położyła na dłoni Diablo. – Czy to znaczy, że jesteś wolny? A może masz więcej takich wielbicielek jak Vivi? – spytała lekko mrużąc oczy.
Diablo chwycił jej dłoń w swoje ręce.
- Nic mi nie wiadomo o żadnych wielbicielkach, ale wiem, że gdyby pewna dziewczyna się zgodziła już od dawna nie byłbym wolny.

Obrazek

Annie zaśmiała się. Właśnie chciała o coś zapytać, ale w tym momencie usłyszeli czyiś głos.
- Annie!
Dziewczyna jak oparzona puściła rękę Diablo i cofnęła się. Gdy spojrzała na wołającą ją postać, zobaczyła Zane’a, swojego chłopaka.

Obrazek

Z rumieńcem na twarzy popatrzyła w stronę Diablo.
- Wybacz, zapomniałam, że z nim też się na dziś umówiłam.
Diablo zrzedła mina na tę wiadomość.
- Aha – rzekł tylko krzyżując ręce.
Anastazja patrzyła na niego z błaganiem w oczach.
- Nie złość się. Myślałam, że jesteś z Vivi i dlatego nie powiedziałam mu, że między nami koniec.

Obrazek

Diablo zagotował się słysząc to. Gdyby nie Vivi już dawno mógłby być z Anastazją. Marzył o tym tak długo, a ona tak po prostu chciała to zniszczyć. I dlaczego? Bo jej się spodobał? Bo się w nim zakochała? Diablo mógł ją zrozumieć, ale nic nie tłumaczy kłamstwa.
Zamiast powiedzieć mu o swoim uczuciu i zmierzyć się z prawdą, wolała kłamać i odganiać od niego inne dziewczyny. Kto wie co jeszcze wymyśliła, by zniszczyć „konkurencję” tylko o tym nie wiedzą?
Do czego posunęłaby się dalej, gdyby razem z Annie jej nie przejrzeli?
Chłopak zacisnął pięści. Co prawda obiecał Anastazji, że to ona zajmie się sprawą Vivi i słowa dotrzyma. Wiedział jednak, że już nigdy nie będzie mógł patrzeć na przyjaciółkę tak samo jak kiedyś.
Tymczasem Annie patrzyła na niego i czekała na to co powie. Chłopak spojrzał w stronę Zane’a.
- A teraz mu powiesz?

Obrazek

Anastazja zerknęła na swojego chłopaka, a potem szybko pochyliła się w stronę Diablo i szepnęła mu coś na ucho.
Następnie wyprostowała się i uśmiechnęła zmieszana.
- Chyba muszę już iść. Dziwnie będzie wyglądać jak go tak zignoruje.

Obrazek

Diablo tylko kiwną głową, a Anastazja odwróciła się i odeszła.
Po chwili zbliżyła się do Zane’a, dała mu szybkiego całusa, a potem trzymając się za ręce zniknęli za rogiem.

Obrazek

Diablo oparł się o ławkę i zamyślił na chwilę.
„Jak to wszystko się skończy, obiecuję, że będziemy razem”.
Chłopak spojrzał przed siebie i zagapił się na chmury. Wyglądało na to, że będzie dziś padać.
„Tylko kiedy to się skończy?” przemknęło mu przez głowę i pomyślał o mamie, Florze, swojej nienarodzonej siostrzyczce i tacie, który gdzieś tam krąży z detektywami, próbując się czegoś dowiedzieć.
„Tato, znajdź ją” pomyślał i udał się do domu, by pomóc Jadwidze przygotować obiad.

Obrazek




Z pamiętnika Naveena
Detektywi lekcja druga - Wyścig z czasem, czyli jak poderwać i nie oberwać.


Naveen wysiadł z samochodu i rozejrzał się po okolicy.
Nie zobaczył niczego szczególnego. Kilka domków, jakiś jeden okoliczny sklep działający dwadzieścia cztery godziny na dobę, paru spacerowiczów i stacja benzynowa na której się zatrzymali. Nic, co wyglądałoby na tyle podejrzanie, by pomóc im znaleźć Tianę.

Obrazek

Zerkną w stronę Sophie, by jej o tym powiedzieć, lecz zamilkł widząc, że kobieta wcale nie stoi obok niego, ale rozmawia z właścicielem sklepu.

Obrazek

Po chwili wróciła do Naveena z uśmiechem na ustach.
- Tak jak mówił Bumelant. W dzień porwania Tiany, zatrzymała się tu jego ciężarówka. Jakaś kobieta chwilę z nim rozmawiała, a potem razem odjechali.
- Myślisz, że to ta kobieta mogła go czymś odurzyć, a potem wsadziła do ciężarówki Tianę i gdzieś ją zawiozła? – spytał. Sophie zastanowiła się.
- Nie jestem pewna, ale bardzo możliwe, że była w to wszystko zamieszana.

Obrazek

- Co znaczy „Zamieszana”? Chcesz powiedzieć, że porywaczy było więcej?
Sophie spojrzała na niego i kiwnęła głową.
- Tak myślę. Jakoś trudno mi uwierzyć, że jakaś pojedyncza osoba byłaby wstanie porwać Tianę i kompletnie nikt tego nie zauważył. Podejrzewam, że ktoś musiał mu pomagać. Ale co ważniejsze, ta osoba albo dobrze was zna, albo musiała przez jakiś czas was obserwować, nim postanowiła wdrożyć swój plan w życie. Czy nie miałeś nigdy wrażenia, że ktoś cię obserwuje?

Obrazek

Naveen zastanowił się. Niestety nic nie przychodziło mu do głowy. Jedyną sytuacją, gdy zauważył, że ktoś go obserwuje był Brunet w kawiarni Avril. Jednak to raczej nie mogło im w żaden sposób pomóc.
- Nie. Po tym jak Tiana zniknęła czułem na sobie spojrzenia ludzi, ale wcześniej nigdy.

Obrazek

Sophie ze zrozumieniem pokiwała głową.
- No nic. W takim razie jedziemy dalej – powiedziała i ruszyła w stronę auta. Zaskoczony Naveen podążył za nią.
- Ale dokąd?
Sophie zerknęła na niego przez ramię.
- Właściciel sklepu powiedział mi, w którą stronę odjechała ciężarówka. Bumelant mówił nam, że podczas trasy budził się co jakiś czas, a kolejną charakterystyczną rzeczą jaką zapamiętał po tej stacji benzynowej, była zawieszona gdzieś po drodze różowa flaga – zatrzymała się i spojrzała na Naveena. – I właśnie tego będziemy szukać.

Obrazek

Naveen zmarszczył brwi.
- Ty tak na poważnie? Jakie mamy szanse by znaleźć coś takiego?!
Sophie wzruszyła ramionami.
- A ile różowych flag zwykle spotykasz po drodze?

Obrazek

Naveen zastanowił się. Właściwie, to nie miał pojęcia. Zwykle był na tyle skupiony na prowadzeniu auta, że nie rozglądał się za flagami.
Sophie jednak wcale nie oczekiwała, że odpowie na jej pytanie.
- Zresztą, to i tak jedyny ślad jaki mamy. Jeśli będziemy mieć szczęście, to znajdziemy tę flagę i być może kogoś w okolicy, kto widział przejeżdżającą wtedy ciężarówkę, tak by móc poszukać kolejnego punktu, który zapamiętał Bumelant – zerknęła na niego. – To jak będzie? Wsiadasz czy nie?
Mężczyzna patrzył na nią chwilę, po czym westchnął.
- Jadę z tobą – rzekł, lecz nim wsiadł do auta zerknął za siebie.

Obrazek

- A co robimy z nim? – spytał, patrząc się na Bruneta, który popijając kupioną kawę, radośnie rozmawiał sobie z jedną z klientek.

Obrazek

Obrazek

Sophie niedowierzając, zerknęła do środka samochodu, a potem znów na Bruneta.
- A jak on niby wylazł? Jestem pewna, że dobrze zawiązałam węzeł!

Obrazek

Naveen uśmiechnął się lekko.
- Widocznie nie jest, aż tak do niczego jak myślisz. Iść po niego? – spytał, lecz jedno spojrzenie w oczy Sophie utwierdziło go w przekonaniu, że lepiej będzie jeśli grzecznie wsiądzie do auta i na nich poczeka.

Obrazek

Na twarzy kobiety pojawił się niebezpieczny uśmiech.
- Nie, nie trzeba. Sama po niego pójdę – rzekła zaciskając pięści. - Już ja mu pokażę, co myślę o podrywaniu panienek w godzinach pracy! – Następnie ruszyła w stronę nic nie podejrzewającego mężczyzny.

Obrazek

Naveen westchnął, a następnie wrócił do pojazdu i włączył sobie radio.
To mogło chwilę potrwać.

Obrazek

. . .



Malificent trzymała na rękach płaczące niemowlę. Tuliła je do serca i kołysała delikatnie, jak gdyby to było jej własne dziecko. Po kilku minutach maleństwo nieco się uspokoiło i zaczęło odpływać w błogi sen, zupełnie nie podejrzewając w jakim niebezpieczeństwie się znalazło.

Obrazek

- Oddaj… Proszę, oddaj mi ją… - szepnęła leżąca na łóżku Tiana. Kobieta zdecydowanie nie wyglądała najlepiej. Poród bardzo ją zmęczył. To prawda, że Aurora nie była jej pierwszym dzieckiem, lecz w przypadku poprzednich porodów była pod opieką lekarzy, a teraz miała do pomocy jedynie porywacza, który niezbyt się na tym wszystkim znał.

Obrazek

Malificent zerknęła na kredowobiałą twarz Tiany, a w jej oczach pojawiło się coś na kształt niepokoju.
- Nie martw się. Nic ci nie będzie, zadzwoniłam już po karetkę. Powinni zjawić się niedługo i pomogą ci dojść do siebie – rzekła uspokajająco. Tiana jednak jakby nie słuchała, wciąż tylko wpatrywała się w swoją malutką córeczkę.
- Proszę… Daj mi ją potrzymać choć chwilkę… Proszę… - szeptała niczym zaklęcie, które pozwoli jej odzyskać córeczkę.
Słysząc jej błaganie, porywacz zawahał się. Przez chwilę wyglądało nawet na to, że faktycznie pozwoli jej potrzymać dziecko, potem jednak cofnęła się i pokręciła głową.

Obrazek

- Nie ma na to czasu. Muszę zniknąć nim zjawi się karetka – chciała odejść, lecz Tiana chwyciła ją za rękaw. Malificent spojrzała na nią. Tiana szybkim ruchem zdjęła z szyi naszyjnik i położyła go na wyciągniętej dłoni porywacza. Po jej policzkach spływały łzy.
- Błagam… Daj jej to… Daj jej to, gdy dorośnie… - Następnie uniosła się nieco na łokciu i musnęła dłonią główkę Aurory. – Moja malutka… Wszystko będzie dobrze… Zrobię wszystko by cię odzyskać. Czekaj na mnie, dobrze? – Następnie kobieta z powrotem opadła na łóżko. Oczy Malificent zaszkliły się nieco, jednak trwało to tak krótko, że Tiana nie była pewna, czy jej się nie zdawało.

Obrazek

Trzymając w jednej dłoni naszyjnik, a w drugiej dziecko, ruszyła do wyjścia.
Tiana załkała. Tak długo wyczekiwane przez nią dziecko odchodziło, a ona nie była wstanie nic zrobić.
Cały świat jakby zwolnił. Jej szloch, kroki Malificent, skrzypnięcie otwieranych drzwi.
To było jak koszmar, z którego nie może się obudzić. Tiana chwyciła się za głowę.
- Błagam, niech to się skończy… – szepnęła do siebie i mocniej objęła się ramionami. – Błagam!

Obrazek

I w tej chwili jeden dźwięk wyrwał się ponad inne.
Nie… to nie był dźwięk, to był głos.
- Tiano!

Obrazek

Kobieta otworzyła oczy i zobaczyła Malificent, która zamarła w pół kroku.
- Nie… to niemożliwe! Nie mogli nas znaleźć!

Obrazek

Tiana niepewnie uniosła się na rękach.
- Naveen… - szepnęła, patrząc w stronę drzwi.

Obrazek

- Naveen! Tutaj! Naveen! – wrzasnęła ile sił w płucach.

Obrazek

Malificent spojrzała na nią nienawistnym wzrokiem i skoczyła w jej stronę.
- Zamknij się! Zamknij! – krzyknęła i zamachała rękami.

Obrazek

Nie wiadomo, co chciała zrobić w tym momencie. Uderzyć Tianę? Zatkać jej usta? A może zupełnie nic?
Nigdy się też tego nie dowiemy, gdyż właśnie w tej chwili do pokoju wpadł Naveen.

Obrazek

Przez krótką chwilę wpatrywał się w Malificent i trzymane przez nią niemowlę, jakby nie mógł pojąć o co tu chodzi.

Obrazek

Następnie zauważył leżącą na łóżku Tianę i nim ktokolwiek zdążył zareagować, rzucił się na Malificent.

Obrazek

Porywacz odskoczył do tyłu i z przerażenia lub zaskoczenia, upuścił niemowlę.
Mężczyzna złapał je w ostatniej chwili.

Obrazek

Tymczasem porywacz rzucił się w stronę drzwi. Naveen spróbował go złapać, ale był szybki, a jego ruchy ograniczało trzymane przez niego dziecko.
Porywacz wybiegł przez wciąż uchylone drzwi i pognał przed siebie.

Obrazek

- Ucieka! – rzekła Tiana zachrypniętym głosem.
Naveen natychmiast uklęknął obok niej i pogładził po włosach.
- Nie martw się, na zewnątrz czekają dwaj detektywi, którzy pomogli mi cię znaleźć. Na pewno go złapią.

Obrazek

Tiana uspokoiła się i ponownie położyła na łóżku. Wyciągnęła swoją drobną dłoń i pogładziła Naveena po policzku.
- Znalazłeś mnie.
Naveen uśmiechnął się.
- Znalazłem. I już nigdy nie pozwolę ci się zgubić – rzekł, a jego oczy zaszkliły się. Zerknął na trzymane dziecko.
- To ona? Nasza córeczka…
- Aurora - szepnęła Tiana i wyciągnęła ręce. Naveen podał jej dziecko, a kobieta przytuliła je mocno i ucałowała w maleńką główkę.
Odzyskała ją, jej malutka córeczka była tu w jej ramionach, nareszcie bezpieczna.
W tym momencie, nic innego nie miało znaczenia.

Obrazek

. . .


Kilka godzin później, Tiana była już w szpitalu w towarzystwie rodziny i kilku policjantów, którzy przybyli by ją przesłuchać. Razem z Aurorą zostały dokładnie przebadane i na całe szczęście okazało się, że ona jak i dziecko są zdrowe i ich życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo.
- Tiano! Tak się cieszę, że nic ci się nie stało! – krzyknęła Lotta, gdy tylko weszła na salę, a następnie mocno ją przytuliła ledwie hamując łzy. Tiana nie odpowiedziała, po prostu odwzajemniła uścisk siostry.

Obrazek

I pewnie długo by tak trwały, gdyby nie pisk, który rozległ się sekundę później od strony drzwi.
- Mamusia! – zapiszczała uradowana Flora i wręcz wskoczyła w objęcia uśmiechniętej Tiany. – Wlócilaś! - Kobieta mocno przytuliła dziewczynkę.
- Tak, i już nigdzie się nie wybieram.

Obrazek

Wszystkiemu przyglądał się uśmiechnięty Diablo, który z nią przyszedł. Gdy tylko Flora na chwilę puściła mamę zbliżył się i również ją uścisnął.
- Tęskniliśmy za tobą.

Obrazek

Tiana uścisnęła go mocniej. Właśnie chciała coś powiedzieć, gdy drzwi otworzyły się ponownie, a do Sali wkroczyła cała masa osób w tym przyjaciele i reszta rodziny. Nim ktokolwiek zdążył się odezwać, wśród tłumu przepchnęła się cała zdyszana Anastazja i wręcz wpadła na Tianę.
- Ciociu! Tak się cieszę! – krzyknęła, a po jej policzkach spłynęły łzy. – Tak strasznie cię przepraszam! Gdybym tylko wcześniej zadzwoniła na policję, albo… - urwała, gdyż Tiana uciszyła ją gestem.

Obrazek

- Już dobrze Anastazjo. Ja i Aurora jesteśmy bezpieczne i dopilnuję, by tak pozostało.
Annie pokiwała głową i odsunęła się, by przepuścić resztę krewnych, którzy również chcieli przywitać się z Tianą.

Obrazek

Cała sielankowa scena pewnie trwałaby jeszcze długo, gdyby nie jedna rzecz, która nie dawała im wszystkim spokoju.
- Jak to go nie złapaliście?! – wrzasnął Naveen patrząc na Sophie i Jamesa, którzy nie byli mu wstanie spojrzeć w oczy.

Obrazek

- Spokojnie panie Naveenie. Nasi funkcjonariusze już patrolują okolicę. Niedługo ją złapiemy – rzekł się starszy policjant zwracając się w stronę blondyna. Naveen nerwowym gestem odgarnął włosy i odszedł parę kroków namyślając się. Po chwili znów zwrócił się w stronę Sophie.
- Dobrze, mam tylko jedno, ostatnie pytanie. Staliście na zewnątrz, tuż za drzwiami. Jak mogliście jej nie złapać?! – spytał, patrząc wściekłym wzrokiem na kobietę. Zarówno ona jak i Brunet natychmiast zrobili się podejrzanie czerwoni na twarzy.
- Widzisz…

Obrazek

. . .


- Brunet! Naveen wyrwał mi się i wbiegł do środka! Musimy za nim iść nim zrobi coś głupiego! – krzyknęła Sophie i obejrzała się za siebie. Naraz jednak na jej pięknej twarzy pojawił się grymas, gdy zobaczyła wlokącego się za nią całego spoconego i dyszącego mężczyznę. – Czy ty sobie robisz jakieś jaja? No pospiesz się!

Obrazek

Brunet wziął jeszcze parę wdechów, po czym przemówił ledwie łapiąc oddech między zdaniami.
- Nie wiem… Nie wiem czy wiesz, ale… Ale właśnie dlatego zostałem detektywem, a nie policjantem. Śledzenie, szukanie w bazach danych okej… Bieganie za złoczyńcami, nie okej.

Obrazek

Sophie wzniosła oczy do nieba.
- To chyba jakiś żart. Przecież mówiłam ci, że musisz popracować nad swoją kondycją, właśnie na takie sytuacje. Kupiłam ci nawet karnet na siłownie! Byłeś tam chociaż raz?

Obrazek

Mężczyzna zastanowił się.
- Czy picie drinka na siłowni i flirtowanie z paniami się liczy?
- Argh! – krzyknęła kobieta wznosząc ręce do nieba. – Boże! Za co mnie tak każesz?! – Następnie obróciła się i ruszyła w stronę w którą pobiegł Naveen. – Dobra, nieważne. Pogadamy o tym później. Teraz musimy iść i dopilnować, żeby ten idiota nie dał się zabić.

Obrazek

Nie przeszła jednak dwóch kroków, jak Brunet odezwał się ponownie.
- Ciągle tylko na mnie wrzeszczysz i krytykujesz! Co ja ci takiego zrobiłem, że tak mnie nienawidzisz?!

Obrazek

Sophie przystanęła i zerknęła na niego.
- Właśnie o to chodzi Brunet. O to, że nie zrobiłeś zupełnie nic! Nie zrobiłeś nic, gdy cała wina za tamto zajście spadła za mnie. Nie zrobiłeś nic, by pokazać, że ja też w tym wszystkim byłam ofiarą! A kiedy zostałam twoją partnerką, wciąż nie robiłeś nic, by pomóc mi oczyścić imię. Zawsze tylko „Detektyw Brunet, znów uratował świat”! A gdzie w tym wszystkim byłam ja? Gdzie mój wkład? Moja pomoc? Czy ja w ogóle jestem ci potrzebna?! – wrzasnęła i ukryła twarz w dłoniach. – Cały ten czas powtarzałam sobie, że tak długo jak pomagam ludziom, możesz sobie zabrać całą chwałę dla siebie… Ale ja już tak nie mogę Brunet. Nawet nie chodzi o to, że to ty jesteś znany, ale o to, że ja po prosu nie istnieję. Wciąż jestem tylko tą złą Sophie… A ja naprawdę się zmieniłam. Ile czasu jeszcze będę pokutować za jeden błąd?

Obrazek

W tej chwili mężczyzna zbliżył się i ją przytulił.
- Och Sophie… Tak strasznie cię przepraszam. Nie wiedziałem, że tak to wygląda. Zawsze myślałem, że po prostu taki jest twój styl. Działasz z ukrycia i nie lubisz uwagi mediów. Dlatego nic z tym nie zrobiłem. Ale teraz widzę, że musiałaś się czuć okropnie wciąż żyjąc w moim cieniu – Brunet odsunął ją od siebie i uśmiechnął się. - Obiecuję, że od tej pory będziemy partnerami. Takimi prawdziwymi jak na filmach.

Obrazek

Kobieta parsknęła śmiechem i otarła łzę z policzka.
- Aż takimi?
Brunet uśmiechnął się szerzej.
- Dokładnie.

Obrazek

Kobieta westchnęła.
- Och James…
- Och Sophie…

Obrazek

. . .


- Naprawdę tak to wyglądało? – spytał Naveen, przecierając ręką czoło. Sophie wzruszyła ramionami.
- Może trochę podkoloryzowałam końcówkę i te westchnięcia ale…
- No dobrze, a teraz gdy już wysłuchaliśmy tej „fascynującej” historii, możemy wrócić do przesłuchiwania pani Tiany? – spytał stojący obok funkcjonariusz, przerywając Sophie. Kobieta oburzona, że ktoś wcina jej się w zdanie spojrzała na niego krzywo, ale nie skomentowała tego.

Obrazek

Tymczasem policjant, Pan Borowik, udał się w stronę Tiany.
- Pani Tiano, rozumiem, że to co pani przeżyła było straszne i zapewne nie chce pani znów do tego wszystkiego wracać, ale czy mógłbym zadać jeszcze jedno pytanie?
Tiana, która trzymała na rękach wtuloną w nią Florę i ukradkiem zerkała na śpiącą obok w łóżeczku Aurorę, obróciła się w jego stronę i kiwnęła głową.
- Dobrze, a więc mówiła pani, że porywacz cały czas chodził zamaskowany i na dodatek ubierał długą, czarną, workowata szatę, tak by trudniej było go rozpoznać, zgadza się?
Kobieta znów potwierdziła skinieniem.
- Tak, tak dokładnie było.

Obrazek

Policjant pokiwał głową i cos sobie zanotował.
- W porządku, a czy podczas pani pobytu tam, zdarzyła się może sytuacja, gdy porywacz stracił czujność? Zobaczyła pani jego twarz, albo zrobił coś, co by go zdradziło? Czy wie pani kim jest porywacz? – zapytał policjant, a w całej sali zapadła cisza.

Obrazek

Tiana rozejrzała się i zobaczyła wpatrzone w siebie spojrzenie rodziny i policjantów.
- Ja… - właśnie chciała się odezwać, ale wtedy bezwiednie sięgnęła ręką do naszyjnika zawieszonego na szyi i przypomniała sobie, że go tam nie ma. Został zabrany przez porywacza, gdyż sama mu go dała, aby przekazał go Aurorze. Nie tylko dlatego, że była wybrana, ale też po to, by miała ze sobą po niej jakąś pamiątkę. Cząstkę swojej rodziny.
Teraz jednak naszyjnika nie było.
Tiana jeszcze raz popatrzyła w oczy swoich bliskich. Co się z nimi wszystkimi stanie jeśli powie im prawdę? Jeśli wyjawi im kim był porywacz?
Czy znikną tak jak jej naszyjnik?

Obrazek

Kobieta bezwiednie przygryzła wargi. Policjant musiał to zauważyć, gdyż odezwał się ponownie.
- Pani Tiano? Jest już pani bezpieczna. Osobiście dopilnuję, by przydzielić pani ochronę dopóki nie znajdziemy porywacza, ale musi nam pani powiedzieć prawdę. Jeśli jego celem są małe dzieci, to w tej chwili może polować na jakąś inną rodzinę. Dlatego powtórzę. Czy wie pani kim jest porywacz? – spytał ponownie, ale Tiana jakby go nie słuchała.

Obrazek

Widzący to wszystko Naveen zbliżył się i delikatnie dotknął jej ręki.
- Tiano? Wszystko w porządku? - szepnął, wyrywając ją z transu.

Obrazek

Kobieta zerknęła w jego zielone oczy i przytuliła go. Sama świadomość, że tu jest, że nie jest z tym wszystkim sama dodała jej otuchy.

Obrazek

Wtedy jednak jej spojrzenie padło na jedną osobę w tłumie.
Osobę, którą to zniszczy. Wiedziała, że porywacz patrzy i czeka na jej ruch.
W tym momencie zrozumiała, co musi zrobić.
Gdy Tiana odsunęła się od Naveena i ponownie spojrzała na policjanta, w jej spojrzeniu nie było strachu, ale determinacja.
- Ja… Ja nie wiem, kim był porywacz. Przykro mi.

Obrazek

Ochroni swoją rodzinę choćby nie wiem co. Nie pozwoli jej przepaść.
I odzyska swój naszyjnik.



Koniec odcinka 46
Ciąg dalszy nastąpi...



BONUS:
Spoiler:
Obrazek

Awatar użytkownika
Gunia
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 250
Rejestracja: 15 gru 2013, 13:59

Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Gunia » 18 sie 2017, 17:44

Wow, jestem w szoku. Ominęłam jedną relację! Wybacz, kajam się nisko :P
Ogólnie to jestem skonfundowana tymi ostatnimi relacjami. Serio. Może to te upały, może to, że ostatnio nie jestem na wysokich obrotach, ale po prostu tego wszystkiego nie łapię i musiałam ze trzy razy przeczytać, żeby w ogóle coś skomentować. To komentuję!
Ciężko mi zrozumieć wątek całego porwania. To znaczy, cieszę się, że Tiana i Aurora zostały uratowane i w ogóle, ale kim do diaska jest Maleficent?! Rozumiem, że to ktoś bliski. Trochę stawiałam na Emmę, teraz nie wiem. Nawet przyjrzałam się gościom na zdjęciu i pasuje mi tylko Emma :D ale z drugiej strony- czemu i po co?
Wątek z detektywami dla mnie w ogóle taki trochę dziwaczny. Bez urazy, oczywiście! Po prostu mnie nie porwał. Chciałabym tak dokładnie przeanalizować Twoją relację jak Ty zawsze moje, ale niestety nie umiem. Jeśli chodzi o pisanie, to ja jestem "go with the flow" :P Jak znaleźli kryjówkę Maleficenta? Rozumiem, że pojechali szukać różowej flagi, no ale jednak co się stało potem? :D
Annie i Diablo- no niechże oni będą razem. Pasują do siebie perfecto, ale na drodze jeszcze stoi im chłopak Annie. Mam nadzieję, że niedługo!
Czekam na wyjaśnienia. A, jeśli chodzi o bonus- lewitujące dziecko- miodzio xD
Zapraszam na relację! :)

Obrazek

Awatar użytkownika
Galcia
Scenarzysta
Scenarzysta
Newsman
Newsman
Posty: 905
Rejestracja: 13 lut 2015, 20:57

Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Galcia » 12 wrz 2017, 22:04

Na miejscu Naveena też bym pomyślała, że Brunet i Sophie robią sobie jaja z pogrzebu. :P To śledzenie przypadkowych staruszek... Za chwilę Bruneta też porwą - panowie w granatowych mundurach. :D
A Franko Bumelant co tutaj robi? :D Jeszcze chwila, a zobaczę siebie w roli świadka!
Hahaha, ta akcja z gazem pieprzowym! :haha: Wyobraziłam sobie, jak Brunet wije się, leżąc na chodniku z przekrwionymi, łzawiącymi oczami i wyje jak dzieciak, który upuścił loda. :D
Nieee, jak mogłaś nie zdradzić nam, kim jest Maleficenta? :O Po reakcji Tiany utwierdziłam się w przekonaniu, że to... ANASTAZJA! Ewentualnie Emma. ;)
Niezła laska była z tej mojej Malinki. :P Kto by się spodziewał. Ale charakter zawsze miała paskudny.
Joseph Kinglet powiadasz? xD Zgadzam się w zupełności z posłanym przez niego spojrzeniem - w co żeś się najlepszego wpakował, Kamil... :D
Annie odpowiedziała uśmiechem.
- Dzięki Diablo. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela jak ty.
Auć. :P Twarde lądowanie we friendzonie.
Święci janiołowie, Anastazja jest tak bezczelną, tępą, głupią, pustą, makiawelistyczną, atencyjną ścierką, że aż robi mi się niedobrze, gdy czytam o jej numerach! :angry: Najpierw narobiła Diablo nadziei, potem przestała się do niego odzywać, teraz nagle z nim flirtuje, ale jednocześnie umówiła się ze swoim chłopakiem! Serio? SERIO?! I jeszcze to "nie złość się". Zgiń, przepadnij, diabelskie nasienie. -_-
Uff, strasznie się cieszę, że Naveenowi udało się odnaleźć Tianę i uratować Aurorę - szczerze mówiąc, spodziewałam się złego zakończenia tej historii. :) Za to bardzo mnie martwi fakt, że porywaczka ma naszyjnik Snow White! :O Na pewno wynikną z tego jakieś kłopoty...
Sophie i Brunet idealnie do siebie pasują - oboje są idiotami. soft2
Jesteś okrutna. Znowu nie dowiedzieliśmy się, kim był porywacz! Rozumiem, że Tiana chce chronić bliskich (nawet tych, którzy ją skrzywdzili), ale bez przesady, ten ktoś może uderzyć ponownie. ;/ Stawiam, że to Anastazja, która cierpi na rozdwojenie jaźni i w swojej "normalnej" postaci nie zdaje sobie sprawy z tego, co wyczynia mroczna strona jej natury. :(
Obrazek

Awatar użytkownika
MalaMi95
Scenarzysta
Scenarzysta
Posty: 203
Rejestracja: 20 paź 2015, 20:19

Pamiętniki Łabędzi

Postautor: MalaMi95 » 05 lis 2017, 16:20

Gunia – Rozumiem, że można być zagubionym, ale po prostu o to mi chodziło, żebyście nie wiedzieli kim jest Maleficent. Przynajmniej dopóki sama wam nie powiem, a będzie to wkrótce ;) No chyba, że sami już zgadliście, ale nie powiem jeszcze czy ktoś zgadł, sami się dowiecie :P
„Czemu i po co?”
Powód czemu to zrobiła również wyjaśnię, choć nie wiem czy przypadnie wam on do gustu. Część pewnie uzna, że jest strasznie głupi xD Ale tak czy siak ta postać miała motyw by to zrobić ;)
„Wątek z detektywami dla mnie w ogóle taki trochę dziwaczny. Bez urazy, oczywiście! Po prostu mnie nie porwał.”
Spoko, to po prostu miał być taki wątek komediowy, żeby relacja nie stała się zupełnie mroczna, bo w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że bez tego moim bohaterom nie zostanie nic innego jak tylko płakać xD
„Jak znaleźli kryjówkę Maleficenta? Rozumiem, że pojechali szukać różowej flagi, no ale jednak co się stało potem?”
Dziś wyjaśnię ;) Będzie to bardzo przyspieszone, ale po prostu mam w głowie tyle pomysłów, że nie chcę zbyt dług skupiać się na jednym wątku. Pewnie mogłabym zrobić nawet z 10 relacji jak szukają Tiany i wtedy całe śledztwo byłoby dokładniej zaplanowane, ale obawiałam się, że po prostu was tym zanudzę, dlatego wolałam jednak wszystko nieco przyspieszyć ;)


Galcia
„Na miejscu Naveena też bym pomyślała, że Brunet i Sophie robią sobie jaja z pogrzebu.”
Pogrzebu? Jakiego pogrzebu? Czyżbym coś napisała w relacji i o tym zapomniała? xD
„Jeszcze chwila, a zobaczę siebie w roli świadka!”
Ej! Nie spojleruj mi tu relacji! xD
„Nieee, jak mogłaś nie zdradzić nam, kim jest Maleficenta?”
Powiem wam, obiecuję ;) Ale jeszcze nie teraz :P

Cieszę się, że historia Malinki przypadła ci do gustu. xD Jak jeszcze coś wymyślę to na pewno się tym z wami podzielę ;) Na przykład… Co powiesz na dzieci Malinki i Kamila? xD
„Święci janiołowie, Anastazja jest tak bezczelną, tępą, głupią, pustą, makiawelistyczną, atencyjną ścierką, że aż robi mi się niedobrze, gdy czytam o jej numerach!”
Myślę, że nie polubisz jej bardziej, gdy zobaczysz co jeszcze nabroiła i co dla niej zaplanowałam x)
„Za to bardzo mnie martwi fakt, że porywaczka ma naszyjnik Snow White! Na pewno wynikną z tego jakieś kłopoty...”
Oj tak ;)
„Jesteś okrutna.”
Oj jestem. I jeszcze nie wiesz nawet jak bardzo ;)



Dziś wpadniemy na imprezę do Tiany.
Zobaczymy co słychać u Lotty, a na koniec… Ale ciii! Wszystko w swoim czasie. ;)

Zapraszam! :)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Z pamiętnika Naveena
Powrót do normalności


Trzy tygodnie po odnalezieniu Tiany, kobieta razem z córeczką zostały w końcu wypisane do domu. Na całe szczęście ani ona ani Aurora, nie ucierpiały poważnie wskutek nieprzygotowanego porodu w warunkach „domowych”. Z okazji wypisu ze szpitala, rodzina przygotowała dla nich małe przyjęcie, które rzecz jasna wcale nie było takie małe, gdy okazało się, że na powitanie Tiany zeszła się nie tylko najbliższa rodzina, ale również przyjaciele i sąsiedzi. Zwłaszcza ci drudzy bardzo nalegali na możliwość rozmowy z małżeństwem Arendell - Swan, a w szczególności z Naveenem, gdyż bardzo chcieli przeprosić za swoje wcześniejsze zachowanie, gdy zamiast pomóc, podejrzewali mężczyznę o pozbycie się żony. Naveen, jako, że nie chciał by sąsiedzkie relacje popsuły się całkowicie przeprosiny przyjął, za co Tiana była mu bardzo wdzięczna. Za dużo ostatnimi czasy przeżywała stresów, żeby jeszcze teraz użerać się z uszczypliwymi sąsiadami. Choć i ona i Naveen zgodzili się do jednej rzeczy. Prawdziwych przyjaciół, poznaje się w biedzie.

Obrazek

W każdym razie, impreza powitalna dla małej Aurory i Tiany trwała do późnego wieczora i wszyscy bawili się znakomicie. Głównie z uwagi na fakt, że po tym wszystkim w końcu mogli się odprężyć, powygłupiać i po prostu ze sobą pobyć.

Obrazek

Na imprezie nie mogło oczywiście zabraknąć wybawicieli Tiany, jakimi niewątpliwie była para dość niecodziennych detektywów.
- I ja patrzę, a tu smok wielki jak dwa domy! I ja mu wtedy mówię „Zostaw ją smoku! Albo będę cię ścigał przez wszystkie krainy, a potem cię złapię i zamknę za kratami!”. Ale smok wcale nie chciał jej zostawić i zioną ogniem! - rzekł Brunet, a zgromadzone dookoła niego dzieci zapiszczały z ekscytacji.

Obrazek

- I cio dalej? Cio dalej?! – spytała rudowłosa dziewczynka – Merry. James spojrzał na nią z uśmiechem.

Obrazek

- Zrobiłem to, co tylko prawdziwy bohater by zrobił. Zasłoniłem Tianę własnym ciałem, a potem chwyciłem leżącą obok gaśnicę i dmuchnąłem nią w potwora! Właśnie tak ją uratowałem! – zakończył, a grupka dzieci wiwatowała domagając się kolejnej opowieści. Jedynie mała Flora wydawała się nie być przekonana.
- Nieplawda! To tatuś ulatował mamusie! – krzyknęła i spojrzała na niego oburzona.

Obrazek

Zza pleców Bruneta dało się słyszeć śmiech.
- Przejrzała cię! Niezła z niej spryciara. Może to ona powinna zostać moim nowym partnerem? – rzekła postać, a oczy Flory zaświeciły się na jej widok.

Obrazek

- Ciocia! – krzyknęła dziewczynka i podbiegła do Sophie. Wspięła się na jej ramiona, a następnie z urazą wskazała na Jamesa. – Ciociu! On znowu pzeklęca histolie! Tak jak mówiłaś, to wielki kłamcuch!
- Co? Ja nie kłamię! – zawołał James, ale został przez obie panie całkowicie zignorowany.
- No niestety, to tak jak większość z nich. Mówię ci mała, słuchaj się cioci Sophie i nigdy nie ufaj facetom do końca. A jak już musisz, to wybieraj chociaż tych bogatych. Może pieniądze szczęścia nie dają, ale o wiele wygodniej płacze się siedząc w mercedesie niż na rowerze!

Obrazek

- Sophie, czego ty uczysz moją córkę? – dało się słyszeć głos, a następnie tuż obok nich zmaterializował się Naveen.

Obrazek

- Tatuś! – zapiszczała Flora i w jednej chwili znalazła się tuż przy nim. Mężczyzna z uśmiechem wziął córeczkę na ręce.
- No? To co ci mówiła ciocia Sophie? Pewnie same głupoty? – spytał, lecz ku jego zdumieniu Flora pokręciła głową.

Obrazek

- Ciocia ucyła mnie jak nie dać się zjeść wilkom i zostać sławną tancelką! – zawołała wesoło, ku zdumieniu rodziców. Następnie zobaczyła w tłumie Diablo rozmawiającego z ciocią Jadwigą i wyślizgując się z objęć taty, pobiegła w ich stronę.

Obrazek

Naveen spojrzał na Tianę nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- Wiedziałaś, że chce zostać tancerką? – spytał, lecz żona zaprzeczyła.
- Ja byłam na etapie małego chemika.

Obrazek

Widząc ich miny, Sophie zaśmiała się.
- Powiem wam, że z tej małej jest niezłe ziółko. Gdyby jednak za parę lat zmieniła zdanie i szukała pracy w policji, albo agencji detektywistycznej, to koniecznie zadzwońcie! – rzekła i z uśmiechem spojrzała w stronę małej Flory, która właśnie zagadywała brata. Następnie odwróciła się z powrotem w stronę Tiany i Naveena i ruchem głowy wskazała na drzwi. – Tymczasem ja i Brunet będziemy się już zbierać. Czas na nas.

Obrazek

Po tych słowach, cała czwórka skierowała się w stronę wyjścia, do zaparkowanego tuż przy ulicy samochodu. Nie przeszli jednak nawet dwóch kroków, gdy Brunet o czymś sobie przypomniał.
- O nie! – zawołał i zaczął przeszukiwać się po kieszeniach. – Zgubiłem klucze! – krzyknął.

Obrazek

Sophie spojrzała na niego zdumiona, po czym zacisnęła pięści.
- Co?! Ty głupi…! – nim jednak zdążyła się rozkręcić, zbliżyła się do nich Tiana z delikatnym uśmiechem na ustach.

Obrazek

- Przepraszam, nie chciałabym przeszkadzać, ale wydaje mi się, że Merry biegała po pokoju z czymś srebrnym w rączce. Czy to możliwe, że dałeś jej klucze opowiadając historię?

Obrazek

Brunet wpatrzył się w nią, po czym uderzył się w czoło otwartą dłonią.
- No tak! Merry! – i wbiegł z powrotem do środka.
- Może lepiej pójdę za nim. Zaraz wracam – rzekła do Naveena i podążyła za Jamesem.

Obrazek

Przed domem zostali tylko Naveen i Sophie. Mężczyzna spojrzał na kobietę z uśmiechem.
- Wiem, że mówiłem to już setki razy, ale dziękuj…
- „Dziękuję za uratowanie mojej żony i córki.” Tak wiem. Naprawdę nie trzeba, to był mój obowiązek. – powiedziała, przerywając mu, ale Naveen pokręcił głową.
- A właśnie, że trzeba! Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczam. Uratowałaś moją rodzinę i tego nigdy ci nie zapomnę.

Obrazek

Sophie uśmiechnęła się.
- Skoro tak mówisz, to niech ci będzie. Ale żeby to już był ostatni raz! Więcej słodzenia nie zniosę!
Mężczyzna zaśmiał się i uniósł ręce w pokojowym geście.
- Dobrze, obiecuję, że to był ostatni raz… Ale jeszcze raz dziękuję za…
- Stop! – krzyknęła kobieta, trącając go w ramię.

Obrazek

Mężczyzna tylko się uśmiechnął.
- No dobra. To co będziesz robić teraz? – spytał.
Kobieta zastanowiła się chwilę nad pytaniem.
- Hmm… Na razie pewnie zrobimy sobie krótką przerwę, a potem zapewne znów ruszymy z misją ratowania świata. Ktoś musi nad wami czuwać – rzekła i mrugnęła do niego.

Obrazek

Naveen odwzajemnił uśmiech i spojrzał w stronę drzwi za którymi zniknął James.
- A co z nim? Dasz sobie radę?
Sophie prychnęła.
- Proszę cię! Przecież ktoś musi go chronić, żeby nie zrobił sobie krzywdy! A kto zrobi to lepiej niż ja?
Oboje zaśmiali się, po czym Naveen pokręcił głową i spojrzał gdzieś w dal.

Obrazek

- Wciąż nie mogę w to uwierzyć… - powiedział, a Sophie spojrzała na niego dziwnie.
- Ale w co?
Odwzajemnił jej spojrzenie.
- W to, że ją znaleźliśmy - spojrzał w stronę Tiany, która właśnie w tej chwili wyłoniła się z budynku w towarzystwie Bruneta. - Skąd wiedziałaś, żeby właśnie tam jej szukać? – spytał, kobieta pokręciła głową jakby wciąż nie wiedziała o co mu chodzi.
- Nie rozumiem… - zaczęła, lecz przerwał jej nim zdążyła dokończyć zdanie.
- Chodzi mi o ten stary magazyn. Skąd wiedziałaś, że to właśnie tam będzie Tiana? Po tym jak znaleźliśmy flagę, kazałaś nam z Brunetem czekać, a kiedy wróciłaś dokładnie powiedziałaś nam gdzie mamy jechać i wskazałaś ten konkretny magazyn. Skąd?

Obrazek

Sophie puknęła się w głowę.
- No tak! Przecież ja ci tego nie opowiadałam! – wykrzyknęła, po czym obróciła się w jego stronę z konspiracyjnym uśmiechem. – Tak więc Naveen, musisz zrozumieć jedną rzecz. Najważniejsze w pracy detektywa jest to, by wiedzieć gdzie szukać. Ludzie w dzisiejszych czasach często o tym zapominają.
Naveen zmarszczył brwi.
- To znaczy?
Kobieta przewróciła oczyma.
- Widzisz, wszystkim zawsze wydaję się, że aby coś znaleźć trzeba szukać czegoś niezwykłego. Wybuchów! Tornada! Śladów krwi… Tymczasem czasami wystarczy tak drobna rzecz, jak pani w kiosku, która całymi godzinami obserwuje co się dookoła dzieje.
- Chcesz powiedzieć, że…
- Tak – ucięła, nim zdążył sformułować myśl. - Osobą, która podpowiedziała mi, gdzie szukać Tiany była wścibska sąsiadka pracująca w osiedlowym kiosku. Od razu zauważyła przejeżdżającą wtedy ciężarówkę, której nigdy, jak długo żyje tam nie widziała. A za drobną opłatą zdradziła mi czego mogę się spodziewać jeśli pojedziemy dalej. Od razu zrozumiałam, że stare opuszczone magazyny, to miejsce, które dla porywacza mogło się wydać bardzo interesujące – zakończyła.

Obrazek

Niespodziewanie Naveen pochylił się w jej stronę i już po chwili znalazła się w jego niedźwiedzim uścisku.
- Sophie, nie ważne co mówią inni, dla mnie jesteś świetnym detektywem.

Obrazek

Kobieta zaśmiała się i poklepała go nieśmiało po plecach, po czym odsunęła się.
- No już skończ, bo się zarumienię! – rzekła zawstydzona, ale widać było, że pochwała jej się spodobała. Stali tak chwilę tylko na siebie patrząc, aż w końcu mężczyzna postanowił się odezwać.

Obrazek

- Trzymaj się. I nie zapomnij wpaść do nas czasem, kiedy będziesz mieć przerwę w ratowaniu świata, dobrze?
Sophie uśmiechnęła się i klepnęła go mocno w plecy.
- Masz to jak w banku! W końcu, wciąż nie miałam okazji spróbować tych słynnych babeczek twojej żony, o których tyle mi opowiadałeś…

Obrazek

- Naveen ci o mnie opowiadał? – usłyszeli i nagle tuż przy nich pojawiła się Tiana. Naveen widząc ją, zarumienił się lekko niczym niewinny nastolatek.
- Może coś tam wspomniałem parę razy...

Obrazek

Słysząc to, Sophie uniosła brew.
- Raczej nawijałeś jak najęty! – rzekła i zwróciła się w stronę kobiety. - Serio, czasem miałam ochotę zdzielić go w głowę, żeby się uspokoił!
- Ja nie…! – mężczyzna chciał zaprotestować, ale został przez obie panie zignorowany.
- No proszę… A bardzo płakał jak mnie nie było?
Sophie wyszczerzyła zęby, zerkając ukradkiem na biednego blondyna.
- Cały czas! – odpowiedziała i obie z Tianą zaśmiały się widząc jego zakłopotanie.

Obrazek

Następnie Sophie zobaczyła machającego do niej Jamesa, który jak zwykle miał jakiś problem. Tym razem były to zacinające się drzwi od auta. Kobieta pokręciła głową i znów zwróciła się do Naveena i Tiany.
- Dobra, to my się już będziemy zbierać. Zwłaszcza, że musimy jeszcze po drodze odwiedzić kilka miejsc. To do następnego! I nie pakujcie się już w żadne kłopoty!
- Jeszcze raz dziękujemy za wszystko! – rzekła Tiana i uściskała kobietę.
- Wpadajcie kiedy chcecie! – zawtórował jej Naveen, machając im na pożegnanie.

Obrazek

Następnie razem obserwowali jak para nietypowych detektywów znów wyrusza, by ratować kolejnych ludzi z opresji. Czy spotkają się jeszcze? Tego nie wiedzieli, ale mieli nadzieje, że następnym razem, będą to o wiele weselsze okoliczności.

Obrazek

Stali tak dopóki samochód nie zniknął im całkowicie z oczu. Dopiero wtedy Tiana spojrzała na męża z podejrzliwym błyskiem w oku. Naveen udając, że nie wie o co jej chodzi uśmiechnął się niewinnie.
- No co? – spytał, na co ta pokręciła głową.
- I jesteś całkowicie pewien, że to właśnie oni pomogli ci mnie znaleźć?

Obrazek

Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Oczywiście! Może nie wyglądają, ale to świetni detektywi! Najlepsi w swoim fachu! – rzekł entuzjastycznie, lecz kobieta wciąż nie wyglądała na przekonaną.

Obrazek

- Doprawdy? Oj, coś czuję, że masz mi dużo do opowiedzenia co tu się działo, kiedy mnie nie było.
Niespodziewanie pochylił się i pocałował ją w policzek. Zaskoczona kobieta spojrzała prosto w jego zielone oczy, które patrzyły na nią jakby była najcenniejszym klejnotem na całym świecie.
- Tak, mam masę historii… Na szczęście mamy też mnóstwo czasu, kiedy będziesz mogła ich wysłuchać.

Obrazek

Tiana wzruszona jego słowami objęła go.
- Tak… I już nigdzie się nie wybieram – rzekła ściskając go mocniej i spojrzała w stronę ciemniejącego nieba. Kolejny dzień dobiegał końca… Kolejny dzień, gdy sprawca wciąż pozostawał na wolności. Co będzie jeśli znów postanowi skrzywdzić jej rodzinę? A co jeśli porwie jakieś inne dziecko? Czy będzie potrafiła spojrzeć w oczy jego matce i żyć z tym, że to tak naprawdę jej wina?

Obrazek

Oparła głowę na ramieniu męża i westchnęła.
Naveen natychmiast wyczuł, że coś jest nie tak. Delikatnie odchylił się i spojrzał w oczy żony.
- W porządku? – spytał swoim ciepłym, łagodnym głosem. Kobieta uśmiechnęła się. Nigdy nie rozumiała jak to się dzieje, iż sama jego obecność wystarczała, że świat od razu nabierał barw i stawał się choć odrobinę bardziej znośnym miejscem.
Gdyby tylko mogła mu powiedzieć, wszystko byłoby o wiele prostsze…
Tiana westchnęła ponownie i pokręciła delikatnie głową.
- W porządku. Tak tylko sobie myślę… Znajdą go?
Naveen przekrzywił lekko głowę w odpowiedzi na jej pytanie.
- Masz na myśli porywacza? – gdy żona potwierdziła skinieniem, uśmiechnął się i przytulił ją ponownie. – Na pewno! Policja już go szuka, nie mógł uciec daleko. Zobaczysz, za niedługo to wszystko będzie tylko złym snem.

Obrazek

Tiana potaknęła i ponownie wpatrzyli się w ciemniejące niebo.
- Tego się właśnie obawiam… - szepnęła tak cichutko, że nie mógł jej usłyszeć.
Gdyby tylko mogła mu powiedzieć…

Obrazek

. . .


Z pamiętnika Charlotty
Była żona


Następnego dnia po imprezie powitalnej u Tiany, Charlotta nieco zaspana, lecz pełna pozytywnej energii dziarsko maszerowała ulicami miasta. Poprzedniej nocy do późna rozmawiała z siostrą i bawiła się z resztą krewnych u niej w domu, dlatego Tiana zaoferowała jej, by przenocowała u nich zamiast po nocach wracać do siebie. Lotta z chęcią przyjęła jej propozycje, zwłaszcza, że i tak ostatni autobus do domu jej uciekł, a po wypiciu paru drinków nie było mowy o prowadzeniu auta. Z samego rana natomiast po szybkim wspólnym śniadaniu z rodziną siostry, ubrała się i czym prędzej wyszła.
Gdzież jednak tak bardzo się spieszyła skoro dziś miała dzień wolny od pracy? Otóż Lotta bardzo chciała dziś odwiedzić Aleksa i małego Henryka.

Obrazek

Po tym jak Tiana została porwana, kobieta praktycznie straciła z nimi kontakt. Nie bardzo jednak mogła coś na to poradzić. Naveen po zniknięciu Tiany był załamany i cały czas poświęcał na znalezienie żony. Diablo szwędał się nie wiadomo gdzie, a mała Flora została pozostawiona praktycznie samej sobie, zdana jedynie na opiekę ich dalekiej kuzynki Jadwigi. Ta jednak również pracowała i nie mogła cały czas zajmować się dziewczynką. Jak więc w takiej sytuacji Lotta mogłaby ich zostawić samym sobie? Musiała coś zrobić! Skoro nie mogła pomóc w znalezieniu siostry, to chociaż mogła zająć się domem. I tak właśnie zrobiła. Gotowała obiady, sprzątała, zajmowała się Florą i pomagała Ianowi w opiece nad ich chorą siostrą Odie. Tak jak robiła to wcześniej jej młodsza siostra.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Charlotta oczywiście ani przez chwile nie żałowała swojej decyzji. Dobrze wiedziała, że Tiana zrobiłaby dla niej to samo. Cała ta sytuacja sprawiła jednak, że nie miała czasu, by pomagać Aleksowi w opiece nad małym Henrykiem. Mężczyzna oczywiście rozumiał jej sytuację i gdy tylko dowiedział się o zaginięciu Tiany, powiedział Lotcie, że zorganizuje dla brata opiekę i że nie musi się o nich martwić. Kobieta wiedziała więc, że na pewno wszystko jest u nich w porządku i bez niej, lecz pozostawała jeszcze jedna kwestia.
Strasznie za nimi tęskniła…

Obrazek

Początkowo miała zająć się Henrykiem tylko na chwilę. Dopóki Aleks nie znajdzie dla niego jakiejś odpowiedzialnej i kompetentnej niani. Czas jednak mijał, a mały Henryk rósł. I nie tylko on, rosła też miłość Lotty do tego szkraba. Kobieta bardzo szybko zdała sobie sprawę, że nie patrzy na niego jak na dziecko Belli lub brata Aleksa… lecz jak na swoje dziecko.
Widząc jak stawia swoje pierwsze kroki, wymawia pierwsze słowa przypominała sobie czas, gdy Anastazja była taka malutka.

Obrazek

Obrazek

Tyle, że tym razem nie była sama. Aleks cały czas był tuż obok.
To prawda, że wciąż dużo pracował. Jednak tym razem nie wyjeżdżał na tak długo jak wtedy, gdy byli małżeństwem, a Annie była niemowlakiem. Lotta wiedziała, że może na niego liczyć.

Obrazek

I tak się złożyło, że nie minęło dużo czasu, gdy zorientowała się, że nie przychodzi do tego domu tylko po to by spotkać się z Annie lub zająć Henrykiem… Przychodziła tu również dla Aleksa.
To prawda, że byli po rozwodzie i mężczyzna wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że nie chce od niej niczego więcej niż przyjaźni, ale mimo to kobieta nie mogła dać sobie z nim spokoju.
Oczywiście to wcale nie znaczyło, że zmieniła zdanie i nagle chce go odzyskać. Bardzo dobrze rozumiała, że go zraniła i wciąż uważała, że nie zasługuje na tak dobrego faceta jakim jest Aleks. Mimo to nie potrafiła się trzymać z dala od niego. Chciała przy nim być tak długo jak tylko się da i dopilnować by trafił na kobietę, która tym razem go doceni, tak jak ona nie umiała.
I początkowo, tak to właśnie wyglądało. Lotta była blisko, ale jednocześnie daleko. Jedyne co ja łączyło z Aleksem to Henryk.
Czas jednak mijał, a mężczyzna wcale nie spieszył się ze znalezieniem nowej niani.
Właśnie wtedy chcąc nie chcąc zaczęła sobie robić nadzieję, że może ona i on to nie jest taki do końca zakończony rozdział? Może mają przed sobą jakąś przyszłość?

Obrazek

I właśnie dlatego stała dziś tu w słoneczny dzień, przed ponurą willą trzęsąc się jak osika. Nie przyszła tylko by spotkać się z małym Henrykiem, ale również po to by szczerze porozmawiać z Aleksem i dowiedzieć się, jak on widzi ich relacje.
Charlotta bardzo bała się tej rozmowy. Wiedziała bowiem, że jeśli nie pójdzie ona po jej myśli, to straci o wiele więcej niż tylko możliwość widzenia Aleksa na co dzień… Jednak musiała.
Jeśli on nie widzi już dla nich żadnej szansy, to muszą to skończyć. Choćby dla dobra Henryka, który z każdym dniem związuje się z nią coraz bardziej i będzie cierpieć, gdy Aleksander w końcu sobie kogoś znajdzie, a ona będzie musiała go opuścić…
Kobieta otarła wierzchem dłoni spływającą po policzku łzę. Co zrobi jeśli Aleks ją wyrzuci?
Nie wiedziała.

Obrazek

Czas bowiem jaki spędzała w tym domu, to nie tylko opieka nad dzieckiem, gotowanie i sprzątanie, ale znacznie więcej.
Z jednej strony z Aleksem nie byli już małżeństwem, ale żyli zupełnie tak jakby jednak nim byli. Lottcie nawet często zdarzało się tu nocować, gdy Aleks bardzo późno wracał z pracy, a ona opiekowała się Henrykiem. Paradoksalnie więc, po rozwodzie zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu niż przed. Zaczęli też być wobec siebie bardziej szczerzy, gdyż jako przyjaciele nie czuli się tak skrępowani jak wtedy, gdy byli jeszcze małżeństwem, a Lotta cały czas próbowała sobie wmówić, że nie kocha Aleksa i jest w tym małżeństwie tylko dla Annie.
Teraz gdy te ograniczenia zniknęły, znów mogli być po prostu sobą. Parą kochających się ludzi, którzy chcą ze sobą spędzić życie.
Po raz pierwszy Charlotta poczuła, jakby tworzyli rodzinę.

Obrazek

Obrazek

A teraz może to stracić… Na zawsze.
Jaki jednak jest sens ciągnąć to, jeśli jest to tylko jednostronne uczucie?
Pomyślała i biorąc głębszy wdech ruszyła do wejścia.
Gdy dotarła, okazało się, że drzwi są uchylone zupełnie jak wtedy, gdy myślała, że ktoś włamał się do domu. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Wciąż zastanawiała się jak absurdalnie musiała wyglądać, gdy uzbrojona jedynie w lampę chodziła po domu próbując obronić się przed „Włamywaczem”. Po chwili jednak spochmurniała. W końcu był to też dzień, gdy Aleks oznajmił jej, że chce rozwodu…
Mocniej ścisnęła klamkę, po czym ostatecznie otworzyła drzwi.

Obrazek

- Aleks? Gdzie jesteś? - zawołała, wchodząc do środka. Nie uzyskawszy odpowiedzi, weszła głębiej i już po chwili usłyszała skrzypienie podłogi na piętrze i dźwięk lejącej się wody.

Obrazek

„Pewnie brał prysznic” pomyślała i udała się na piętro, prosto do jego pokoju.
Przed wejściem jeszcze raz powtórzyła sobie w głowie co dokładnie chce mu powiedzieć, po czym energicznie otworzyła drzwi.

Obrazek

- Cześć Aleks! Przyszłam… - zaczęła wesoło, ale urwała widząc stojącą przed sobą postać.

Obrazek

Postać kobiety ubranej jedynie w stanik i rozpięte jeszcze spodnie. Dziewczyna równie zaskoczona co ona, spojrzała w jej stronę zdezorientowanym wzrokiem.

Obrazek

Po chwili jednak uśmiechnęła się i zbliżyła by podać jej rękę.
- Cześć! Ty musisz być Charlotta? Miło mi cię poznać! – rzekła nieco zbyt radośnie jak na gust Lotty i wyciągnęła w jej stronę rękę. Rudowłosa jednak nie odwzajemniła gestu. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądała jej się.
- A ty to…?

Obrazek

Kobieta jakby uświadamiając sobie swoją gafę, puknęła się w czoło.
- Ale ze mnie gapa! Strasznie cię przepraszam! Jestem Andżelika. Od dziś będę nianią Henryka. – „Od dziś będę nianią Henryka” te słowa zabolały Lottę mocniej niż przypuszczała. Od dawna spodziewała się w końcu to usłyszeć, ale teraz, gdy w końcu do tego doszło nie potrafiła w to uwierzyć. Ta kobieta ma być nową opiekunką Henryka? Ma się z nim bawić, układać do snu, czytać bajki? A po wszystkim z Aleksem…

Obrazek

Rudowłosa ponownie spojrzała na Andżelikę, która właśnie podniosła porzuconą gdzieś na łóżku bluzkę i szybko ją założyła. O nie, Lotta nie była na tyle głupia, by nie domyślić się co tu się wydarzyło zeszłej nocy…

Obrazek

Tymczasem Andżelika wygładziła na sobie ubranie i ponownie obróciła się do Lotty z uśmiechem na ustach. Widząc jednak jej zasmucone spojrzenie, speszyła się nieco.

Obrazek

Właśnie chciała się odezwać, lecz dokładnie w tej chwili w drzwiach łazienki stanął Aleksander ubrany jedynie w ręcznik.
Na widok stojącej w pokoju byłej żony, jego oczy rozszerzyły się lekko ze zdziwienia.

Obrazek

- Lotta? A co ty tu robisz? – spytał, te słowa były dla rudowłosej jak płachta dla byka. Kobieta zacisnęła pięści.

Obrazek

- Co ja robię? Co ja robię?! To ja się pytam! Co ty tutaj robisz?! – krzyknęła zerkając z ukosa na Andżelikę.

Obrazek

Na te słowa Aleks zmarszczył groźnie brwi. Właśnie chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu Andżelika, która widząc co się święci postanowiła się ulotnić.
- To ja może już pójdę, a wy sobie pogadajcie. Do jutra Aleks… - zerknęła jeszcze niepewnie w stronę Lotty, ale widząc jej mordercze spojrzenie spuściła wzrok i czym prędzej wyszła.

Obrazek

Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, kobieta nie wytrzymała i wybuchła.
- A teraz masz mi natychmiast wytłumaczyć, co tu się dzieje?! Nie ma mnie chwilę i już sobie sprowadzasz do domu jakieś lafiryndy?! I jeszcze chcesz, żeby wychowywały Henryka? O nie! Co to to nie!

Obrazek

Aleksander nie wyglądał jakby przejął się jej krzykami. Jak gdyby nigdy nic, minął ją i udał się do szafy by wyjąć czyste rzeczy do ubrania.
- Będę robił co zechcę, a tobie nic do tego – te słowa tylko bardziej rozsierdziły rudowłosą.
- Coś ty powiedział?! – wrzasnęła i już chciała kontynuować, lecz zbliżył się i chwycił ją za rękę tak by zwrócić na siebie jej uwagę. Malująca się na jego twarzy złość sprawiła, że Lotta zamilkła na chwilę.

Obrazek

- To co słyszałaś. To ja decyduję kto będzie się zajmował Henrykiem, a kto nie. I jeśli będę chciał sypiać z tą dziewczyną, to będę to robił nawet każdej nocy, a tobie nic do tego. Zrozumiałaś? – rzekł ostro, po czym puścił ją i obrócił się do niej plecami.

Obrazek

Charlotta całkowicie osłupiała, stała tam jeszcze chwilę i tylko na niego patrzyła. Następnie bez słowa, zerwała się z miejsca i ruszyła w stronę wyjścia.

Obrazek

Nim jednak wyszła, zatrzymała się jeszcze na chwilę w drzwiach.
- To chyba jednak nigdy nie miało sensu… Dziękuje, że byłeś ze mną szczery.
Następnie wyszła i nie oglądając się za siebie, cicho zamknęła drzwi.

Obrazek

. . .


Resztę tego dnia Charlotta spędziła plątając się po mieście to tu to tam, bez wyraźnego celu. Teraz, gdy zrozumiała, że to wszystko co czuła od tych kilku lat przy Aleksie było tylko jej mrzonkami, a mężczyzna nie uważał jej za nic więcej niż pomoc przy dziecku poczuła się… pusta. Zupełnie tak jakby cała radość, którą czuła do tej pory po prostu gdzieś znikła.
Nie miała pojęcia, co powinna teraz zrobić. Zachowywać się jakby wcale nic się dzisiaj nie wydarzyło i dalej przychodzić od czasu do czasu, by spotkać się z Annie lub odwiedzić małego Henryka do którego zdążyła się przywiązać? A może odpuścić i zacząć się traktować jakby faktycznie byli byłymi małżonkami, którzy nie rozstali się w zbyt pokojowej atmosferze?
Takie myśli towarzyszyły Lotcie przez większość dnia, gdy bez większego zainteresowania spacerowała po okolicy i oglądała witryny sklepowe.

Obrazek

W końcu, gdy słońce zaszło nad horyzontem i zrobiło się ciemno doszła do wniosku, że nie ma jeszcze ochoty wracać do domu, dlatego postanowiła wybrać się do jakiegoś klubu i wypić drinka. Oczywiście towarzyszył jej niezawodny przyjaciel, na którego zawsze mogła liczyć w trudnych chwilach.
- I ja się go pytam. Co ty wyprawiasz?! W końcu kto to widział, żeby sypiał z niańkami! I wiesz co on mi na to?!

Obrazek

- Że może robić co chce, a tobie nic do tego. Lotta opowiadasz mi to już dziesiąty raz… - rzekł Marcin zmęczonym tonem.

Obrazek

Zauważył jednak, że wnet posmutniała, dlatego dotknął delikatnie jej ręki i szepnął.
- Naprawdę nie powinnaś się tym tak przejmować. Może tak po prostu musiało być? Nie wszystkie historie miłosne muszą się kończyć dobrze, ale wiesz jak to mówią? Po każdej burzy w końcu świeci słońce.
Kobieta spojrzała w jego stronę, a oczy zaszkliły się jej od łez.
- Tak bardzo chciałam przy nim być… Zrozumiałabym, że mnie nie chce, ale czy musiał mi to powiedzieć właśnie w ten sposób? Czy nie zasługuję nawet na odrobinę szacunku, po tym wszystkim co przeszliśmy? – rzekła nieco płaczliwym tonem i załkała.

Obrazek

Marcin objął ją ramieniem, by dodać otuchy i szeptał uspokajające słowa. W tym momencie bardzo, ale to bardzo nie lubił Aleksa. Marcin wiele potrafił wybaczyć, ale nie cierpiał, gdy ktoś doprowadzał kobiety do płaczu. Owszem, mógł zrozumieć niechęć Aleksandra do Lotty, nawet to, że ten by jej nienawidził. W takim wypadku jednak, nie powinien był dawać jej nadziei. A po tym jak się dziś zachował, kompletnie stracił do niego jakikolwiek szacunek. Żeby w ten sposób potraktować kobietę, która urodziła mu córkę i od paru lat, jakby nie było, razem z nim wychowuje kolejne dziecko! Też coś!
Marcin zerknął na Lottę, a widząc, że jego towarzyszka wypiła już dzisiejszego wieczoru wystarczającą ilość alkoholu, dyskretnie odsunął stojący przed nią kieliszek poza zasięg jej rąk. Następnie odsunął się nieco i spojrzał na nią.
- Myślę, że na dziś wystarczy ci wrażeń. Chodź, odwiozę cię do domu.

Obrazek

Na te słowa Lotta energicznie pokręciła głową.
- Nie ma mowy! Nie chcę!
Marcin przewrócił oczyma, po czym bezceremonialnie chwycił przyjaciółkę za rękę i wyprowadził opierająca się Charlotte z baru.
- Puść! Puszczaj! Nie chcę! – krzyczała dalej kobieta, cały czas próbując się wyrwać.

Obrazek

W końcu zmęczony tym przedstawieniem Marcin, zatrzymał się.
- Możesz przestać?! Ile ty masz lat? Pięć?
Charlotta urażona skrzyżowała ramiona i spojrzała groźnie na przyjaciela.
- Nigdzie nie idę i już!

Obrazek

Mężczyzna westchnął.
- Daj spokój Lotta. Jak jeszcze trochę wypijesz, to zaraz przewrócisz się na ulicy! A ja mam nocny pociąg powrotni do Windenburga i nie mogę cię niańczyć całą noc.
Oburzona kobieta wydęła wargi.
- Nikt cię nie prosił, żebyś mnie pilnował!
Marcin uśmiechnął się widząc determinację w jej oczach. Mimo bycia już dojrzałą kobietą w tej chwili naprawdę przywodziła mu na myśl małą dziewczynkę, której rodzice zabronili wyjść pobawić się na podwórku. Wyciągnął w jej kierunku dłoń.
- To w takim razie zrób to dla mnie, żebym się nie zamartwiał, dobrze? – spytał łagodnym głosem.

Obrazek

Kobieta wahała się jeszcze chwilę, ale w końcu opór w jej oczach osłabł.
- No dobrze. Niech ci będzie… ale wiedz, że nie robię tego dla ciebie! Po prostu jestem już śpiąca!
Marcin zaśmiał się, a następnie ruszyli razem w stronę stojącej nieopodal taksówki.

Obrazek

. . .


- Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym z tobą został? Co prawda obiecałem Serenie, że jutro zajmę się Marcelem, ale…

Obrazek

- Oj, przestań jojczyć i jedź już! Jestem w końcu dorosła i dam radę położyć się sama do łóżka! – przerwała mu Lotta nim zdążył się rozkręcić.
Marcin posłał jej spojrzenie jakby nie był do końca przekonany, widząc jednak jej morderczy wzrok, postanowił posłuchać rady przyjaciółki, wsiadł w taksówkę i odjechał w stronę dworca.

Obrazek

Charlotta obróciła się w stronę wejścia do bloku, gdzie wynajmowała mieszkanie i wpatrzyła w swoje okno. Światło było zgaszone, tak jak je zostawiła. Oczyma wyobraźni ujrzała tonący w mroku przedpokój, opustoszałą kuchnie, a przede wszystkim, zimne, puste łóżko… To prawda, że gdy nocowała u Aleksandra również spała sama, jednak świadomość, że za ścianą ktoś jest, zawsze w jakiś sposób, dodawała jej otuchy.
Kobieta pokręciła głową. Takie rozmyślanie nic jej nie da. Powinna po prostu tam pójść i iść spać, tak jak obiecała Marcinowi.
Z takim postanowieniem ruszyła do wejścia klatki schodowej.

Obrazek

Nim jednak zdążyła zrobić choć dwa kroki usłyszała szelest. Gdy spojrzała w stronę dźwięku, zobaczyła uśmiechającego się do niej bruneta.

Obrazek

Mężczyzna zmierzył ją spojrzeniem, po czym zbliżył się nawet trochę za blisko jak na gust Charlotty i chwycił ją za ręce.
- Twój chłopak? – spytał, wskazując w stronę, w którą odjechała taksówka Marcina. Kobieta uniosła z wyższością głowę.

Obrazek

- Nie twój interes – rzekła mijając typa. Właśnie miała zamiar wstukać kod do klatki schodowej, gdy mężczyzna zmaterializował się tuż obok niej.

Obrazek

- Czyli jesteś wolna na ten wieczór. Znam taki jeden klub niedaleko w okolicy. Nie masz ochoty pójść ze mną i nieco się… zabawić?

Obrazek

Kobieta gwałtownie zwróciła się w jego stronę.
- Daleko? – spytała. W odpowiedzi facet pokręcił głową. Więcej nie było jej trzeba. Chwyciła go za rękę i pozwoliła się poprowadzić.

Obrazek

. . .


Następną godzinę Charlotta spędziła w towarzystwie nieznanego jej typa, który nie raczył się jej nawet przedstawić. Nie miała mu jednak tego za złe. Co więcej, mało ją to obchodziło. Sama mu o sobie nic nie powiedziała i tak samo nie chciała słuchać jego historii. Dziś po prostu chciała się bawić. Nie ważne z kim, gdzie i jak. Po prostu chciała zapomnieć. Zapomnieć, że gdzieś tam jest mężczyzna, którego kocha, a który nie czuje do niej nic więcej niż pogardę.

Obrazek

Obrazek

I prawdopodobnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że towarzyszący jej brunet najwyraźniej miał nadziej na coś więcej niż tylko parę szalonych tańców i wypicie drinka w jej towarzystwie.
W pewnym momencie chwycił Lottę za rękę i bezceremonialnie zaciągnął w głąb klubu, do pewnego ciche kącika, po czym zaczął ją całować długo i przeciągle…
I nie zrozumcie mnie źle, początkowo Lotta była nawet na to przygotowana. Zbyt dobrze znała facetów, zwłaszcza takiego pokroju jak ten brunet, by nie wiedzieć czemu zabrał ją ze sobą na imprezę. I początkowo nawet była gotowa to zrobić. Ot tak, dla zabawy, by zapomnieć. Skoro Aleks może od teraz mieć w swoim łóżku każdą okoliczną nianię, to czemu niby ona ma być mu nagle wierna? Przecież już to robiła, wiele razy...

Obrazek

Całując jednak bruneta i rozpinając jego koszulę nagle zdała sobie sprawę, że jednak nie może. Chwile jakie spędziła przez ostatnich kilka lat z Aleksem, Henrykiem i Annie ciągle do niej powracały. Wspólne czytanie bajek, Wspólne śniadania, oglądanie jakiejś głupiej komedii i komentowanie na bieżąco co bohater zrobił źle…
Nie mogła… po prostu zwyczajnie nie mogła zapomnieć o tym wszystkim i rzucić się w wir imprezowania. Skakać z kwiatka na kwiatek jak to kiedyś robiła. Ona chciała znów poczuć, że ma rodzinę. Swojego ukochanego, który jest dla niej wszystkim i dla którego ona jest wszystkim. Mieć miejsce do którego może wrócić i wiedzieć, że zamiast zimnego łóżka i dania z mikrofali, ktoś tam na nią czeka… Ktoś bliski.
Być może już nigdy nie będzie z Aleksandrem, ale to co z nim przeżyła nauczyło ją jak chce żyć, a to co teraz robiła zdecydowanie tym nie było.
- Nie… - szepnęła odrywając usta od ust bruneta i odsunęła się nieco. Mężczyzna jednak jakby nie słuchając pocałował ja ponownie. Lotta, teraz już nieco zirytowana odepchnęła go mocniej.

Obrazek

- Powiedziałam nie! – rzekła głośniej, lecz facet jedynie uśmiechnął się złośliwie i przycisnął ją do ściany.

Obrazek

- Teraz będziesz zgrywać niedostępną? Przyszłaś tu i wiedziałaś na co się piszesz, więc zamknij się i rób co chcę, a nie stanie ci się krzywda… - szepnął i znów spróbował ją pocałować. Charlotta przestraszona już nie na żarty spróbowała mu się wyrwać.
- Zostaw mnie! Pomocy! – wrzasnęła, lecz głośna muzyka stłumiła jej krzyk. W tym momencie zdała sobie sprawę jak głupia była. Nikt jej nie widzi, nikt jej nie usłyszy i nikt jej nie pomoże, pomyślała rozpaczliwie i załkała.

Obrazek

Gdy wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna i faktycznie nikt i nic jej nie uratuje, tuż obok dało się słyszeć krzyk.
- Zostaw ją! – wrzasnęła postać i szarpnęła gościa za ramię. Charlotta nie mogła uwierzyć w to co widzi.

Obrazek

Tuz przed nią, stała spotkana tego dnia rano u Aleksa nowa niania Henryka – Andżelika.

Obrazek

Brunet, słysząc jej krzyk obrócił się w jej stronę ze złośliwym uśmiechem, zapewne chcąc coś powiedzieć. Nie było mu jednak dane. Andżelika szybko sięgnęła po gaz pieprzowy i psiknęła nim facetowi prosto w twarz.
- Aaa! – zawył jeszcze tylko, nim osunął się na ziemię przecierając łzawiące oczy – Podłe dz**ki! Znajdę was! Jeszcze tego pożałujecie! – wrzasnął za nimi, lecz one nie słuchały.

Obrazek

- Biegnij! – krzyknęła Andżelika i pociągnęła oszołomioną Lottę za rękę. Następnie razem wybiegły z klubu w ciemną noc.

Obrazek

. . .


Jakiś czas później, gdy obie kobiety oddaliły się na tyle, że klub całkowicie zniknął im z oczu, Andżelika zatrzymała się i zmęczona usiadła na pobliskiej ławce.
- No, to było mocne! – rzekła i spojrzała z troską na rudowłosą towarzyszkę. – Wszystko w porządku?

Obrazek

- Yhm… - Charlotta mruknęła w odpowiedzi i poruszyła się niespokojnie widząc wciąż wpatrzone w nią jasne oczy Andżeliki. – Dzięki – rzekła nieco oschle, lecz dziewczyna nie wyglądała jakby się tym przejęła.

Obrazek

Zamiast wyrzutów, że Lotta jest niewdzięczna, uśmiechnęła się do niej radośnie.
- Całe szczęście! Bałam się, że ten zwyrol jeszcze coś ci zrobił, nim do was dotarłam.
Lotta zerknęła na nią kątem oka.
- A skąd ty się tam w ogóle wzięłaś? Myślałam, że nikt nie słyszy jak krzyczę…
- Bo nie słyszałam. Po prostu widziałam jak ten koleś gdzieś cię zabiera. Miałam złe przeczucia i postanowiłam za wami pójść.

Obrazek

Charlotta wykonała ręka nieokreślony gest.
- Dlaczego?
Andżelika zerknęła na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- Co dlaczego?
Lotta zbliżyła się i szybkim ruchem usiadła obok niej.
- Dlaczego mi pomogłaś?

Obrazek

Andżelika wciąż wyglądała, jakby nie wiedziała o co Lotcie chodzi.
- Nie rozumiem… Czy to nie normalna rzecz, pomóc komuś w potrzebie?

Obrazek

Lotta pokręciła głową.
- Nie, po prostu… Dlaczego za nami poszłaś? Przecież się nie znamy i nie masz żadnego innego powodu, żeby się mną przejmować… Zwłaszcza teraz.
Szatynka zaskoczona uniosła brwi.
- Zwłaszcza teraz?
Rudowłosa potaknęła.
- Tak, teraz kiedy ty i Aleks jesteście razem nie widzę powodu czemu miałabyś… - zaczęła, ale urwała, gdy usłyszała śmiech Andżeliki.

Obrazek

Spojrzała na nią zdumiona.
- Z czego się śmiejesz? – spytała nieco zirytowana, na co szatynka machnęła ręką, by ta dała się jej uspokoić.
- Ja i Aleks! A to dobre! – zawołała i zaśmiała się głośniej. Lotta już nic z tego nie rozumiała.

Obrazek

- To znaczy, że nie jesteście razem? – spytała, a Andżelika żywo pokręciła głową.
- Nie, nie jesteśmy. I trochę trudno by nam było, skoro jesteśmy kuzynami! – rzekła, a na widok zdziwienia na twarzy Lotty parsknęła śmiechem. – Wiem, cała sytuacja z rana musiała wyglądać dość dziwnie i podejrzanie, ale zapewniam cię, że tylko się ubierałam. Aleks zadzwonił do mnie kilka dni temu mówiąc, że potrzebuje niani dla Henryka. Ja akurat miałam czas, więc przyjechałam. Wczoraj trochę się zasiedzieliśmy, więc zamiast jechać do hotelu zostałam u kuzyna.

Obrazek

Charlotta wysłuchała uważnie Andżeliki i poważnie pokiwała głową. Była jednak jedna rzecz, która jej nie pasowała.
- Zaraz… Skoro jesteście kuzynami, to czemu nie kojarzę cię z naszego wesela? Byłam pewna, że poznałam na nim całą rodzinę Aleksa. Mogłam zapomnieć imię, ale twoją twarz na pewno bym zapamiętała.

Obrazek

Andżelika, jakby nagle zawstydzona, spuściła wzrok.
- To prawda, nie było mnie tam. Widzisz, moja mama to starsza siostra Belli. Kiedyś, dawno temu o coś bardzo się pokłóciły i od tamtej pory każda poszła w swoją stronę. Ja, Aleks i Kasandra utrzymaliśmy kontakt, ale nasze mamy nawet nie chciały słyszeć o tym, żeby się pogodzić. To dlatego, ani ja, ani moja mama nie dostałyśmy zaproszenia na wasz ślub.

Obrazek

Lotta wyglądała na oburzoną.
- Że co?! I Aleks na to pozwolił?! – zawołała wściekła, jednak Andżelika szybko pokręciła głową.

Obrazek

- Nie, to nie jego wina. Aleks dzwonił i mówił, że nie obchodzi go co myśli jego mama i jesteśmy jak najbardziej mile widziane, ale ja uznałam, że jednak lepiej jeśli nie przyjedziemy. Nie chciałam psuć mu tego dnia, a spotkanie naszych mam zdecydowanie mogłoby popsuć wszystkim humor.

Obrazek

Lotta prychnęła.
- Żartujesz? Zobaczyć minę tej czarownicy, gdy coś w końcu nie poszło po jej myśli, byłoby najlepszym punktem tamtego dnia!
Andżelika zaśmiała się na jej słowa.
- Tak… Zdecydowanie byłby to niezapomniany widok… - rzekła posępnie. Lotta nie wiedziała co Andżelika ma dokładnie na myśli, ale postanowiła czym prędzej zmienić temat.

Obrazek

- Hmm, no dobrze, ale skoro nie jesteś kochanką Aleksa, to w takim razie dlaczego tak mnie potraktował kiedy o ciebie spytałam? Dlaczego zasugerował, że jesteście razem, a mnie nic do waszego związku?
Andżelika przewróciła oczyma.
- Niby taka obeznana w postępowaniu z facetami, a zachowujesz się jak naiwna nastolatka – rzekła, na co rudowłosa spojrzała na nią oburzona.

Obrazek

- O co ci chodzi? – spytała, lecz brunetka pokręciła głową.
- O nic. Po prostu idź z nim porozmawiaj – rzekła wstając i zerknęła z delikatnym uśmiechem na Lottę.

Obrazek

- Mnie już nic do waszego związku – powiedziała i mrugnęła do niej. Następnie ruszyła w swoją stronę, a jej sylwetka błyszczała delikatnie w blasku latarni, nim nie zniknęła całkowicie w mroku nocy, zostawiając Lottę sam na sam ze swoimi myślami.

Obrazek

. . .


Było już dobrze po północy, gdy Aleksander wstał w końcu od komputera i postanowił iść położyć się spać.

Obrazek

Najpierw udał się do łazienki wziąć szyki prysznic, a wracając do sypialni, zajrzał jeszcze do Henryka i pocałował go na dobranoc w jego maleńkie czółko.

Obrazek

Normalnie zajrzałby jeszcze do pokoju córki, by przypomnieć jej, że powinna wcześniej kłaść się spać, gdyby nie fakt, że akurat dziś był weekend, który spędzała u swojej koleżanki. A przynajmniej taką miał nadzieję. Sam bowiem dobrze pamiętał swoją siostrę Kasandrę, gdy ta była nastolatką i nie raz musiał ją kryć przed ojcem, gdy udawała się na nocne schadzki z jednym ze swoich chłopaków.

Obrazek

Aleks uśmiechnął się na to wspomnienie. Gdyby ojciec wiedział co czasem z Kasandrą wyprawiali, niewątpliwie dostałby palpitacji serca! Może jednak czasem lepiej, gdy rodzice nie wiedzą o swoich dzieciach dosłownie wszystkiego?
Rozmyślał idąc w stronę swojego pokoju, właśnie miał wejść do środka, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony, kto mógłby przychodzić do nich o tej porze, obejrzał się i ruszył schodami na dół.
- Idę. Już idę! – zawołał, gdyż dźwięk dzwonka zamiast ucichnąć rozlegał się raz po raz. Aleksander zirytowany, że niespodziewany gość swoim zachowaniem może obudzić młodszego brata, zmarszczył brwi i szybkim ruchem otworzył drzwi.

Obrazek

- Czego… Lotta? Co ty tu robisz? – spytał zaskoczony, gdy zobaczył stojącą przed sobą kobietę. Rudowłosa jednak nie przejęła się pytaniem i mijając go wparowała do środka.

Obrazek

- Ej! Co ty wyprawiasz?! – próbował za nią wołać, ale Lotta jakby zupełnie go nie słuchając weszła do salonu.

Obrazek

Dopiero tam zatrzymała się i wciąż stojąc do niego tyłem spytała.
- Dlaczego mnie okłamałeś?
Aleksander nie bardzo wiedząc o co może chodzić byłej żonie, milczał. Lotta tymczasem obróciła się w jego stronę i trzema szybkimi krokami zbliżyła się, tak, że stali twarzą w twarz.
- Dlaczego mnie okłamałeś?! – powtórzyła. - Po tym wszystkim co przeszliśmy potraktowałeś mnie jak zwykłą…! – nie skończyła.

Obrazek

Zamiast tego odeszła kilka kroków i objęła się ramionami. Aleks, wciąż nie wiedząc o co chodzi, chciał do niej podejść i jakoś ją uspokoić. Dotknął nawet delikatnie jej ramienia, ale odepchnęła go i znów spojrzała w oczy. - Dlaczego? Czy zrobiłam coś nie tak? Zachowałam się w jakiś nieodpowiedni sposób? – spytała nieco płaczliwie, Aleksander jednak wciąż milczał.

Obrazek

Nie wiedząc już co zrobić, żeby w końcu z nią porozmawiał, krzyknęła.
- Chciałam być tylko twoją przyjaciółką! Czy to takie złe?!
- Właśnie o to chodzi! – wrzasnął Aleks, który nie mógł już słuchać tyrady byłej żony. - O to, że tu przychodzisz, że zajmujesz się Henrykiem i chcesz przyjaźni! Nie mogłem tego znieść! – wykrzyknął unosząc ręce do góry.

Obrazek

Charlotte zbliżyła się, a po policzkach płynęły jej łzy.
- Ale dlaczego?! Dlaczego nie możemy być po prostu przyjaciółmi?!

Obrazek

Aleksander spojrzał na nią, po czym szybkim ruchem zbliżył się i chwycił ją za rękę.
- Dlatego! – rzekł po czym nachylił się i pocałował ją prosto w usta.

Obrazek

Po pocałunku trwającym krótką chwilę, odsunęli się od siebie równie zaskoczeni swoim zachowaniem co zmieszani. Lotta jakby wciąż niedowierzając dotknęła delikatnie swoich ust, po czym zerknęła na Aleksa. Zauważyła jednak, że mężczyzna na nią nie patrzy.
- Nie rozumiem… Myślałam, że…

Obrazek

- No to źle myślałaś - rzekł twardo i odwrócił się. – Nie pojmujesz? Lotta, ja cię wciąż kocham. – powiedział miękko, a oczy kobiety, aż rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Jak? Kiedy? – spytała, ale Aleksander jakby jej nie słuchał pogrążony w swoich myślach.

Obrazek

- Jakby się tak zastanowić, to nigdy nie przestałem. Dzień kiedy postanowiłem się z tobą rozwieść był najgorszym dniem w moim życiu… ale zrobiłem to. Zrobiłem, ponieważ po tym co mi powiedziałaś, myślałem, że mnie nie kochasz. Nie kochasz i nigdy nie kochałaś… Mimo, że bardzo tego chciałem, to nie mogłem cię przy sobie zatrzymać wbrew twojej woli. Uznałem, że lepiej dać ci odejść. Sam próbowałem ułożyć sobie życie na nowo. Spotykać się z innymi kobietami... – spojrzał na nią. – Ale ty wróciłaś. Znów zaczęłaś przychodzić do tego domu. Spędzaliśmy ze sobą czas, żartowaliśmy, jedliśmy wspólnie obiady, razem bawiliśmy się z Henrykiem i poczułem… Poczułem jakbyśmy się nigdy nie rozstali. Znów byliśmy rodziną.

Obrazek

Charlotta spuściła wzrok. Czy to możliwe, że przez ten cały czas, oboje czuli dokładnie to samo?
- Skrzywdziłam cię… Powiedziałam tyle strasznych rzeczy! Jak…?!

Obrazek

Aleksander jednak nie dał jej skończyć. Po prostu zbliżył się i chwycił ją za ręce tak, by musiała na niego spojrzeć.
- Myślisz, że nie domyśliłem się, że to wszystko to były kłamstwa? Gdyby chodziło o pieniądze, to dałbym ci wszystko co tylko byś chciała! – wykrzyknął, ani na chwilę nie spuszczając z niej wzroku. – Nigdy nie pozwoliłbym ci odejść, gdyby chodziło tylko o to. To co sprawiło, że z ciebie zrezygnowałem, to to, że myślałem, że już mnie nie kochasz. Myślałem, że już kogoś masz i po prostu szukasz wymówek żebym pozwolił ci odejść… Tak więc zrobiłem – szepnął i posmutniał nieco. - Nigdy sobie tego nie wybaczę. Tego, że wtedy o ciebie nie zawalczyłem…

Obrazek

Pod wpływem impulsu Lotta uniosła dłoń i dotknęła jego policzka.
- A teraz? Czy teraz zawalczysz? – spytała z napięciem w głosie. Aleks słysząc to gwałtownie uniósł wzrok.
- Co?

Obrazek

- Nie, nie ty… - pokręciła głową i uśmiechnęła się delikatnie. - Czy pozwolisz mnie o nas zawalczyć? Czy pozwolisz mi naprawić to co zepsułam? – rzekła, a po jej policzkach spłynęły łzy. – Proszę… Daj mi tylko jedną, ostatnią szansę, a obiecuję, że już nigdy…! – chciała mu powiedzieć tyle rzeczy. Chciała mu powiedzieć, że go kocha, że przez cały ten czas tęskniła za jego dotykiem. Za tym uśmiechem, który zawsze był tylko dla niej. Chciała powiedzieć, że zrobi wszystko, aby im się udało i już nigdy, przenigdy go nie opuści. Miała w głowie tyle rzeczy, które chciała przekazać.

Obrazek

Ale gdy tylko Aleks się nachylił i pocałował ją ponownie poczuła, że wszystkie te słowa nie mają już żadnego znaczenia. Nagle cały świat dookoła nich zniknął, a wszelkie problemy odpłynęły. Wszystkie urazy, zatargi, kłótnie, zupełnie jakby nigdy ich nie było.

Obrazek

Dlatego, gdy Aleks wziął ją na ręce nie opierała się. Oplotła jego szyje ramionami i pozwoliła się zanieść prosto do „ich” sypialni. Być może jutro się obudzą i pożałują tego co się stało. Może znów się rozejdą i będą dla siebie jak obcy.
Ale dziś on był tylko jej, a ona tylko jego i nic więcej nie miało znaczenia.

Obrazek

. . .


W tym samym czasie, gdy Lotta i Aleks ponownie starali się rozgryźć, co tak naprawdę między nimi jest, pod ich domem stała samotna, szczupła postać kobiety. Kobieta spojrzała w okno sypialni, gdzie wkrótce zgasło światło, a po jej policzkach spłynęły łzy. Mimo to uśmiechnęła się z wysiłkiem i starała je wierzchem dłoni.
- Żegnaj Aleks… Bądź szczęśliwy - szepnęła i odwróciła się tyłem do ponurej willi, zupełnie jakby chciała odejść. Po paru krokach przystanęła jednak jeszcze i zerknęła za siebie. – Lotta, dbaj o niego.
Następnie nie obracając się już ani razu, zniknęła w mroku nocy.
Zupełnie jakby nigdy jej tu nie było.

Obrazek

. . .


Tymczasem w innej części miasta, pewna znana nam dobrze kobieta odbywała swoją samotną podróż. Ubrana od stóp do głów i rozglądając się, jakby bała się kogoś spotkać, ciemnymi uliczkami miasta wędrowała Tiana. Przypadkowy przechodzień pewnie nie zwrócił by na nią uwagi. Ot ktoś wraca z imprezy lub wybrał się na nocny spacer. Gdyby jednak tamtej nocy ktoś przyjrzał się dokładnie jej twarzy, ujrzałby na niej zawziętość i determinację. Tiana bowiem bynajmniej nie udała się dziś na zwykły wieczorny spacer.

Obrazek

W końcu, godzinę po tym jak wyszła z domu, jej oczom ukazała się mała, dość rzadko uczęszczana kawiarenka. Kobieta nie musiała się zbytnio wysilać, by zobaczyć samotną postać w długiej sukni, która jak gdyby nigdy nic, sączyła o tej porze filiżankę kawy.

Obrazek

Tiana zbierając w sobie całą odwagę jaką tylko miała, ruszyła w stronę postaci, po czym bezceremonialnie zajęła miejsce naprzeciwko niej. Postać początkowo nieco zaskoczona gościem szybko odzyskała rezon, a na jej ustach pojawił się kpiący uśmiech.
- No proszę… Nie sądziłam, że odważysz się przyjść – odezwała się. Tiana spojrzała na nią z niechęcią.
- Tak, a teraz masz pięć minut na to, żeby oddać mi naszyjnik nim zadzwonię na policję – rzekła twardo. Postać odchyliła się na siedzeniu.

Obrazek

- Stawiamy warunki, co? Hmm, ciekawe, nie powiem… Zrobimy to jednak nieco inaczej… - powiedziała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Co powiesz na mały układ?

Obrazek



Koniec odcinka 47
Ciąg dalszy nastąpi...




BONUS:
Spoiler:

Dziękuję za uwagę :)
Ostatnio zmieniony 06 lis 2017, 19:52 przez MalaMi95, łącznie zmieniany 2 razy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Galcia
Scenarzysta
Scenarzysta
Newsman
Newsman
Posty: 905
Rejestracja: 13 lut 2015, 20:57

Pamiętniki Łabędzi

Postautor: Galcia » 05 lis 2017, 17:12

Ale dużo małych dzieci! Uroczo wyglądają, słuchając bajania Bruneta (chociaż ja bym go samego z maluchami nie zostawiała :D ).
Nadal nie rozumiem, czemu Tiana woli ryzykować, że porywacz skrzywdzi kolejną osobę i żyć z poczuciem winy, niż go zdemaskować - nawet jeśli to ktoś z jej rodziny. -_- Jeżeli to jakaś zbłąkana dusza, ktoś mógłby spróbować jej pomóc, a tak wszyscy żyją w strachu. Brawo Tiana. ;)
Strasznie się wczułam w wątek Lotty, bardzo sugestywnie opisałaś jej uczucia do Aleksa. :love: Znalazła się w dwuznacznej sytuacji, bo z jednej strony powinna ograniczyć kontakty z Aleksem dla własnego dobra (może z czasem wygasłoby uczucie, które wciąż do niego żywi), ale z drugiej chciałaby, żeby zostali przyjaciółmi chociażby ze względu an Anastazję. Doskonale rozumiem, czemu wybrała opcję nr 2, bo pewnie sama bym tak na jej miejscu postąpiła, ale w ten sposób sama siebie krzywdzi, robiąc sobie nadzieję i na powrót przywiązując się do Aleksa. Martwi mnie również nadmierne zaangażowanie w wychowanie Henryka - Bella w każdej chwili może wrócić i go zabrać, przez co Lotta będzie tylko cierpieć... Tym bardziej podziwiam ją za odwagę, że postanowiła szczerze porozmawiać z byłym mężem, nawet jeśli to miałoby oznaczać koniec ich... "związku"? :P W każdym razie trzymam kciuki za powodzenie jej sprawy! :brawo:
Andżelika niepokojąco przypomina Bellę. :cwaniak:
Ok... ta rozmowa nie tak miała wyglądać. x) Lotta ma rację, układ, w którym "tatuś" (bo tak pewnie Henryk traktuje Aleksa) sypia z nianią nie jest zbyt zdrowy. Nie zmienia to jednak faktu, ze gdy wparowujesz bez zaproszenia do sypialni byłego męża i zastajesz tam półnagą dziewczynę, nie robisz awantury, tylko wychodzisz i załatwiasz to na osobności. soft1
Nieee, co ona najlepszego wyprawia? :O Musiała iść z jakimś zboczeńcem, który czatował na nią pod klatką? Nie mogła wyrwać sobie kogoś w klubie jak normalny sim? Załamka. :facepalm:
Charlotte zbliżyła się, a po policzkach płynęły jej łzy.
- Ale dlaczego?! Dlaczego nie możemy być po prostu przyjaciółmi?!
Aleksander spojrzał na nią, po czym szybkim ruchem wstał z kanapy i chwycił ją za rękę.
- Dlatego!
Aaaaaaaw! :aww: :love: :love: :love:
Obrazek


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości